
Andrew Giuliani, szef grupy zadaniowej Białego Domu do spraw mistrzostw świata, byłby zadowolony, gdyby turniej zakończył się zwycięstwem reprezentacji Anglii. "Ostatnie 60 lat było bolesne dla Anglii, więc triumf w mundialu byłby czymś wspaniałym" — wskazuje w wywiadzie dla brytyjskiego "Daily Mail".
Stany Zjednoczone obchodzą w tym roku 250. rocznicę niepodległości, ale nie mają już szans na tytuł mistrza świata, bo reprezentacja USA odpadła w 1/8 finału po porażce z Belgią 1:4. W tej sytuacji Giuliani trzyma kciuki za Anglię.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
"Skoro Stany Zjednoczone nie mogą wygrać w naszą 250. rocznicę niepodległości, byłoby wspaniale, gdyby Anglicy zwyciężyli właśnie w Ameryce podczas obchodów naszego jubileuszu. Ostatnie 60 lat było bolesne dla Anglii, więc triumf w mundialu byłby czymś wspaniałym" — zaznaczył na łamach "Daily Mail", nawiązując do jedynego tytułu mistrza świata, który angielscy piłkarze wywalczyli w 1966 r., będąc gospodarzami turnieju.
Giuliani podkreślił znaczenie Harry’ego Kane’a dla reprezentacji Anglii. — Jeśli Anglicy wygrają turniej, on będzie głównie za tym stał, bo jest jednym z najważniejszych zawodników w drużynie. On i Jude Bellingham to wybitni piłkarze, świetni sportowcy, ale Anglia ma bardzo zbilansowany zespół — dodał i przypomniał, że Kane niedawno rozegrał na Florydzie rundę golfa z prezydentem USA Donaldem Trumpem na jego prośbę.
Według współpracownika Donalda Trumpa Anglicy mają kłopot z wiarą we własne siły.
"Muszą być pewni siebie, a trener [Thomas Tuchel — PAP] musi im zaszczepić przekonanie, że mają potencjał, by wygrywać" — podsumował Giuliani.
We wtorek o miejsce w finale powalczą Hiszpania i Francja. W środę Anglia zagra w półfinale z broniącą tytułu Argentyną.
Źródło informacji: Polska Agencja Prasowa