
Bartosz Zmarzlik trzeci w Grand Prix Szwecji w Malilli. Najważniejsze jednak, że za nim w finałowym wyścigu przyjechał Brady Kurtz. To oznacza, że Polak powiększył nad nim przewagę w klasyfikacji generalnej z trzech do pięciu punktów.
Turniej sensacyjnie wygrał Anders Thomsen, który jest tylko zawodnikiem zapasowym i jeździ, bo inni są kontuzjowani.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Drugie miejsce zajął zdecydowanie najlepszy zawodnik wieczoru Robert Lambert, który rundę zasadniczą wygrał z kompletem punktów. Trzecie miejsce dla Zmarzlika, a czwarte dla Brady’ego Kurtza, a więc dwóch zawodników, którzy walczą o złoto.
Przed turniejem w Szwecji Zmarzlik miał trzy punkty przewagi nad Kurtzem. Teraz to pięć "oczek". Do końca już tylko cztery turnieje. Po turnieju w Malilli Zmarzlik na gorąco mówił tak. — Od razu ruszyłem do Andersa Thomsena z gratulacjami i powiedziałem, że cieszę się razem z nim — rozpoczął na antenie Eurosportu. — Ale duże gratulacje dla wszystkich uczestników finału. Zawody były trudne, bo takich w żużlu nie ma. Finał jest zawsze finałem. Dlatego z podium jestem zadowolony. Policzyłem sobie, że to mój 77. finał w karierze, a ja mam dopiero 31 lat. Kiedy ja to wszystko odjechałem? — dodał.
O samych zawodach nasz mistrz powiedział, że był nieobliczalne. — Dużo trzeba było zmieniać w sprzęcie — mówił. — Były motocykle, które dobrze startowały. Były takie, że dobrze jeździły po dużej. I takie, co były szybkie po małej. Dlatego doszło do tego, że Kurtz wygrał półfinał z pierwszego pola jadąc po krawężniku. Ale Thomsen wygrał z trzeciego i czwartego pola, z których wydawało się, że nie idzie dobrze wyjechać. Regulacje, pomysły i wiele innych zmiennych decydowało. Ale dobrze, bo dlatego kochamy żużel — dodał.