
Jeszcze kilka dni temu największym przeciwnikiem piłkarzy podczas mundialu były zabójcze upały. Teraz organizatorzy i kibice z niepokojem spoglądają w niebo. Jak alarmuje brytyjski "The Sun", ćwierćfinałowe starcie Anglii z Norwegią może zostać poważnie zakłócone przez ekstremalne zjawiska pogodowe.
Nad Miami, gdzie zaplanowano sobotni mecz, przeszła w nocy z piątku na sobotę gwałtowna burza tropikalna. Ulewom towarzyszyły intensywne wyładowania atmosferyczne, a lokalne media informowały o przerwach w dostawach prądu, uszkodzonych samochodach i powalonych drzewach. To jednak może być dopiero początek problemów.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Synoptycy nie mają dobrych wiadomości. Prognozy przewidują kolejne burze i przelotne opady właśnie w czasie meczu na Hard Rock Stadium. Dodatkowo temperatura odczuwalna ma sięgać aż 44 stopni Celsjusza, co oznacza ekstremalnie trudne warunki dla zawodników.
Największy niepokój budzą jednak pioruny. Zgodnie z obowiązującymi przepisami FIFA, jeśli wyładowanie atmosferyczne zostanie odnotowane w promieniu 13 km od stadionu, spotkanie musi zostać przerwane na co najmniej 30 minut. Taki scenariusz nie jest wcale teoretyczny — podczas tego mundialu mecz Anglii z Meksykiem został już opóźniony o blisko godzinę właśnie z powodu burzy.
Problemy Anglików nie kończą się na kapryśnej aurze. Selekcjoner Thomas Tuchel do ostatnich godzin czekał na informacje dotyczące zdrowia kilku kluczowych zawodników. Do treningów wrócili wprawdzie Marc Guehi oraz Declan Rice, którzy zmagali się odpowiednio z urazem i problemami zdrowotnymi, ale ich dyspozycja nadal pozostaje pod znakiem zapytania.
Przed obiema reprezentacjami wyjątkowo wymagający wieczór. O awansie do półfinału mogą zadecydować nie tylko piłkarskie umiejętności. Początek spotkania zaplanowano na 23.00 polskiego czas. Oczywiście, o ile nic nie pokrzyżuje tych planów.