
Po nieprawomocnym wyroku skazującym Mameda Chalidowa głos zabrał Marcin "Borys" Miksza. Były naczelnik CBŚP przekonuje, że przed laty kierował akcją, która miała udaremnić brutalny atak na zawodnika MMA. — Powinien mi podziękować. Dzięki mnie dzisiaj może normalnie zjeść schabowego i dalej uprawiać sztuki walki — stwierdził.
Marcin "Borys" Miksza w rozmowie w "Szalonym Podcaście" opowiedział o wydarzeniach sprzed kilkunastu lat, przekonując, że kierowana przez niego akcja policji miała zapobiec brutalnemu atakowi na Chalidowa.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— Uważam, że Mamed Chalidow powinien podziękować między innymi mnie. Mógłby powiedzieć słowo "dziękuję". Dzięki mnie dzisiaj może normalnie zjeść schabowego czy dalej uprawiać sztuki walki — powiedział Miksza.
Miksza w wywiadach nie ukrywa, że od lat pozostaje z Chalidowem w ostrym sporze. Były policjant zarzucił zawodnikowi, że publicznie pomawia go o przestępstwa, jednocześnie przekonując, że to właśnie policja uratowała mu zdrowie.
Według jego relacji chodzi o wydarzenia z 2012 lub 2013 r. Jak twierdzi, podczas weekendowego dyżuru otrzymał informacje z Centralnego Biura Śledczego Policji o planowanym przyjeździe do Olsztyna grup przestępczych z kilku miast Polski.
Najbardziej sensacyjne fragmenty rozmowy dotyczą rzekomego planu ataku na Chalidowa. Miksza podkreśla jednak, że opisuje informacje, które — jak twierdzi — pochodziły z wiedzy operacyjnej policji.
— Docierały do nas informacje, że do Olsztyna zmierzają samochody wypełnione gangusami, którzy jadą "wyprostować temat" z Mamedem Chalidovem — relacjonował.
Jak dodał, według tych informacji napastnicy mieli nie zabić sportowca, lecz trwale go okaleczyć. — Zamysł był taki, że miał żyć, ale mieli mu skrócić dłonie. Obciąć obie dłonie. Taki był rozkaz i z takim celem jechali — stwierdził.
Były funkcjonariusz przekonuje, że w odpowiedzi policja przeprowadziła szeroko zakrojoną operację, ściągając do Olsztyna funkcjonariuszy z różnych jednostek oraz organizując blokady na wszystkich drogach wjazdowych do miasta.
— Ściągnąłem wszystko, co miałem. Zabezpieczyliśmy wszystkie drogi i kontrolowaliśmy każdy pojazd. Celem było wystraszyć to towarzystwo i nie dopuścić do eskalacji — opowiadał.
Według Mikszy część osób miała zawrócić jeszcze przed wjazdem do miasta, a planowany atak ostatecznie nie doszedł do skutku.
Znaczną część rozmowy Miksza poświęcił także wieloletniemu konfliktowi z Chalidowem. Były policjant odniósł się do zarzutów, jakoby miał odpowiadać za problemy prawne członków rodziny zawodnika.
— To totalna bzdura. Policja niczego nie wykreowała. Ktoś przyszedł na policję i złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Mieliśmy obowiązek je przyjąć — powiedział.
Jednocześnie zaznaczył, że należy odróżniać wiedzę operacyjną od ustaleń procesowych. Przypomniał również, że — jak wskazał — sąd w Olsztynie nie potwierdził istnienia zorganizowanej grupy przestępczej w sprawie dotyczącej osób z otoczenia Chalidowa.
Spór między Marcinem "Borysem" Mikszą a Mamedem Chalidowem trwa od wielu lat. Były funkcjonariusz wielokrotnie publicznie twierdził, że sportowiec był znany organom ścigania z uwagi na kontakty ze środowiskiem przestępczym. Z kolei Chalidow konsekwentnie odrzucał takie oskarżenia, zarzucając Mikszy i części środowiska policyjnego pomówienia oraz próbę zniszczenia jego reputacji.
W środę Sąd Rejonowy w Tarnowskich Górach skazał Mameda Chalidowa na półtora roku pozbawienia wolności oraz 280 tys. zł grzywny. Wyrok dotyczy sprawy rozpoczętej po zatrzymaniu zawodnika w 2019 r. i obejmuje m.in. zarzuty związane z paserstwem samochodów oraz innymi czynami wskazanymi przez prokuraturę. Orzeczenie nie jest prawomocne, a obrona zapowiedziała wniesienie apelacji.