RAK
    Grają o ćwierćfinał mundialu, a w kraju spokój. Polak tłumaczy

    Grają o ćwierćfinał mundialu, a w kraju spokój. Polak tłumaczy

    773 odsłon
    Grają o ćwierćfinał mundialu, a w kraju spokój. Polak tłumaczy

    — Szwajcarzy to powściągliwy naród. Wewnętrznie może się cieszą, ale nie okazują tego. Przed meczem z Kolumbią nie chcą zapeszyć — o nastrojach w Szwajcarii przed spotkaniem 1/8 finału mistrzostw świata opowiada mieszkający tam Ryszard Komornicki, były piłkarz i trener szwajcarskich klubów, 20-krotny reprezentant Polski.

    GRZEGORZ RUDYNEK: Najpierw był remis z Katarem, ale potem trzy kolejne wygrane mecze i osiem strzelonych goli. W Szwajcarii rośnie już gorączka przed spotkaniem 1/8 finału z Kolumbią?

    RYSZARD KOMORNICKI: A właśnie, że jakoś szczególnie jej nie widać. Oczywiście, piłkarzy, sztab szkoleniowy, pracownicy federacji piłkarskiej — oni pewnie to czują. Natomiast nie ma tysięcy kibiców, którzy wchodziliby na ulice świętować albo przynajmniej dyskutować o występach drużyny. Występuje raczej oczekiwanie na to, co wydarzy się w Vancouver. Pewnie, zainteresowanie w porównaniu do tego, co było po meczu z Katarem, jest większe, ale bez przesady. W krajach, powiedzmy, typowo piłkarskich pewnie temperatura byłaby wysoka. Ale nie tu.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Norwegowie też nie należą do wylewnych nacji, a tymczasem obserwujemy obrazki stamtąd, na których widać, że cały kraj żyje występami Haalanda i jego kolegów.

    Tak, tak… Ale im pewnie jeszcze pomogło, że znaleźli sposób na świętowanie, czyli wiosłują po wygranych meczach. To jest fantastyczne. Szwajcarzy czegoś takiego nie wymyślili, może coś jeszcze przyjdzie im do głowy? To jednak powściągliwy naród. Wewnętrznie może się cieszą, ale nie okazują tego. Ewidentnie nie chcą zapeszyć. Oni nie są przyzwyczajeni do roli faworyta, stąd wypowiedzi trenerów i piłkarzy utrzymane są w stylu, że chcemy wygrać, mamy jakość, wierzymy w swoje umiejętności. Jednocześnie bardzo chwalą reprezentację Kolumbii i słusznie, bo na razie dobrze grała, w czterech meczach straciła tylko jednego gola.

    • Polecamy także: Gospodarze imponują na MŚ? W USA patrzą na to inaczej. Polak tłumaczy

    Czyli nie ma pompowania balonika?

    Nie, choć Ardon Jashari powiedział, że zespół ma szansę zrobić coś wyjątkowego, napisać piękny rozdział szwajcarskiej piłki nożnej.

    Ma rację, drużyna stoi przed wielką szansą, bo w erze telewizji kolorowej występy w mistrzostwach świata najdalej kończyła właśnie na 1/8 finału. Tak było w 1994, 2006, 2014, 2018 i 2022 r. Jakaś klątwa.

    Zwraca się uwagę na jeszcze jedno. Bilans Szwajcarów w starciach z ekipami Ameryki Południowej to jakiś dramat. Na mundialach grała z nimi dziewięć razy i tylko raz zwyciężyła.

    Ryszard Komornicki

    Piotr Kucza / newspix.pl

    Ryszard Komornicki

    Mało tego, z Kolumbią też grała podczas mistrzostw świata, właśnie w USA w 1994 r. I w fazie grupowej przegrała 0:2.

    O tym też przypomina prasa, choć pewnie zawodnicy nie zwracają na to uwagi. Już minęło dużo czasu, świat się zmienił i to kompletnie nie ma znaczenia. Ale jako ciekawostka do analizy dla dziennikarzy na pewno jest to interesujące. Ja zastanowiłbym się, jak Szwajcarzy i Kolumbijczycy przygotują się do tego meczu, także fizycznie. Turniej już przecież trochę trwa. I jaki skład wystawi Murat Yakin. Czy znów postawi na Johana Manzambiego, który tak dobrze prezentował się w poprzednich spotkaniach? Właśnie ofensywa Szwajcarów wydaje się najsilniejsza. Grają tam jeszcze Dan Ndoye, Ruben Vargas, Breel Embolo…

    • Polecamy także: Tak ma wyglądać Raków. Trener Dawid Kroczek wyjaśnia

    To bardzo dobrzy piłkarze, bramkostrzelni. Ważne, żeby obrona wytrzymała. Już wcześniej mówiłem, że defensywa to ich słabsza strona, szczególnie kiedy muszą ustawić się wysoko i prowadzić grę. Choć myślę, że w tym elemencie drużyna zrobiła postępy. Z Kolumbią łatwo nie będzie, według mnie to lepszy zespół od Algierii, przede wszystkim pod względem fizycznym. Pewnie zobaczymy dużo walki, kto się nie przestraszy, będzie bliżej zwycięstwa.

    Odnośnie do Manzambiego, kto ogląda Bundesligę, to go zna. Ale szersza publiczność dopiero go poznaje.

    Mieszkam w Szwajcarii, więc oczywiście też go znam, a do tego śledzę Bundesligę. Ale faktem jest, że szwajcarscy kibice niedzielni też dopiero dowiadują się o nim czegoś więcej. Podoba mi się, że on nie wchodzi na boisko, by jako 20-latek zbierać doświadczenie, ale od razu daje coś drużynie. Jest konkretny szczególnie w ważnych momentach. Jestem fanem tego chłopaka, jego niekonwencjonalności, kreatywności i skuteczności w tym, co robi. To zawodnik chyba z największym potencjałem w drużynie i prawdopodobnie zostanie bohaterem dużego transferu.

    Spekuluje się, że lada moment za wielkie pieniądze przejdzie z Freiburga do Newcastle.

    Nie zdziwię się, jeśli tak będzie. On ma wszystko, by trafić do któregoś z największych klubów, jak Barcelona czy Real. Ale jak mówię, Manzambi nie jest jedynym piłkarzem, na którym opiera się gra Szwajcarii. Tam najważniejszy jest kręgosłup drużyny, począwszy od bramkarza Gregora Kobela, przez stopera Manuela Akanjiego, pomocnika Granita Xhakę i dalej po zawodników ofensywnych. Jestem ciekawy, jaki zespół wystawi Yakin. Czy zostawi ten, który grał dobrze, czy jednak sprawi jakąś niespodziankę. Yakin już taki jest, że czasem decyduje się na coś, czego nie oczekują kibice.

    Selekcjoner reprezentacji Szwajcarii Murat Yakin

    IMAGO/NEWSPIX.PL / newspix.pl

    Selekcjoner reprezentacji Szwajcarii Murat Yakin

    Mówił pan, że w Szwajcarii nie ma pompowania balonika, ale wybiega się w przyszłość, analizuje turniejową drabinkę? W niej na etapie ćwierćfinału może czekać Argentyna, jeśli wygra z Egiptem.

    Akurat w drabinkę się patrzy. Jashari zdążył powiedzieć, że zawodnicy nie mogą koncentrować się tylko na tym, kto dostanie koszulkę Messiego, bo jeszcze nie grają z Argentyną. To jest trochę nieszwajcarskie myślenie, by tak wybiegać w przyszłość. Ale moim zdaniem czasem trzeba tak zrobić, to może dodać motywacji, by pokonać Kolumbię. Na razie to ona jest najważniejsza, bo porażka wybudzi piłkarzy z pięknego snu i na pewno nikt nie będzie miał szansy dostać koszulki Messiego.

    • Polecamy także: Patrik Hellebrand ujawnia: decyzję o odejściu podjąłem wcześniej

    W 1988 r., czyli dawno, dawno temu, grałem w meczu ligi polskiej z ligą włoską w Mediolanie. W drużynie przeciwnika występował Maradona i szczerze mówiąc, dziś chętnie wymieniłbym się z nim koszulką. Wówczas jednak nie myślałem o tym, choć niektórzy ustawili się w kolejce do niego. Dlatego nie dziwię się, że niektórzy młodzi piłkarze chcieliby dostać koszulkę Messiego.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era