
Wróciłem nad Jezioro Klimkowskie, by sprawdzić, czy obawy mieszkańców o upadek lokalnej turystyki rzeczywiście się spełniają. Odwiedziłem to miejsce w najgorętszy — jak dotychczas — dzień tegorocznego lata, kiedy nad "polskim Jeziorem Aralskim" powinny odpoczywać tłumy turystów.
28 maja w Onecie opublikowaliśmy reportaż "»Proszę o tym napisać«. Polskie »Jezioro Aralskie«. Ludziom świat się zawalił". Tekst mówiący o wielowymiarowej katastrofie społeczno-ekologicznej, jaka rozgrywa się nad Jeziorem Klimkowskim w Beskidach, spotkał się z ogromnym zainteresowaniem naszych czytelników. Przeczytało go mnóstwo osób, był też szeroko komentowany w mediach społecznościowych.
Żeby napisać ten tekst, w grudniu zeszłego roku pojechałem nad Jezioro Klimkowskie, które nazywane jest "polskim Jeziorem Aralskim". "Oryginał" znajduje się dziś na terenie Kazachstanu i Uzbekistanu. W latach 60. było to czwarte co do wielkości jezioro świata. Później przez zbrodniczą dla środowiska politykę ZSRR i nieprzemyślane rozwiązania inżynieryjne zaczęło wysychać.
Jak wyglądało w grudniu Jezioro Klimkowskie? Zobaczyłem zniszczoną linię brzegową, odsłonięte brzegi, niskie lustro wody. I spotkałem lokalnych mieszkańców — ludzi pełnych obaw o przyszłość. Rozmawiałem z właścicielami domków letniskowych, którzy jeszcze kilka lat temu liczyli na spokojny zarobek i zabezpieczenie na emeryturę. Wielu z nich przyznawało, że wraz z wysychaniem jeziora liczba turystów od kilku lat gwałtownie spada, a sezon wakacyjny 2025 nie przyniósł lokalnym przedsiębiorcom oczekiwanych dochodów.
W pierwszym reportażu pokazałem, jak wysychające jezioro wpływa na codzienne życie mieszkańców. Dla wielu z nich zbiornik był podstawą lokalnej gospodarki, a jego obecny stan oznacza realne straty finansowe i niepewność jutra. W grudniu nad jeziorem widziałem frustrację, złość i bezradność ludzi, którzy obserwują, jak miejsce będące sercem okolicy stopniowo traci swoje znaczenie.
W tym roku, w maju, nad Klimkówką zebrał się wojewódzki sztab kryzysowy. Urzędnicy i samorządowcy debatowali, co zrobić, by jezioro odbudowało swoją linię brzegową. Kluczowe decyzje nie zapadły. By wody w zalewie zaczęło przybywać, potrzeba nie tylko olbrzymich ulew, ale też zmiany zasad dotyczących spuszczania wody z jeziora przez zamykającą zbiornik elektrownię wodną. Dziś przez turbiny w tamie przepływa każdej sekundy niemal dwa razy więcej wody, niż do całego jeziora wpływa z zasilających go potoków i rzeki Ropy. Już wówczas mieszkańcy obawiali się, że bez zdecydowanych działań sytuacja dalej będzie się pogarszać, a branża turystyczna nad jeziorem całkowicie upadnie.
Postanowiłem sprawdzić, czy to realne. Nad Jezioro Klimkowskie pojechałem ponownie we wtorek 30 czerwca. Ten dzień wybrałem nie przez przypadek.
Na przełomie czerwca i lipca przez całą Polskę przetaczała się fala upałów. Temperatury w niemal całym kraju oscylowały wokół 35 st. C. Żar lejący się z nieba oraz chwilę wcześniej rozpoczęte wakacje sprawiały, że wypoczynek nad wodą wydawał się dla wielu osób idealnym rozwiązaniem. W Klimkówce było jednak przygnębiająco pusto.
— Czy są goście? Panie, jacy goście! W tym roku nie wynająłem jeszcze ani jednego pokoju — macha ręką kobieta w średnim wieku, którą spotykam przy ładnym domu na wjeździe do wsi Klimkówka. — Choć pogoda na kąpiel jest wyśmienita, ludzi u nas jak na lekarstwo. Pojedzie pan nad samo jezioro i zobaczy. Nawet dwa dni temu, w niedzielę, nie było tu żadnych tłumów, a i wówczas było upalnie. Nawet mieszkańcy Gorlic czy Nowego Sącza, którzy szukali ochłody, pojechali nad Jezioro Rożnowskie. Tam ponoć było pełno, a u nas na plaży jakieś "niedobitki". Zła fama naszego jeziora trwa — dodaje.
Swoją rozmówczynię pytam, czy uważa, że tego lata uda jej się cokolwiek zarobić na wynajmie turystom pokoi. Długo się zastanawia.
— Na cuda nie liczę — mówi. — Gdyby tych pobytów było choć tyle, by człowiek na te dwie tony węgla na zimę zarobił, to już byłoby dobrze. I z tym może być jednak ciężko... Nad jezioro nie przyjeżdżają już prawie wcale rodziny z dziećmi, a właśnie na takiego klienta jestem nastawiona. Jak już ktoś do nas do wsi przyjeżdża, to raczej są grupy młodych osób, które sobie tu weekendowe imprezki robią. Wynajmą domek z balią, poszaleją od piątku do niedzieli i wyjeżdżają. Tak to teraz wygląda — dodaje właścicielka kwater.
Za jej radą ruszam w kierunku jeziora. Najpierw jadę na gminną plażę przy Stanicy Wodnej w Klimkówce. Kilka lat temu gmina Uście Gorlickie wybudowała tu bardzo fajną infrastrukturę dla wczasowiczów. Na miejscu nie spotykam jednak praktycznie nikogo. Turystów nie ma. Pozamykane są budki gastronomiczne. Nad samym brzegiem jeziora, który dziś zaczyna się 300 m niżej niż miejsce, gdzie gmina zrobiła plażę, siedzi jeden mężczyzna. Pilnuje kilku kołyszących się na tafli jeziora rowerków wodnych. Chętnych na ich wynajem brak.
Zawracam i znów jadę w kierunku tamy i centrum wsi Klimkówka. Po pokonaniu około jednego kilometra znów skręcam w stronę jeziora. Gdy do niego dojeżdżam, wreszcie widzę jakieś życie. Nad wodą kręci się kilkanaście osób. Nie da się ukryć, że to turyści. Jedna z kobiet zanurzona jest po kolana w wodzie. Woła swoich towarzyszy. Ci krzyczą do niej, że jak dla nich woda jest jednak zbyt zimna i wolą popływać rowerem wodnym. W oddali przy brzegu widać dwie rodziny z dziećmi. Maluchy taplają się na płyciźnie, rodzice siedzą na rozkładanych stołkach pod parasolkami.
— Coś się dzieje? — zagaduję do mężczyzny wynajmującego kajaki i rowery wodne. Ten patrzy na mnie z politowaniem i tłumaczy, że choć dzień, w którym rozmawiamy, jest zapewne najgorętszym, jaki trafił się w polskich górach od wielu lat, on wynajął dziś swoje łódki tylko dwa razy.
— Szef mi płaci 250 zł dniówki za siedzenie tutaj. Jak na razie to on nie zarobił nic, a jeszcze do interesu dołoży. To wszystko w wakacje, w wyjątkowo upalny dzień. Wtorek, nie wtorek. Tu powinien być dziś tłum, którego nie ma. W weekend też ludzi było tylko trochę więcej. Naprawdę to jest wielka porażka, w co zmieniła się nasza wioska. Jeszcze niedawno to był prężny ośrodek turystyczny. Ale co się ludziom dziwić... kto się chce kąpać w "wielkiej kałuży", w jaką zamieniło się to jezioro — dodaje.
Okazuje się, że grupa seniorów, która właśnie zastanawia się nad wynajmem roweru wodnego, to kuracjusze z oddalonego o 25 km uzdrowiska w Krynicy-Zdroju. Przyjechali do Klimkówki, bo po zabiegach w sanatorium szukali ochłody w upalny dzień.
— Jestem zszokowany tym, jak tu pusto. O problemach tego miejsca wcześniej nie słyszałem — mówi pan Zbyszek, na stałe mieszkający we Wrocławiu. — Zobaczyłem to jezioro na mapie i uznałem, że to na tyle blisko, że warto tu przyjechać. W taki upał na plaży spodziewałem się dzikich tłumów. Bałem się, że palca nie będzie gdzie wcisnąć, tyle tu będzie ludzi. A okazało się, że całe jezioro mamy niemal na wyłączność. To z jednej strony fajne, a z drugiej bardzo przykre — mówi wczasowicz.
***
Z Klimkówki wyjeżdżam z poczuciem, że w ciągu kilku miesięcy spełnia się scenariusz, którego mieszkańcy najbardziej się obawiali. Jezioro nadal traci wodę, a wraz z nią odpływają turyści i pieniądze. W najgorętszy dzień lata nad brzegiem zbiornika, który miał być turystycznym sercem regionu, trudno było spotkać więcej niż kilkanaście osób. Dla mieszkańców to już nie ostrzeżenie przed kryzysem. To kryzys, który trwa.
1 / 12
Tomasz Mateusiak/Onet / Onet
Rowery wodne na przystani nad Jeziorem Klimkowskim. Chętnych na ich wynajem brakuje
Rowery wodne na przystani nad Jeziorem Klimkowskim. Chętnych na ich wynajem brakuje
2 / 12
Tomasz Mateusiak/Onet / Onet
30 czerwca 2026 r. w Klimkówce temperatura powietrza sięgała 34 st.C. Nad jezioro przyjechało jednak zaledwie kilkunastu turystów. Jak mówią miejscowi, pozostałych odstraszyła "zła fama" tego miejsca"
30 czerwca 2026 r. w Klimkówce temperatura powietrza sięgała 34 st.C. Nad jezioro przyjechało jednak zaledwie kilkunastu turystów. Jak mówią miejscowi, pozostałych odstraszyła "zła fama" tego miejsca"
3 / 12
Tomasz Mateusiak/Onet / Onet
Puste Jezioro Klimkowskie. 30 czerwca 2026 r
Puste Jezioro Klimkowskie. 30 czerwca 2026 r
4 / 12
Tomasz Mateusiak/Onet / Onet
Nieliczni wczasowicze odpoczywający nad Zalewem Klimkówka
Nieliczni wczasowicze odpoczywający nad Zalewem Klimkówka
5 / 12
Tomasz Mateusiak/Onet / Onet
6 / 12
Tomasz Mateusiak/Onet / Onet
7 / 12
Tomasz Mateusiak/Onet / Onet
Przystań wodna w Klimkówce
Przystań wodna w Klimkówce
8 / 12
Tomasz Mateusiak/Onet / Onet
9 / 12
Tomasz Mateusiak/Onet / Onet
Przystań wodna w Klimkówce. Pracujące tu osoby mówią, że pomimo upału gości brakuje
Przystań wodna w Klimkówce. Pracujące tu osoby mówią, że pomimo upału gości brakuje
10 / 12
Tomasz Mateusiak/Onet / Onet
Klimkówka. Grupa gości szykuje się do kąpieli. W wakacje 2026 r. taki widok należy tu do rzadkości
Klimkówka. Grupa gości szykuje się do kąpieli. W wakacje 2026 r. taki widok należy tu do rzadkości
11 / 12
Tomasz Mateusiak/Onet / Onet
30 czerwca 2026 r. Puste plaże nad Jeziorem Klimkowskim. W ten dzień temperatura w tej wsi sięgała 34 st.C.
30 czerwca 2026 r. Puste plaże nad Jeziorem Klimkowskim. W ten dzień temperatura w tej wsi sięgała 34 st.C.
12 / 12
Tomasz Mateusiak/Onet / Onet
30 czerwca 2026 r. Puste plaże nad Jeziorem Klimkowskim. W ten dzień temperatura w tej wsi sięgała 34 st.C.
30 czerwca 2026 r. Puste plaże nad Jeziorem Klimkowskim. W ten dzień temperatura w tej wsi sięgała 34 st.C.