RAK
    Będzie szybki powrót do reprezentacji? "Jesteśmy w kontakcie z selekcjonerem"

    Będzie szybki powrót do reprezentacji? "Jesteśmy w kontakcie z selekcjonerem"

    3325 odsłon
    Będzie szybki powrót do reprezentacji? "Jesteśmy w kontakcie z selekcjonerem"

    — Trochę mnie już w reprezentacji nie było. Mam więc jeszcze większą motywację, żeby wrócić i być jej ważną częścią. Moja droga do reprezentacji wiedzie przez dobre występy w Stade Rennais — mówi Przemysław Frankowski, piłkarz 6. drużyny Ligue 1.

    ANTONI BUGAJSKI: Gratuluję bardzo obiecującego początku okresu przygotowawczego. W piątkowym sparingu z EA Guingamp (3:1) popisał się pan precyzyjnym dośrodkowaniem z prawego skrzydła, po którym Esteban Lepaul, czyli król strzelców Ligue 1, głową posłał piłkę do siatki.

    PRZEMYSŁAW FRANKOWSKI: Przed nami jeszcze dużo pracy, ale dla mnie to jest już ogromnie ważny czas. Poprzedni sezon był bardzo trudny, zwłaszcza druga część, bo wiosną niewiele grałem z powodu kontuzji. Nigdy w tak krótkim czasie nie miałem tylu problemów mięśniowych. To był ciężki okres, który mnie wiele nauczył. Teraz niczego nie chcę zaniedbać, do klubu po urlopie przyjechałem tydzień wcześniej niż inni, żeby wykonać jeszcze więcej koniecznej pracy. Mamy osiem tygodni przygotowań do sezonu, a ja dziewięć.

    Skąd wzięły się te pana problemy z urazami?

    To była skomplikowana sytuacja. Już jesienią pojawiły się kłopoty mięśniowe typu przywodziciel, "dwójki" uda. A wiosną miałem problemy z łydkami, które niestety zawsze potrzebują dłuższej rehabilitacji. Zbyt szybki powrót do zajęć z drużyną jest ryzykowny, bo może się okazać, że jeżeli ból wróci, to wracamy do punktu wyjścia, czas rehabilitacji trzeba wydłużyć o taki sam okres. Ja najpierw uporałem się z jedną łydką, zagrałem ponad godzinę z FC Metz (0:0), a potem odezwała się druga łydka. Tak się często zdarza.

    Już wcześniej oprócz sparingu Guingamp mieliście też mecz z SM Caen (1:2). W obu zagrał pan w wyjściowym składzie, co wyraźnie wskazuje, że sprawy idą w dobrym kierunku?

    Wychodziłem od pierwszej minuty, ale składy na tym etapie są wymieszane. Więc nie ma tak, że to jest pierwsza, a to druga jedenastka. Dostawałem 45 minut, takie było założenie. W wyznaczonym czasie każdy miał wykonać swoją robotę, a później i tak było jeszcze dodatkowe bieganie na boisku obok.

    Od lutego pana trenerem jest Franck Haise, pod którego skrzydłami świetnie pan sobie radził w RC Lens. Czy już wiadomo, jak trener planuje wykorzystać pana potencjał w nadchodzącym sezonie?

    No tak, dobrze znam trenera, świetnie wspominam go z Lens i wiele mu zawdzięczam, więc bardzo się cieszę, że znowu mogę być w jego drużynie. Rozmawialiśmy o mojej woli, ale najważniejsze jest to, żebym zawsze pomagał zespołowi, wychodził na boisko i dawał z siebie maksa. To są proste zasady, które musi przestrzegać każdy piłkarz. Bardzo chciałem już wiosną być do dyspozycji trenera, ale on widział, z czym się zmagam, więc nie naciskał. Zachęcał mnie do spokojnej pracy, bo najważniejsze jest stuprocentowe zdrowie i cierpliwe przeczekanie tych gorszych chwil. Zawsze się mówi, że po burzy wychodzi słońce i tak samo jest w tej sytuacji.

    Jakie ustawienie taktyczne będzie preferował Franck Haise?

    Pod koniec sezonu graliśmy czwórką w obronie i tak samo teraz przygotowujemy się do rozgrywek. Trener zna bardzo dobrze system z trójką środkowych obrońców i wahadłami, ale na ten moment go nie testuje. Na pewno trzeba być przygotowanym na dwa warianty. Na razie gram na prawej obronie.

    Ale może być pan też przesunięty na prawe skrzydło?

    Oczywiście zależy od sytuacji, bo jeżeli trzymamy piłkę, mogę iść trochę wyżej do grania, a lewy obrońca schodzi wówczas niżej. I na odwrót. Rzecz w tym, żeby łapać automatyzmy, wiedzieć, kiedy należy ruszyć do przodu. Koniec końców jest to jednak ustawienie z czwórką z tyłu.

    Stade Rennais ma zagwarantowany start w Lidze Europy, a do tego dochodzi Ligue 1 i Puchar Francji, więc będzie potrzebny szeroki skład.

    Przed nami bardzo długi i forsowny sezon. Potrzebujemy wielu dobrych piłkarzy, do tego szykuje się duża rywalizacja. I bardzo dobrze, tak powinno być, bo dzięki temu podnosi się poziom drużyny. Myślę, że czekają nas jeszcze zmiany. Niektórzy piłkarze przyjdą, inni pewnie odejdą. Szeroka kadra jest konieczna, bo wyzwania są wielkie. W pierwszej ligowej kolejce, w niedzielę 23 sierpnia, jedziemy do Paryża na mecz z PSG, a więc zaczniemy całkiem mocno.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    To pokazuje piłkarską klasę Sebastiana Szymańskiego

    Pana kolegą klubowym jest Sebastian Szymański. Znacie się doskonale z kadry narodowej — czy w związku z tym może to w jakiś sposób dodatkowo procentować w waszej współpracy na boisku?

    Sebastian jest znakomitym piłkarzem, technicznie bardzo inteligentny. Potrafi się odnaleźć w każdej szatni, przestawić się płynnie z drużyny A na drużynę B w zupełnie innej rzeczywistości, co tylko pokazuje jego piłkarkę klasę. Wszyscy na niego liczymy, na jego świetną lewą nogę. Im więcej minut spędzimy razem na boisku, tym lepiej będziemy się rozumieli. Czasem nie trzeba nawet nie wiadomo ile biegać, nie trzeba do siebie mówić, bo piłkarze rozumieją się bez słów, działają intuicyjnie. Gramy jednak na różnych pozycjach, każdy ma swoją rywalizację, walczymy, o to, żeby wyjść w pierwszym składzie na Parc des Princes.

    Ale rozumiem, że jako Polacy trzymacie się razem?

    Tak to wygląda, dla nas to jest naturalne. Razem ze swoimi rodzinami chętnie spędzamy też prywatny czas, mieszkamy blisko siebie.

    • Polecamy również: Ta katastrofa wstrząsnęła Polską. Nie wszystko udało się wyjaśnić

    À propos pana kolegów z Rennes. Kibicował pan podczas mundialu reprezentacji Szwajcarii — z uwagi na Breela Embolo — czy jednak Francji, w której rezerwowym bramkarzem jest Brice Samba?

    Prawdę mówiąc, bardziej kibicowałem znajomym niż konkretnej reprezentacji. Trzymałem więc kciuki za Breela i za Brice’a. Oczywiście też za Patricka Berga, z którym byłem RC Lens i wciąż mam z nim kontakt. Lubię oglądać mecze, jeśli kogoś znam osobiście, sprawia mi to przyjemność.

    Rozumiem, że gdy zobaczył pan próbę wymuszenia faulu przez Embolo w ćwierćfinałowym meczu z Argentyną (1:3 po dogrywce), to złapał się pan za głowę?

    Nie napisałem nic do Breela, bo wszyscy zdajemy sobie sprawę, jak to przeżywał. To jest kapitalny człowiek, bardzo rodzinny, mamy do siebie wiele sympatii, więc tym bardziej przykro było mi na to patrzeć. Po interwencji VAR — jednak w dość dyskusyjnych okolicznościach — dostał drugą żółtą kartkę i wyleciał z boiska, a w takiej sytuacji granie w liczebnym osłabieniu przeciwko Argentynie było piekielnie trudnym zadaniem. Nie wiem, czemu Breel tak się zachował, chyba instynktownie pomyślał, że przeciwnik go kopnie, ale on zdążył cofnąć nogę. Było 1:1 i Szwajcaria zaczynała wyglądać lepiej, ale VAR zmienił wszystko.

    Przemysław Frankowski w barwach Rennes

    ICON SPORT/NEWSPIX.PL / newspix.pl

    Przemysław Frankowski w barwach Rennes

    Gwiazdy w Galatasaray. "To się czuło"

    Jest pan piłkarzem wypożyczonym do Stade Rennais z Galatasaray. Czy w przyszłości rozważa pan powrót do Turcji?

    Galatasaray to wielki klub, z kibicami, którzy potrafią zrobić trudną do opisania atmosferę. Miałem tam dobry czas, zdobyłem mistrzostwo kraju i Puchar Turcji. A co się stanie w przyszłości? Nie wiem. Jestem w Rennes na kolejnym wypożyczeniu, które obowiązuje do czerwca 2027 roku i w stu procentach się na tym koncentruję. Dobrze wiemy, jak wiele w piłkarskim życiu może się zmienić dosłownie w jednej chwili.

    W Galatasaray grał pan z takimi gwiazdami jak Fernando Muslera, Abdülkerim Bardakci, Victor Osimhen, Baris Alper Yilmaz, Dries Mertens, Alvaro Morata. Od kogo się pan najwięcej nauczył?

    Wchodzisz do szatni i myślisz sobie, kurde oglądałeś tych gości w telewizji, a teraz jesteś z nimi w jednej drużynie… Na pewno rzucało się w oczy to, że każdy z nich niesamowicie wierzył w swoje umiejętności. To się czuło, a przecież jednocześnie był też uśmiech, śmiechy, żarty, pełen luz, bez niepotrzebnej spiny. Każdy piłkarz patrzy na siebie, ale też od każdego próbuje się coś brać. Na przykład Dries Martens imponował takim pozytywnym nastawieniem na boisku. Energia, aura wokół niego to naprawdę fajna sprawa. Wiktor Osimhen? Napastnik światowy, może w piątce najlepszych. To, jak jest zawsze przygotowany do gry, jaki ma głód strzelania goli, też robi wrażenie. Mógłbym o każdym z nich mówić i mówić.

    Przemysław Frankowski w barwach Galatasaray

    FOT. SESKIMPHOTO/NEWSPIX.PL / newspix.pl

    Przemysław Frankowski w barwach Galatasaray

    Za chwilę Górnik Zabrze zagra w II rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów z Fenerbahce. Trudniejszego rywala nie można chyba sobie na tym etapie wymyślić?

    Oj, to jest bardzo mocny zespół, na dodatek robi imponujące transfery. Przed Górnikiem szalenie wymagający dwumecz, ale z drugiej strony w piłce nikogo nie można przekreślać przed pierwszym gwizdkiem. Jeżeli Zabrzanie będą mieli w Stambule jakieś dobre okazje strzeleckie, muszą być zabójczo skuteczni. To będzie gorący teren, ale jeżeli gospodarze przez jakiś czas nie strzelą gola, kibice zaczną na nich wywierać presję, która nie musi im pomagać.

    Na początek trzeba więc życzyć Górnikowi takiego wyniku, jaki pan miał swoim jedynym ligowym meczu z Fenerbahce w barwach Galatasaray, bo wtedy padł bezbramkowy remis.

    Gdyby taki rezultat Górnik wywiózł ze Stambułu, rewanż na wypełnionym stadionie przy Roosevelta byłby elektryzujący. Trzeba się nastawić pozytywnie, chętnie obejrzę tę konfrontację i trzymam kciuki za polską drużynę.

    Przemysław Frankowski w meczu Galatasaray - Fenerbahce w sezonie 2024/25

    ABACA/NEWSPIX.PL POLAND ONLY! / newspix.pl

    Przemysław Frankowski w meczu Galatasaray - Fenerbahce w sezonie 2024/25

    "Ucieszyłem się, że Robert podjął taką decyzję"

    Piłkarską Polskę rozgrzewa kontrakt Roberta Lewandowskiego z Chicago Fire. Jak pan wspomina swój pobyt w tym klubie? No i to właśnie pan — a wtedy nie dla wszystkich to było takie oczywiste — udowodnił, że można grać w odległej MLS i jednocześnie zasługiwać na powołania do reprezentacji Polski.

    Ucieszyłem się, że Robert podjął taką decyzję, bo ja mam Chicago w sercu, to był bardzo ważny etap w mojej karierze i w życiu. Mój drugi syn się tam urodził, więc to miejsce już zawsze będzie wyjątkowe. W przyszłym roku chcemy tam z rodziną spędzić urlop. Przenosząc się do Chicago Fire, pokazałem, że można się piłkarsko rozwijać, choć — powiedzmy sobie szczerze — niektórzy mnie już skreślali.

    Przemysław Frankowski w barwach Chicago Fire

    KAMIL KRZACZYNSKI / NEWSPIX.PL / newspix.pl

    Przemysław Frankowski w barwach Chicago Fire

    Bardzo duże rozczarowanie pana transferem wyraził wtedy nawet selekcjoner Jerzy Brzęczek.

    Tak, pamiętam. A jednak okazało się, że podjąłem dobrą decyzję. Wtedy MLS była mocna, a teraz jest jeszcze lepsza. Jednak już siedem lat temu, gdy analizowaliśmy z moimi agentami sytuację, nie mieliśmy wątpliwości, że łatwiej się stamtąd dostać do europejskich lig z TOP 5, niż z naszej Ekstraklasy. I z tym nastawieniem wybrałem się do Ameryki. A stamtąd trafiłem do Lens. Taki właśnie był plan, etap na ścieżce kariery. Zagrać w Chicago Fire i wrócić do Europy.

    Czyli ważna informacja dla Roberta Lewandowskiego — grając w Chicago Fire, spokojnie można przygotować reprezentacyjną formę.

    W przypadku Lewego to jest w ogóle poza dyskusją, zwłaszcza że jesienią nie będzie trzech reprezentacyjnych slotów, a tylko dwa, a ten pierwszy dłuższy niż zwykle, niemal trzytygodniowy. Pamiętam, że gdy ja przylatywałem właściwie tylko na tydzień, to było ciężej. Musiałem trochę nadrabiać miną, że nie czuję żadnego dodatkowego zmęczenia, ale tak naprawdę pierwsze dwa-trzy dni były trudne. Nie dawałem tego po sobie poznać. Przychodziłem pierwszy na śniadanie, żeby pokazać, że tryskam energią. Robert świetnie zna swój organizm, ma dobrych doradców, którzy pomogą mu przygotować optymalną formę również na wyzwania związane z reprezentacją, jeśli będzie taka potrzeba.

    Przemysław Frankowski w barwach Chicago Fire

    KAMIL KRZACZYNSKI / NEWSPIX.PL / newspix.pl

    Przemysław Frankowski w barwach Chicago Fire

    "Mam jeszcze większą motywację, żeby wrócić"

    Skoro rozmawiamy o reprezentacji. W maju w wywiadzie dla naszej gazety selekcjoner Jan Urban o panu powiedział tak: "O Przemku Frankowskim się troszkę zapomina, bo ma problemy z urazami mięśniowymi, ale w swojej najlepszej dyspozycji jeszcze wiele mógłby dać reprezentacji. Cały czas jest monitorowany i patrzymy na to, co się dzieje, bo musimy być przygotowani po prostu na wszystko". Czy faktycznie jest pan w kontakcie ze sztabem kadry?

    Tak, jak najbardziej. Selekcjoner wie, jak wygląda moja sytuacja. Dla mnie najważniejszy był powrót do pełnego zdrowia. Teraz wszystko zależy od mojej gry w klubie.

    • Polecamy również: Henryk Kasperczak rozlicza się z karierą. "Okłamali mnie"

    Zapewne oglądał pan niedawne mecze towarzyskie Polski z Ukrainą (0:2) i Nigerią (2:2)? Jakie wrażenia?

    Nie udało się nam wygrać, a jednak zwycięstwo zawsze jest najważniejsze. To buduje atmosferę wokół reprezentacji, w mediach, wszędzie. Nawet jak czasem spotkanie jest strasznie ciężkie, nie idzie ponad naszej myśli, ale jeżeli wygrasz, mówiąc po piłkarsku "przepchniesz" mecz, to jest w porządku. A w kadrze staje się to jeszcze ważniejsze, bo gramy stosunkowo rzadko. Trzeba wygrywać za wszelką cenę, mecze towarzyskie też. Tym razem się nie udało, ale szukajmy też pozytywów, bo to jest jednak moment przebudowy, szukania czegoś nowego. Wierzę, że z każdym kolejnym zgrupowaniem ta drużyna będzie szła do przodu.

    Pan był już na pierwszym zgrupowaniu selekcjonera Jana Urbana, potem zagrał przeciwko Nowej Zelandii (1:0), a więc początek już jest. Czy w takim razie już wreszcie zdrowy i będący w dobrej formie Przemysław Frankowski pomoże reprezentacji Polski w jesiennych meczach Ligi Narodów?

    To prawda, że trochę mnie już w kadrze nie było. Mam więc jeszcze większą motywację, żeby wrócić i być jej ważną częścią. Moja droga do reprezentacji wiedzie przez dobre występy w Stade Rennais.

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era