Bunt organizmu na Wimbledonie. Maja Chwalińska ujawnia kulisy dramatu

    Bunt organizmu na Wimbledonie. Maja Chwalińska ujawnia kulisy dramatu

    1055 odsłon
    Bunt organizmu na Wimbledonie. Maja Chwalińska ujawnia kulisy dramatu

    — Nigdy nie zdarzyło mi się to na taką skalę, żeby aż tak bardzo mnie ograniczyło — wyznała wprost Maja Chwalińska po dramatycznej porażce w 1. rundzie Wimbledonu. Polka opowiedziała o bolesnych kulisach meczu i nowej rzeczywistości po Roland Garros.

    Korespondencja z Londynu

    Mecz 1. rundy Wimbledonu przeciwko Mananchayi Sawangkaew wymknął się spod kontroli w najmniej oczekiwanym momencie. Maja Chwalińska prowadziła 6:2, 5:2 i pewnie zmierzała po awans. Wtedy doszło do niefortunnego poślizgnięcia, a gra Polki całkowicie się posypała. Ostatecznie przegrała 6:2, 5:7, 2:6, kończąc mecz z wyraźnym grymasem bólu. Na pomeczowej konferencji prasowej 24-latka ze szczegółami wyjaśniła, co dokładnie wydarzyło się na korcie.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Bunt organizmu Chwalińskiej

    Głównym problemem okazała się nie tyle sama podkręcona kostka, co reakcja łańcuchowa organizmu, która nastąpiła chwilę później. Chwalińską dopadły potężne skurcze.

    — Poczułam moją nogę. Chciałam kontynuować, ale nie czułam się komfortowo. Zdecydowanie mi to później nie pomogło. Taki błąd w poruszaniu się na trawie po prostu może się zdarzyć — tłumaczyła początek swoich problemów Polka.

    — Nigdy nie zdarzyło mi się to na taką skalę, żeby aż tak bardzo mnie to ograniczyło na korcie — przyznała szczerze na temat późniejszych skurczów. — Na gorąco nie mam czasu na głębokie analizy, ale to splot czynników: stres, zmiana nawierzchni, a także to, jak bardzo intensywnie wyglądały u mnie ostatnie tygodnie.

    "Zrobiłam wszystko, co mogłam"

    Przed startem Wimbledonu eksperci zwracali uwagę, że Maja po sukcesie w Paryżu i otrzymaniu "dzikiej karty" zrezygnowała z turniejów na trawie, wchodząc w ten żywioł z marszu. Tenisistka ucięła jednak spekulacje, że z perspektywy czasu uważa to za błąd.

    — Moje życie po Paryżu zmieniło się naprawdę bardzo. Zdecydowanie potrzebowałam tego czasu na odpoczynek i to jest normalne — podkreśliła. — Zrobiłam wszystko, co mogłam. Cieszę się, że nie mam do siebie żadnych pretensji. Po prostu w przygotowaniach zrobiłam tyle, na ile było mnie stać w tamtym momencie.

    Mimo rosnącego bólu w trzecim secie 24-latka nie zdecydowała się na przedwczesne poddanie meczu. Wyjaśniła, że jeśli kontuzja nie zagraża bezpośrednio dłuższemu zdrowiu, jej charakter nie pozwala na zejście z kortu.

    — Nie będę ukrywać, wierzyłam do końca, że mogę to wygrać. Z moim stylem gry, kiedy coś takiego się dzieje, szanse są małe, ale chciałam walczyć — stwierdziła Chwalińska.

    Chwalińska została również zapytana o presję ze strony kibiców po paryskim sukcesie i hejt. — Myślę, że radzę sobie z tym dużo lepiej niż kilka lat temu. Teraz jest inna skala tego wszystkiego, to dla mnie nowe doświadczenie. Mam jednak wrażenie, że z każdym rokiem mam coraz grubszą skórę.

    Mimo wielkiego smutku, Maja znalazła w swoim występie pozytywy, wskazując na dominację w pierwszej partii. Jak sama przyznała, występ w deblu na ten moment "nie jest zagrożony", choć sztab będzie jeszcze monitorował stan jej prawej nogi.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era