
Pięć goli, czerwona kartka tuż po przerwie, błyskawiczne ciosy i jeden wielki chaos — w meczu Meksyk — Anglia działo się absolutnie wszystko. Rozpaczliwie broniący się Synowie Albionu dali radę powstrzymać w osłabieniu szalejących gospodarzy. Ale z taką grą w defensywie w ćwierćfinale czeka ich kolejny grad bramek.
Meksyk w czterech pierwszych spotkaniach mundialu nie stracił ani jednej bramki, ale to dopiero starcie 1/8 finału z Anglią było testem dla defensywy współgospodarzy.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
W Anglii, więcej niż o rywalach oraz kadrze, mówiło się w sprawie wysokości, na której odbywał się mecz. Synowie Albionu specjalnie wcześniej niż zwykle przyjechali do Meksyku, by aklimatyzować się na stadionie położonym 2 tys. m wyżej, niż wszystkie obiekty w swoim kraju.
Od pierwszej minuty było widać, że Meksykanie lepiej czują się na Stadionie Azteków, który nie raz niósł ich do historycznych sukcesów. Za to Anglikom obiekt kojarzył się z wielką klęską z Argentyną i "ręką Boga", czyli nieuczciwą bramką Diego Maradony.
Już w 15. minucie świetną okazję miał Raul Jimenez. 35-letni napastnik efektownie główkował, ale Jordan Pickford popisał się kapitalną interwencją. Niemal identyczna sytuacja powtórzyła się jeszcze pod koniec pierwszej połowy i to właśnie bramkarzowi Evertonu Anglicy mogli zawdzięczać prowadzenie po pierwszej połowie.
Synowie Albionu skruszyli meksykański mur w ciągu dwóch minut. Po bardzo podobnych akcjach dwukrotnie do pustej bramki piłkę wbijał Jude Bellingham.
Równie szybko odpowiedział Julian Quinones, przywracając nadzieje swojej reprezentacji. W 42. minucie zdobył bramkę po dośrodkowaniu w pole karne ze stałego fragmentu gry. Meksyk miał przewagę w pierwszej połowie, zwłaszcza w tym elemencie gry. Przed następnymi trafieniami, oprócz Pickforda, Anglików ustrzegł również Bellingham, skuteczny również pod własną bramką.
Po powrocie na boisko to jednak Anglicy byli bliżej zdobycia bramki. Nico O'Reilly huknął w słupek. Wydawało się, że goście uspokoją sytuację, gdy w 52. minucie Jarell Quansah poślizgnął się na piłce podczas interwencji i wyprostowaną nogą ściął Jesusa Gallardo. Po interwencji VAR sędzia Alireza Faghani zdecydował się wyrzucić Brytyjczyka z boiska.
Po pechowej sytuacji, od razu do podopiecznych Thomasa Tuchela uśmiechnęło się szczęście. Nowy nabytek Barcelony Anthony Gordon wyprzedził Raula Rangela, a świetnie spisujący się do tej pory na turnieju golkiper sfaulował skrzydłowego w polu karnym. Z jedenastu metrów nie pomylił się Harry Kane, dla którego było to szóste trafienie na tegorocznych mistrzostwach świata.
W identyczny sposób po chwili odpowiedzieli Meksykanie. Tym razem, zamiast wykonywać jedenastkę, sprokurował ją Kane. Kontaktowego gola zdobył Jimenez.
Po bramce na 2:3 Anglicy cofnęli się niemal w całości w swoje pole karne, odpierając wrzutki rozpędzonych rywali. Atakującym pomogła decyzja sędziego, który doliczył aż 11 minut. Mimo to gospodarze nie dali rady wbić piłki do siatki. Po chaotycznej końcówce broniący się rozpaczliwie Synowie Albionu obronili zwycięstwo. W ćwierćfinale zagrają z Norwegami, którzy dzięki Erlingowi Haalandowi wyeliminowali Brazylię.