
Amerykańskie władze WTA wywieszają białą flagę. Zerwany kontrakt z Arabią Saudyjską i nagła ucieczka do Kalifornii to dla najlepszych tenisistek świata najgorsze wiadomości.
Komentarz
Poniżej streszczenie artykułu:
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Amerykańskie władze WTA wywieszają białą flagę. Zerwany kontrakt z Arabią Saudyjską i nagła ucieczka do Kalifornii to dla najlepszych tenisistek świata najgorsze wiadomości.
Przed kobiecym tourem miało być pięknie, ale imponujący projekt wielkiej fuzji właśnie z hukiem upadł. W efekcie turniej mistrzyń wraca do starych koszmarów. Prawda jest jednak taka, że to najpewniej wcale nie będzie zmartwienie Igi Świątek. Polka ma dziś przed sobą zupełnie inny problem.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Przez ostatnie dwa lata zawodniczki mogły chociaż w minimalnym stopniu złapać oddech. Choć organizacja turnieju finałowego w Arabii Saudyjskiej budziła ogromne kontrowersje na tle praw człowieka, to z punktu widzenia logistyki Rijad miał sporo sensu. Po morderczej końcówce sezonu w Azji powrót na Bliski Wschód był do zniesienia.
Teraz trzyletnia umowa z Saudyjczykami została zerwana rok przed czasem. Jak oficjalnie tłumaczą to brytyjscy dziennikarze z BBC, powodem decyzji podjętej za obopólną zgodą są narastające napięcia na linii Stany Zjednoczone — Iran. Niestabilna sytuacja drastycznie utrudniła planowanie i zapewnienie bezpieczeństwa tak wielkiej imprezy. To argument, z którym trudno polemizować.
Niezrozumiałe jest natomiast to, co amerykańskie władze WTA z tą sytuacją zrobiły. Zamiast poszukać logicznej alternatywy w Europie, organizacja poszła po linii najmniejszego oporu. Szefowa WTA, Valerie Camillo, ogłosiła dumnie, że tegoroczne finały odbędą się w dniach 8-15 listopada w amerykańskim Indian Wells.
Dla czołówki oznacza to powrót do najgorszych koszmarów z czasów turniejów w Fort Worth, Guadalajary czy Cancun. Najlepsze rakiety świata po US Open polecą do Azji na wyczerpujące turnieje, by na sam koniec sezonu znów zostać rzuconymi przez ocean, do innej strefy czasowej w Kalifornii. Uważam, że WTA po raz kolejny zważa wyłącznie na biznes, a komfort gwiazd schodzi na dalszy plan.
Decyzja o ucieczce do Kalifornii to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Jak informuje dziennik The Guardian, kondycja kobiecego touru jest w opłakanym stanie. Szumnie zapowiadana fuzja z ATP została bezterminowo zawieszona. Poszło o podział gigantycznych zysków.
Valerie Camillo kategorycznie odrzuciła warunki wynegocjowane przez swojego poprzednika, Steve'a Simona. Biorąc pod uwagę przepaść finansową obu organizacji, ta decyzja może dziwić. Kobiety miały ogromnie zyskać na połączeniu sił, ponieważ dysproporcja jest druzgocąca: w 2024 r. przychody ATP wyniosły 294 mln dol., podczas gdy WTA wygenerowało zaledwie 142 mln dol.
Z ustaleń brytyjskich dziennikarzy wyłania się obraz, który uderzy w same zawodniczki. WTA już zmuszone jest ucinać koszty operacyjne, wysyłając mniejszą liczbę pracowników nawet na najważniejsze szlemy, w tym Wimbledon. Choć oficjalnie pule nagród pozostają bez zmian, wśród tenisistek rośnie obawa, że w najbliższych latach wypłaty zostaną drastycznie obcięte. Jedynym plusem jest to, że w przeciwieństwie do męskiego tenisa, który brutalnie tnie drabinki deblowe z 32 do 16 par i redukuje nagrody, WTA na razie nie planuje marginalizować tej konkurencji.
Czołówka rankingu z pewnością lada moment głośno wyrazi swoje niezadowolenie z koszmarnego kalendarza i narastających problemów finansowych. O ile finansowe trudności WTA dotyczą wszystkich tenisistek, o tyle logistyczne problemy z WTA Finals w tym roku wyjątkowo mogą nie dotyczyć Igi Świątek. Nasza najlepsza tenisistka najprawdopodobniej w ogóle nie będzie musiała martwić się kalifornijskim jet lagiem.
Wystarczy spojrzeć na najnowszy ranking Race, czyli jedyne zestawienie decydujące o awansie do WTA Finals. Liczby są dla Polki wyjątkowo niekorzystne. Iga Świątek zajmuje obecnie 12. miejsce. Na koncie ma zgromadzone zaledwie 1954 pkt.
Do Indian Wells poleci wyłącznie najlepsza ósemka sezonu. Obecnie ósme, premiowane awansem miejsce zajmuje Coco Gauff z dorobkiem 3484 pkt. To oznacza, że Iga traci do strefy dającej bilet do Kalifornii ponad 1500 punktów.
Biorąc pod uwagę, jak mało czasu pozostało do WTA Finals, odrabianie takich strat graniczy dziś z cudem. Przed Polką w kolejce do awansu stoją wciąż świetnie dysponowane Marta Kostiuk, Victoria Mboko czy Sorana Cirstea.
Aby w ogóle myśleć o pakowaniu walizek do Indian Wells, Świątek musiałaby od teraz wygrywać niemal każdy start, w którym weźmie udział. W obecnej sytuacji wydaje się, że po raz pierwszy od lat Igę ta "nagroda" zafundowana przez WTA ominie.