
"10 bohaterskich lwów, jeden głupi chłopiec" — grzmiał "The Mirror" w momencie, w którym David Beckham był antybohaterem całej Anglii. Musiało wydarzyć się naprawdę wiele rzeczy, by po latach postrzegany był jako wielki gwiazdor, miliarder i ulubieniec Amerykanów. Oto droga do tego, jak zostać wielkim ambasadorem mundialu.
Może pochwalić się czymś, czego nikt nigdy już mu nie zabierze. Do sukcesów sportowych błyskawicznie dołożył biznesowe i marketingowe. Wiele zawdzięcza też żonie. Razem z Victorią Beckham zgromadził majątek, dzięki któremu został pierwszym miliarderem wśród sportowców w Wielkiej Brytanii.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Według "The Sunday Times" wynosi on już co najmniej 1 mln 100 mln funtów, co dało awans na 141. miejsce na liście najbogatszych ludzi świata. A tuż po zakończeniu kariery było to 165 mln funtów.
Na sukces byłego reprezentanta Anglii za oceanem złożyło się kilka czynników. Pewne jest jedno: na wyspach na przełomie wieków nikt nie wróżył mu takiej kariery. "Kiedy Beckham został wyrzucony z boiska podczas MŚ w 1998 r., nagłówek na pierwszej stronie brytyjskiego tabloidu »The Mirror« następnego dnia brzmiał: »10 bohaterskich lwów, jeden głupi chłopiec«" — przypomina The Athletic, wyliczając kolejne sukcesy byłego piłkarza.
Zanim tak się stało, po przylocie do kraju usłyszał pytanie: "jak to jest zawieść swój kraj?". Po latach nikt nie ma wątpliwości, że "Becksa" lubią niemal wszyscy w Wielkiej Brytanii, a w szczególności w Stanach Zjednoczonych.
"Brytyjczyk w pełni realizujący amerykański sen" — tak jego działania opisuje dziennikarz James Horncastle i nazywa go "angielską twarzą (północnoamerykańskich) MŚ. Beckham, mąż stanu mistrzostw świata".
Podczas mundialu pojawiał się na meczach reprezentacji USA, Anglii, a na oku miał także Leo Messiego. Amerykanie nieustannie widzą go także w amerykańskiej telewizji, głównie za sprawą reklam. Podczas meczu Francja — Hiszpania fotoreporterzy uchwycili go w towarzystwie żony Victorii Beckham, córki Harper i dwóch synów — Romeo i Cruza. Przed kamerami od dawna wypada z klasą.
Nawet jeśli występuje w klipie z takimi gwiazdami jak Lamine Yamal, Ronaldinho, Thierry Henry czy Leo Messi, to Beckham jest pierwszoplanową postacią reklam tworzonych dla Amerykanów. Oni naprawdę kochają tę postać. I nie ma w tym przypadku.
Na temat byłego pomocnika w Harvard Business School uruchomiono nawet specjalne wykłady. Od wczesnych lat młodzieńczych uwielbiał amerykańską muzykę i całą popkulturę. Zanim przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych i zaczął grać w LA Galaxy w 2007 r., bardzo chętnie przylatywał do tego kraju.
— Po raz pierwszy przyjechałem do Ameryki, mając 16 lat, na piłkarskie tournee do Dallas — chwalił się gwiazdor. "Dzień po swojej niesławnej czerwonej kartce na MŚ we Francji w 1998 r., dokąd pojechał Beckham? Poleciał Concorde'em do Nowego Jorku. Mając wtedy zaledwie 23 lata" — przypomina The Athletic.
— Im więcej widziałem, tym bardziej byłem zafascynowany Ameryką, jej gwiazdami, a zwłaszcza sportem. W USA sport był dochodową rozrywką. Uwielbiam tę ambicję, skalę, czystą wartość rozrywkową amerykańskiego sportu, futbolu amerykańskiego z jego Super Bowl i NBA z supergwiazdami, które przekroczyły granice i zdominowały kulturę popularną, niczym gwiazdy rocka — wspomina Beckham, nawiązując przede wszystkim do legendarnego Michaela Jordana.
Występy w Major League Soccer w LA Galaxy 31-letniego wówczas Anglika były momentem przełomowym. Ryzykowne i niecodzienne decyzje podejmował, przechodząc do AC Milanu, następnie do budującego swoją potęgę PSG, aż nadszedł czas na amerykański projekt.
To przez jego transfer w MLS wprowadzono zasadę Designated Player, czyli zawodnika, który zarabia najwięcej w drużynie, a jego pensja nie jest ograniczana przez przepisy. Jej pomysłodawcą był Tim Leiweke, właściciel LA Galaxy. Wówczas nazwano ją jednak "zasadą Beckhama".
— Kiedy David dołączył do zespołu, Major League Soccer liczyła 13 drużyn. Dziś ma ich 30. Wynika to po części z obietnicy, którą Beckham złożył Leiweke i komisarzowi MLS, Donowi Garberowi. Pierwszą z nich było zdobycie mistrzostwa dla Galaxy. Drugą — pomoc w rozwoju futbolu w USA — wspomina Tom Cruise w rozmowie z The Athletic.
Karierę Beckhama jako piłkarza i biznesmena nazywa "hollywodzką historią". Już jako inwestor Anglik wkroczył do MLS razem z Interem Miami. W 2014 r. wydał 25 mln dol. za miejsce w prestiżowych rozgrywek, do których nie da się awansować w "europejski" sposób.
Dziś suma ta nie robi wrażenia, gdy popatrzy się na aż 500 mln dol. zapłacone przez San Diego FC w 2023 r., by wkroczyć do rozgrywek. Horncastle nie ma wątpliwości, że wybór Miami nie był przypadkowy.
"Zapewnił mu miejsce na obu wybrzeżach USA — wschodnim i zachodnim. Przewidział i włączył się w boom Miami nie tylko w sporcie, gdzie miasto dodało wyścig Formuły 1, a zespół Heat z NBA pozyskał Giannisa Antetokounmpo, ale także w sztuce, gdzie Art Basel organizuje coroczne targi w Miami Beach. Nie wspominając o technologii i finansach, ponieważ korzystne stawki podatkowe pozwoliły firmom przyciągnąć talenty z Nowego Jorku i innych miejsc" — wylicza.
O kluczowym ruchu Beckhama wie cały świat. To sprowadzenie Leo Messiego. To duet, który sprawił, że klub jest dziś warty aż 1,45 mld dol. — Nie ma Messiego w tej lidze, gdyby nie David Beckham — przekonuje Tom Cruise.
ELSA / Getty Images
Leo Messi (Inter Miami) i David Beckham
Anglik uwiarygodnił to miejsce na tyle dobrze, by ściągnąć jednego z najlepszych graczy w historii futbolu. Po czasie 51-latek ujawnia, jak wyglądały kulisy otrzymania kluczowej wiadomości.
— Byłem w Japonii z rodziną i obudziłem się o 5 rano, bo mój telefon ciągle wibrował. [...] Założyłem okulary i pomyślałem: »Leo nadchodzi! Stało się! Zapowiedział to!«. Moja żona zapytała: »Co masz na myśli, mówiąc, że to ogłosił?«. Odpowiedziałem: »Poszedł do telewizji i powiedział, że przyjeżdża do Interu Miami!« — wspomina.
"Beckham, zwycięzca jako zawodnik i właściciel z MLS, ogląda teraz, jak Messi, jego podopieczny, strzela gole w meczach MŚ, gdy Argentyna gra w Stanach Zjednoczonych" — opowiada o największym ambasadorze amerykańskiego turnieju słynny amerykański serwis.