
To jest koszmar, nie tak miało być! Hubert Hurkacz był o jednego seta od awansu do ćwierćfinału Wimbledonu. I nagle doznał kontuzji, przez którą nie był w stanie kontynuować gry.
Choć ten sezon na pewno nie jest łatwym okresem dla Huberta Hurkacza, okazją na upragniony przełom miał być Wimbledon. To turniej, w którym Polak docierał już nawet do półfinału, co było jego najlepszym rezultatem na arenie wielkoszlemowej. Po pokonaniu dwóch faworytów, Caspera Ruuda i Tommy'ego Paula, pojawiła się doskonała okazja na awans do ćwierćfinału.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Od tego sukcesu Wrocławianina dzieliło już tylko jedno zwycięstwo. I mógł uważać się za faworyta meczu z nierozstawionym Janem-Lennardem Struffem, 36-letnim Niemcem, który nie znalazł się w najlepszej ósemce turnieju Wielkiego Szlema. Nasz reprezentant musiał za wszelką cenę podtrzymać znakomitą formę serwisową z ostatnich dni, co było kluczem do sukcesu.
I to właśnie podanie stanowiło jego wielki atut już na początku. Polak wychodził z wszelkich opresji za sprawą asów serwisowych, a przy pierwszej okazji przełamał Niemca już na początku spotkania. Teraz potrzebował już tylko utrzymania obecnego poziomu, co zbliżyłoby go do wygrania pierwszego seta.
Pojedyncze przełamania mogły mieć ogromną wagę, o czym przekonaliśmy się już w otwierającej partii meczu na korcie numer 2. Jeden gorszy moment grającego solidnie Jana-Lennarda Struffa przesądził o tym, że to Hubert Hurkacz prowadził 6:3 i był coraz bliżej ćwierćfinału. Niemiec grał przyzwoicie, ale tylko przy swoim podaniu, bo serwis Hurkacza był wprost "nienaruszalny".
Niezła gra Niemca miała swoje odzwierciedlenie również w secie drugim. To on był stroną dominującą i wydawało się, że to on jest bliżej wywalczenia upragnionego przełamania. Ale Hurkacz za każdym razem bronił się znakomicie, z pomocą ponownie przychodził doskonały serwis. Tym razem nie było innej możliwości: o rozstrzygnięciu musiał decydować tie-break.
On przyniósł nam czyste szaleństwo. Polak przełamał jako pierwszy, by chwilę później wypuścić prowadzenie z rąk. Potem były dwie piłki setowe, zmarnowane przez Hurkacza w kuriozalny sposób (zwłaszcza ta druga). Dopiero trzecia, przy serwisie Struffa, dała naszemu reprezentantowi prowadzenie 6:3, 7:6(5) i bardzo korzystną sytuację w meczu czwartej rundy Wimbledonu.
Co istotne, Hurkacz pozostawał bezbłędny w defensywie, broniąc się z tarapatów przy break pointach dla rywala. Niemiec miał mnóstwo okazji, by wyjść na prowadzenie w drugim i trzecim secie, ale Polak bronił się wprost kapitalnie. I to również dlatego był bliski sukcesu na korcie numer 2.
A zatem znów decydować musiał tie-break. Tym razem lepiej rozpoczął go Jan-Lennard Struff, który popisał się serią czterech punktów na początek. To mocno przybliżyło go do sukcesu i odrobienia połowy strat w meczu z Polakiem. Doświadczony rywal dopiął swego, wygrywając trzecią partię wynikiem 7:6(2). Tuż po jej zakończeniu doszło do kilkuminutowej przerwy medycznej na prośbę Hurkacza, ale po chwili panowie wrócili do gry.