
Cały świat czeka już na finał mundialu 2026, w którym Argentyna zmierzy się z Hiszpanią. Jose Daniel Valencia, mistrz świata z 1978 r. mówi, czego spodziewa się po reprezentacji swojego kraju. — Argentyńczycy mobilizują się szczególnie na starcia z byłymi mistrzami świata — tłumaczy w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".
JOSE DANIEL VALENCIA: Druga połowa należała w całości do nas, bo Lionel Messi zaczął się rozkręcać, a gdy budzi się Messi, budzi się cała reprezentacja. Tak jest zawsze. Z Anglią nagle zaczął prowadzić zespół. Anglicy po napieraniu przez 50–60 minut zmęczyli się i musieli się cofnąć. Nie mieli już sił. Gdyby spotkanie trwało dłużej, strzelilibyśmy jeszcze jednego gola.
Zawsze oglądam mecze z moimi synami i żoną, mam już 70 lat. Bardzo mocno przeżywam starcia Argentyny. Po drugiej bramce faktycznie chciało mi się płakać, tulić rodzinę, a dodatkowo wróciła wiara w mistrzostwo. Dziwię się tylko, bo po raz pierwszy widzę, że większość ludzi na świecie nie chciała zwycięstwa Argentyny. Podczas poprzedniego mundialu było inaczej. Wtedy cały świat chciał mistrzostwa dla Albicelestes ze względu na Messiego. Teraz jest inaczej, pewnie 70, a może nawet 80 procent świata życzyło nam porażki.
Dziękuję za to, że nadal idziecie drogą, którą my rozpoczęliśmy, zdobywając pierwszą gwiazdkę w 1978 roku.
Tak. Nadal grają piłkę, którą lubię, bo nie podoba mi się gra oparta na sile i szybkości. Lubię futbol, jaki prezentuje Hiszpania i Argentyna, kiedy Messi wrzuca wyższy bieg. A on robi to ostatnio bardzo często, dlatego zaszliśmy tak daleko.
Może być coś lepszego dla Argentyńczyka niż awans do finału po pokonaniu Anglii?
Za spotkaniem z Anglią kryje się wiele rzeczy, dlatego my przeżywamy go w zupełnie inny sposób. Wraca do nas wiele wspomnień z poprzednich lat. Pokonać Anglię tak jak w 1986 roku z Diego Maradoną, który strzelił dwa gole, a teraz znów z nią wygrać, jest czymś niezwykle wzruszającym. Na taki finał wszyscy czekaliśmy.
Lionel Scaloni starał się studzić emocje, mówiąc, że to po prostu mecz piłkarski, ale patrząc na piłkarzy, widać, że to się nie udało.
Jako selekcjoner nie może powiedzieć czegoś innego. Musi mówić, że to po prostu kolejne spotkanie. Dla nas jednak to nie był zwykły mecz. Zwycięstwo nad Anglią ma dla nas ogromne znaczenie.
Czyli jest pan dumny?
W rywalizacji z Anglią byli znakomici. Musimy pokonać Hiszpanię. Nie wiem jak, ale musimy. To nie jest pycha, tylko wiara w tę drużynę, przekonanie, pewność siebie, a także świadomość rzeczywistości. Mam ogromny szacunek do Hiszpanii. Bardzo podobało mi się, jak pokonała Francję 2:0. Wygrała dzięki swojej grze, bo dziś futbol w dużej mierze opiera się na przygotowaniu fizycznym, a Hiszpania nie bazuje na sile fizycznej. To w większości niezbyt wysocy zawodnicy, którzy świetnie operują piłką i tym zwyciężyli nad szybkością i siłą. Bardzo się cieszę, że do finału awansowały dwie najlepsze reprezentacje świata.
Po stracie bramki Argentyna weszła na zupełnie inny poziom. Takiej dominacji wcześniej nie oglądaliśmy.
Mówiono, że Argentyna grała słabo, i zgadzam się. Powtarzałem jednak, że czym innym jest gra przeciwko uznanym reprezentacjom. To nie to samo, co mierzyć się z Algierią czy Republiką Zielonego Przylądka, z całym szacunkiem do tych ekip. Mecze z największymi odpowiadają tej reprezentacji.
Czemu nie oglądaliśmy wcześniej takiej Argentyny?
Graliśmy z kadrami narodowymi, które nie stawiają aż takich wymagań. To nie to samo, co mierzyć się z ekipami, które były już mistrzami świata. W takich bataliach piłkarze są o wiele bardziej zmotywowani. Argentyna woli grać właśnie z najlepszymi.
Jak ważna będzie dyspozycja Messiego w finale?
Ważna, on jest bardzo zmotywowany. Wie, że to jego ostatnie mistrzostwa świata, ma ogromną chęć do gry. Messi wygląda jak dwudziestolatek. Ma świeży umysł, czystą głowę i to przesądzi o wyniku finału. W dużej mierze on decydował o naszych rezultatach na mundialu.
Czy można się lepiej żegnać z reprezentacją niż robi to Messi?
Daj Boże, niech pożegna się mistrzostwem, zasługuje na to. Jest mi smutno z powodu jego emerytury tak jak wtedy, gdy sam kończyłem grać w piłkę. Takich piłkarzy jak on jest niewielu. Będziemy za nim tęsknić jak za Maradoną. Choć oczywiście reprezentacja to nie tylko Messi, a przede wszystkim drużyna, ale która od niego w dużej mierze zależy. Jednak każdy na swojej pozycji wywiązuje się ze swoich zadań znakomicie. Najbardziej wyróżnia się dziesiątka, to jasne, ale w meczu z Anglią każdy pokazał wysoką klasę.
Ważną postacią jest Scaloni. Czy za swoje osiągnięcia zasłużył na pomnik w Argentynie?
Oczywiście. Ma też jednak wspaniały sztab. Pablo Aimar, Roberto Ayala, Walter Samuel i Luis Martin tworzą razem z nim fantastyczny zespół. Scaloni jest na pierwszej linii, bierze wszystko na siebie, ale nie można o nich zapominać. To szczęście, że mamy takich ludzi i możemy osiągać sukcesy na świecie.
Czy Scaloni jest jednym z najwybitniejszych selekcjonerów w historii Argentyny?
Każdy z trenerów, którzy zdobyli mistrzostwo świata, był najlepszy w swoim czasie. Ja miałem Cesara Luisa Menottiego, który był najlepszym trenerem na świecie. Po tym, jak zdobył mistrzostwo świata, przyjeżdżali do niego ludzie z wielu krajów, żeby się z nim konsultować. Przyjeżdżali Pep Guardiola, Jürgen Klopp i wielu innych bardzo słynnych, uznanych szkoleniowców, żeby z nim porozmawiać o piłce nożnej. Dlatego Menotti był prawdziwym mędrcem, człowiekiem wyprzedzającym swoją epokę w futbolu. To on wytyczył drogę, którą dziś podąża reprezentacja. To my otworzyliśmy ten szlak, zdobywając pierwszą gwiazdkę, a oni teraz kontynuują tę drogę właśnie w taki sposób.
PAP/EPA/RONALD WITTEK
Lionel Scaloni
Co musi zrobić Argentyna, aby pokonać Hiszpanię?
Z pewnością będą zmotywowani, bo Argentyńczycy mobilizują się szczególnie na starcia z byłymi mistrzami świata. Potrzebują najsilniejszego rywala, najbardziej renomowanego i taki jest w finale. Hiszpania gra świetnie. To nie jest zespół, który stawia na brutalną walkę ani na wielką szybkość. To drużyna, która długo utrzymuje się przy piłce i bardzo dobrze nią operuje. Czeka nas piękny mecz.
To starcie Messiego z Lamine’em Yamalem.
Trochę zawiodłem się na Yamalu, bo nie pokazał się tak, jak myślałem, że zaprezentuje się podczas całego tego turnieju. Spośród wszystkich wielkich gwiazd był chyba tym, który pokazał najmniej na boisku. Oby tylko Yamal nie obudził się akurat na potyczkę z Argentyną.
Czy jesteście faworytem?
Mimo że jestem Argentyńczykiem, odpowiem, że nie wiem. Jednak szanse na obronę tytułu są duże. Zwycięstwo nad Anglią daje ogromną motywację i bardzo dobrze wpłynie na psychikę zawodników.
Co mistrz świata powiedziałby zespołowi przed finałem?
Ci piłkarze grają dla koszulki. Większość z nich to milionerzy, mają tyle pieniędzy, że niczego im już nie brakuje, taki jest dziś futbol. Mimo to grają dla reprezentacji Argentyny, dla ludzi i kibiców. Dlatego dają z siebie wszystko właśnie dla nich, a także swoich bliskich. Niech o tym nie zapominają, ale widzę, że pamiętają, bo w wielu wywiadach zawodnicy płakali, wspominając o swojej mamie, tacie czy w ogóle rodzinie. To im pomoże. Gdy jesteś na szczycie, musisz pamiętać, skąd pochodzisz. Argentyna jest głodna, piłkarze są spragnieni mistrzostwa.
Co by się działo w Argentynie po zwycięstwie?
Nie potrafię sobie tego wyobrazić, naprawdę nie potrafię. (śmiech) W dzień meczu z Anglią u nas nikt nie pracował. Wszystkim dali wolne. Ulice były jak wymarłe, nie było ani jednego samochodu. Po meczu wszyscy wyszli świętować. Było słychać klaksony, odgłosy zabawy dochodziły z każdego miejsca. Nigdzie na świecie nie przeżywa się futbolu jak w Argentynie.