
Kibice będą musieli poczekać jeszcze na debiut Roberta Lewandowskiego w Chicago Fire po tym, jak przełożono starcie z Vancouver Whitecaps. Polak na spotkaniu z dziennikarzami odniósł się do trudnej sytuacji w mieście. — Gra przy takim powietrzu była niemożliwa — stwierdził i podkreślił jeden pozytywny aspekt.
Robert Lewandowski już od kilku dni jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie szykuje się do debiutu w nowych barwach — Chicago Fire. Mogło do nie dojść w nocy z czwartku na piątek, lecz domowe spotkanie z Vancouver Whitecaps musiało zostać przełożone.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Powodem takiej decyzji była zła jakość powietrza w mieście. Wszystko przez dym, który dotarł do Chicago z Ontario. W Kanadzie trwa obecnie walka z gigantycznymi pożarami.
Do sytuacji odniósł się sam Lewandowski. Podczas spotkania z dziennikarzami w Wrigley Building, gdzie zaprezentowano m.in. projekt nowego stadionu Fire McDonald's Park, nie narzekał na taki rozwój sprawy.
— Gra przy takim powietrzu była niemożliwa — mówił Lewandowski. — Zapach dymu jest bardzo intensywny, do tego pogorszył widoczność — stwierdził.
— Dla mnie to też dodatkowy czas, by potrenować z zespołem — dodał.
Podobnego zdania był Gregg Berhalter. Trener ekipy z Chicago przyznał, że Lewandowski miał zagrać kilka minut, a obecna sytuacja sprawia, że w kolejnym meczu kibice zobaczą go w dłuższym wymiarze czasowym.
— Przewidywaliśmy, że Robert zagra z Vancouver maksymalnie przez kilkanaście minut, z Miami może wejść już nawet na drugą połowę, choć to będzie wyzwanie. Zobaczymy, będziemy w kontakcie z Robertem — tłumaczył trener.
Lewandowski szansę na debiut będzie miał już 23 lipca o godz. 1.30. Wtedy na wyjeździe Chicago Fire zmierzy się z Interem Miami. Relację z tego starcia będzie można śledzić na stronie Przeglądu Sportowego Onet.