Do dzisiaj nie ma diagnozy w sprawie kolana. Była blisko medalu ME

    Do dzisiaj nie ma diagnozy w sprawie kolana. Była blisko medalu ME

    1065 odsłon
    Do dzisiaj nie ma diagnozy w sprawie kolana. Była blisko medalu ME

    — Kilka miesięcy temu moim celem było po prostu stanąć na linii startu — mówi najlepsza polska triathlonistka Roksana Słupek, która była czwarta na mistrzostwach Europy, chociaż bardzo długo pauzowała po groźnym wypadku. Przyczyny jej problemów z kolanem nikt nie potrafił wytłumaczyć. Tak samo jak tego, dlaczego w końcu zniknęły.

    Jakub Wojczyński: Czy czwarte miejsce na mistrzostwach Europy to jeden z największych sukcesów w pani karierze?

    Roksana Słupek: Tak, zdecydowanie. Myślę, że jedynym lepszym wynikiem w mojej karierze było trzynaste miejsce na igrzyskach olimpijskich w Paryżu.

    A jak pani potraktowała to czwarte w Tarragonie? Jako pełnie szczęścia czy pojawił sie niedosyt?

    Był ogromny niedosyt, choć nawet nie jestem pewna, czy to na pewno dobre określenie. Na mecie towarzyszyły mi emocje, jakich nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Nigdy nie byłam zawodniczką, która mogła walczyć o medale na tak wysokim poziomie. Ostatni rok był dla mnie bardzo trudny, a kilka miesięcy temu moim celem było po prostu stanąć na linii startu. Powinnam być wniebowzięta, że walczę o medal mistrzostw Europy, ale czułam sporo bólu, smutku i wątpliwości, czy na pewno dałam z siebie wszystko. Przez wiele godzin prowadziłam ze sobą wewnętrzny dialog, czy zrobiłam wszystko, co mogłam.

    Jaki był ostateczny wniosek?

    Już w nocy po starcie zaczęłam ze wzruszeniem cieszyć się z tego wyniku. Złość odeszła, bo zawodnicy, rywale, trenerzy i inni ludzie, którzy wiedzieli, co się ze mną działo, byli zafascynowani moją walką. Opisywali to, co widzieli podczas wyścigu, zupełnie inaczej niż ja sama odbierałam. To uświadomiło mi, że chyba zbyt surowo podeszłam do siebie na linii mety. Teraz jestem przeszczęśliwa i wiem, że to, co się wydarzyło, było czymś więcej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Od dawna jest pani tak surowa wobec siebie?

    Tak i to nie jest tylko zwykła ambicja sportowa, którą ma każdy. Mimo że jestem w triathlonie już wiele lat, to na takim poziomie ścigania czuję się jak nowicjuszka. Brakowało mi nie tylko fizycznych predyspozycji, ale też swego rodzaju przygotowania mentalnego. Zawodnicy często mówią, że wygrywać też trzeba się nauczyć. Teraz jestem podekscytowana, że doświadczyłam tych trudnych do opisania emocji i może następnym razem będę lepiej przygotowana na walkę o medal.

    Tu można zauważyć, że chociażby kilka tygodni wcześniej była pani trzecia w Pucharze Europy, ale to jednak niższy poziom rywalizacji, prawda?

    Zdecydowanie tak. Aczkolwiek triathlon szybko się rozwija, mamy wysoki poziom we wszystkich trzech dyscyplinach i każde takie zawody są bardzo wymagające. By rywalizować o medale na światowym poziomie, muszę w praktyce biegać jak reprezentantka kraju w lekkoatletyce.

    Roksana Słupek na PE w Caorle

    PZTRi / Polski Związek Triathlonu

    Roksana Słupek na PE w Caorle

    Z jakimi nadziejami właściwie przystępowała pani do pierwszych startów po powrocie po problemach zdrowotnych?

    Na pierwszy start na Puchar Europy do Caorle jechałam z wdzięcznością i chciałam po prostu mieć informację, w jakim miejscu jestem po przerwie w treningu. Celem było doprowadzenie organizmu do stanu, w którym mogę zdrowo stanąć na linii startu. Drugim moim tegorocznym występem były zawody serii mistrzostw świata na bardzo trudnej trasie, ze światową czołówką. To było rzucenie się na głęboką wodę. Kilka fragmentów tego wyścigu pokazało mi, że brakuje mi jeszcze bardzo wysokiej intensywności typowej dla rywalizacji startowej, której w triathlonie nie da się wytrenować samym treningiem. Ze środowiska dochodziły do mnie głosy podziwu dla mojej formy biegowej, ale ja byłam tak skupiona na zdrowiu, że nie analizowałam zbyt mocno wyników, by nie narzucać sobie presji. Przed mistrzostwami Europy gdzieś w głowie marzył mi się bardzo dobry wynik. Marzyłam też o medalu, ale w taki sposób, jak będąc dzieckiem, czyli po prostu zwykłe marzenia, które tworzą się przed snem. Tymczasem na wyścigu to marzenie przez długą część zawodów prawie się spełniało.

    Czy pozostałości ubiegłorocznego wypadku w Hamburgu nadal przeszkadzają pani w startach i treningach, czy to już temat odcięty grubą kreską?

    Powiedziałabym, że w 90 proc. odcięty. Podczas pierwszych startów i na mistrzostwach Europy — gdzie trasa biegowa była bardzo kręta — czułam, że kolano się spina. Teraz już jednak zdecydowanie mniej panikuję. Daję sobie po starcie czas na odpoczynek, nie biegam od razu. Wierzę, że mam tę sytuację pod kontrolą. Ale nie lubię o tym rozmawiać, bo brak stuprocentowej pewności co do możliwości mojego organizmu wywołuje we mnie niepokój.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Stanowski

    Co dzisiaj majstrujemy do sekcji RAK LIVE?

    Stanowski