
Robert Warzycha zrobił zagraniczną karierę i jako pierwszy Polak strzelił gola w Premier League. W 1996 r. przecierał szlaki w rozwijającej się amerykańskiej MLS i zamieszkał za oceanem. Były piłkarz ujawnia w Foot Trucku, czym obecnie się zajmuje.
Kibice znad Wisły pamiętają go głównie z występów z orzełkiem na piersi. Były pomocnik uzbierał ich 47 i strzelił 7 goli.
Jego klubowe CV także może robić wrażenie. Jako pierwszy zawodnik z naszego kraju wpisał się na listę strzelców klubów Premier League, w tym pokonał Petera Schmeichela na słynnym Old Trafford.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
W wieku 33 lat wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Z Columbus Crew przystąpił do rozgrywek MLS, które wtedy dopiero debiutowały, a soccer za oceanem nie był popularny. W sumie uzbierał aż 77 występów, w których strzelił 21 goli i miał 43 asysty. W 2002 r. wygrał z zespołem Puchar USA.
Amerykanie nadali mu nawet przydomek "The Polish Rifle", czyli "Polski Karabin". Teraz Warzycha wyjaśnia, skąd wziął się dokładnie ten pseudonim. — To ze względu na mój mocny strzał i dużo bramek z rzutów wolnych. Wykonywałem też rzuty rożne, miałem bardzo dużo asyst i przede wszystkim z tego, że miałem dosyć celny i mocny strzał — wspomina w wywiadzie na kanale Foot Truck.
Obecnie 62-letni nadal mieszka w Columbus i od lat szkoli młodzież. Jak zdradza w rozmowie, pracuje w dużym lokalnym klubie piłkarskim, który szkoli młodzież i zrzesza aż 150 drużyn chłopców i dziewcząt w wieku od 7 do 19 lat. Nie jest jednak powiązany z klubem Crew, w którym grał polski pomocnik urodzony w Siemkowicach.
— Cały czas, nawet grając w piłkę, odkąd przyjechałem tu 30 lat temu, byłem trenerem młodzieżowym. Trenowałem nawet swoich synów, a później inne drużyny i do tej pory to robię. W tym roku w rundzie jesiennej będę miał drużyny do lat 12 i 13 — dodaje były piłkarz Górnika Zabrze, Evertonu i Columbus Crew.
Ma też inną pasję, którą uwielbia. Prywatnie często można zobaczyć go na licznych polach golfowych w Ohio. — Mając tyle pól golfowych naokoło, ciężko, żeby nie grać — zauważa.
Łukasz Wiśniowski pyta go o to, czy widział kiedyś w akcji Michała Probierza. Były selekcjoner Polaków ma bowiem to samo hobby. — Widziałem jego swing — ujawnia. — Musiałby przyjechać do mnie na lekcję. Ważne, żeby przy tym się nie denerwować. Przede wszystkim wtedy można poprawić swing, inaczej ciężko. Taki to jest sport — dodaje.
— Ceny są zróżnicowane i naprawdę można zagrać na bardzo dobrych polach golfowych. Wszystkie są dobre. Zapraszam Michała — podkreśla i czeka na odpowiedź trenera, który wciąż pozostaje bez pracy.
W przeszłości Warzycha odnosił się także do ewentualnego powrotu do ojczyzny. — Czy będę jeszcze trenerem w Polsce? Sądzę, że nie. Po epizodzie w Górniku Zabrze byłem zapisany na kurs UEFA Pro, ale wróciłem do Stanów i już sobie odpuściłem. Może to był błąd, może powinienem wówczas w Polsce zostać na dłużej i dokończyć tę edukację, ale teraz takie dyskusje nie mają już znaczenia — mówił Antoniemu Bugajskiemu w 2023 r.