
Prezydent USA Donald Trump wskazał, że w finale mundialu raczej stawia na Argentynę, co ma związek z grą w jej barwach Lionela Messiego. Sposób, w jaki to wytłumaczył, był dość osobliwy.
Donald Trump będzie obecny na finale mundialu Hiszpania — Argentyna. Ma wręczyć nawet trofeum zwycięzcy meczu i całego turnieju.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Przed meczem w rozmowie z telewizją Fox był pytany, kto jest jego faworytem. Wskazał na Argentynę ze względu na obecność w jej składzie Lionela Messiego.
Zachwycił się jego asystą w półfinale z Anglią (2:1). — Oglądałem to podanie… Chyba można by to nazwać podaniem… było idealne. Jeśli miałeś strefę uderzenia, to była dokładnie tam, gdzie powinna być. Obserwowałem też tuż przed tym, jak uciekł obrońcy. Był bardzo dobrze broniony, a potem nagle stanął sam… Trudno obstawiać przeciwko Messiemu, jest świetny — chwalił geniusza futbolu.
Nie chciał jednak powiedzieć, że jest najlepszym piłkarzem w historii. Widziałem grę Pelego i był świetny. Spójrzcie, to są świetni piłkarze, ale są też inni. Spójrzcie na Francję, ostatnio miał ciężki mecz, ale on [Mbappe] jest z pewnością jednym z największych. Mam tę informację od mojego syna. Mój syn Barron jest wielkim fanem piłki nożnej — zapewnił.
— Gra tu kilku innych naprawdę niesamowitych piłkarzy, ale powiedziałbym, że teraz, patrząc na to z perspektywy czasu, zawsze lubiłem Ronaldo i zawsze lubiłem Messiego. Poznałem Messiego niedawno, znam też Cristiano i oni mają całkiem dobre życie, w zasadzie o wiele łatwiejsze niż ja! Chciałbym się zamienić na jakiś miesiąc — powiedział w swoim stylu.