Adam Małysz: prezes Tajner od jakiegoś czasu się do mnie nie odzywa

    Adam Małysz: prezes Tajner od jakiegoś czasu się do mnie nie odzywa

    1471 odsłon
    Adam Małysz: prezes Tajner od jakiegoś czasu się do mnie nie odzywa

    — Jeśli chodzi o moją obecność w strukturach związku, będzie o to ciężko — mówi Adam Małysz. Apoloniusz Tajner, jego następca w Polskim Związku Narciarskim, nie odbiera telefonów od byłego skoczka. Małysz ma jednak inne projekty, w które chce się teraz zaangażować.

    Adam Małysz zakończył w sobotę czteroletnią kadencję w zarządzie PZN i nic nie wskazuje na to, by miał współpracować ze związkiem w innej roli. Fanem tego pomysłu nie jest bowiem powracający na fotel prezesa Apoloniusz Tajner, choć zastrzega, że wypowie się na ten temat wybrany w minioną sobotę zarząd. Były skoczek narciarski utrzymuje natomiast, że chęć współpracy z nim wyrażają trenerzy kadry Maciej Maciusiak i Michal Doležal oraz nowy austriacki konsultant, Stefan Horngacher.

    — Chcieli, bym pozostał w PZN i pomagał im w pracy. Ja im odpowiedziałem, że jeśli chodzi o moją obecność w strukturach związku, będzie o to ciężko, ale poza tym jestem jak najbardziej na tak i jak tylko będę mógł, to im we wszystkim pomogę. Mamy się spotkać w tej sprawie — twierdzi Małysz.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Napięcie między prezesami PZN

    W mowie końcowej wygłoszonej podczas walnego zjazdu sprawozdawczo-wyborczego w Tauron Arenie Kraków ustępujący prezes nazwał Horngachera "selekcjonerem", a w kuluarach dodał, że kadrze skoczków potrzebna jest jeszcze jedna osoba, która zajmie się sprawami sprzętu i techniki.

    — W trakcie ostatnich konkursów Pucharu Świata w Planicy zauważyliśmy, że nasi zawodnicy jeździli po dwa, a nawet dwa i pół kilometra wolniej od innych. Dwa kilometry na obiekcie do lotów przekłada się na odległość do 30 metrów. Widać, że świat poszedł w tej kwestii mocno do przodu. Nawet Szwajcarzy, Niemcy i Japończycy, którzy nigdy nie byli w tym najlepsi, zaczęli jeździć naprawdę szybko. Bez postępu w tej dziedzinie nie mamy szans na poprawę wyników. Był więc pomysł, żeby zatrudnić jeszcze jedną osobę, może nie na stałe w strukturach związku, ale w roli doradcy kadr narciarskich. Mam nadzieję, że nowy zarząd się nad tym pochyli — mówi Małysz. Zarazem przyznał, że sam tego problemu już nie poruszy.

    — Prezes Tajner od jakiegoś czasu się do mnie nie odzywa. Nie wiem dlaczego, czy się obraził? Na zakończenie mu pogratulowałem i życzyłem powodzenia w dalszym prowadzeniu związku. Mam nadzieję, że się kiedyś odezwie i wyjaśni, skąd taka nagła zmiana strategii, że wręcz nie odbiera ode mnie telefonów — mówi Małysz.

    Apoloniusz Tajner i Adam Małysz

    Natalia Farbicka / newspix.pl

    Apoloniusz Tajner i Adam Małysz

    Tajner w rozmowie z nami dał do zrozumienia, że skoro jako prezes honorowy PZN "przez cztery lata nie był potrzebny", to teraz Małysz nie powinien się dziwić jego postępowaniu. Powracający do zarządu 72-letni poseł nie skrytykował swego poprzednika wprost, ale podczas zjazdu odniósł się do jego słów o tym, że obracający dziesiątkami milionów PZN powinien funkcjonować niczym przedsiębiorstwo.

    — W działalności nowego zarządu chciałbym więcej uwagi skierować na kluby, trenerów i Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Nie podoba mi się stwierdzenie, że PZN staje się przedsiębiorstwem. Celem przedsiębiorstw jest uzyskiwanie jak największych zysków, a stowarzyszenia — w tym związki — mają inne cele. Tym jest rozwój sportu, głównie wśród dzieci i młodzieży — powiedział Tajner.

    Pełna kasa PZN po odejściu Adama Małysza

    Faktem jest, że tak jak związek był w stabilnej sytuacji finansowej przed odejściem Tajnera w 2022 r., tak nim pozostał. Budżet w ostatnim roku wyniósł 64 mln zł, a zysk netto 5 mln. W pierwszym roku kadencji Małysza związek był na plusie 1,8 mln, a w kolejnych dwóch latach wypracował 6,4 mln oraz 10,2 mln zysku, który został przeznaczony na działalność statutową. Znaczną część przychodów stanowią dotacje z Ministerstwa Sportu i Turystyki — w ubiegłym roku wyniosły one 28 mln; drugą najwyższą pozycją są umowy sponsorskie — 25 mln, następnie prawa do transmisji z zawodów — 5 mln oraz pozostałe przychody, w tym ze sprzedaży biletów. Najwięcej PZN wydaje na szkolenie olimpijskie (21 mln) i młodzieżowe (9 mln).

    Adam Małysz i Apoloniusz Tajner

    Tomasz Markowski / newspix.pl

    Adam Małysz i Apoloniusz Tajner

    — Dzięki umowie z Orlenem mamy 22 mln zł rocznie, a w sumie od wszystkich sponsorów przez cztery lata wpłynęło do kasy związku ok. 100 mln. Z Orlenu to poza PZPN-em chyba nikt tak dużo nie dostaje. PZPN otrzymuje znacznie więcej, ale to przecież dużo większy związek — tłumaczy Małysz. — Za finanse w związku sportowym odpowiedzialny jest przede wszystkim prezes, to jego najtrudniejsze zadanie. Chodzi głównie o to, żeby nie zabrakło pieniędzy dla kadr szkoleniowych. To duży plus, że udało się wywalczyć aż tyle, ale to nie tylko moja zasługa, ale całego zespołu. To wymagało wielu rozmów, wyjazdów do Warszawy, czasem trudnych negocjacji, szczególnie wtedy, gdy nie było wyników i groziło nam, że sponsorzy mogą odejść. Medale Kacpra Tomasiaka i Pawła Wąska bardzo nam pomogły, po igrzyskach w Cortinie d’Ampezzo nie było już żadnych wątpliwości, że przyjdą do związku pieniądze z przedłużonych oraz nowych umów sponsorskich — dodał.

    Adam Małysz: chcę się cieszyć życiem

    Teraz Małysz otwiera nowy rozdział w życiu. I przekonuje, że na nudę nie będzie narzekał.

    — Chcę odpocząć i nabrać dystansu, bo chyba za bardzo się przejmowałem, za bardzo chciałem pewne rzeczy zrobić sam i to mnie dużo kosztowało. Teraz mam dwa tygodnie wolnego, więc wyjeżdżam do Chorwacji odpocząć psychicznie, ale też zabrać się za siebie, bo trochę zaniedbałem ruch. A później na pewno praca, bo nie jestem osobą, która lubi zbyt długo odpoczywać — mówi.

    Na czym konkretnie ta praca będzie polegać?

    — Mam dużo własnych projektów. Mam też firmę, która wprawdzie prosperowała podczas prezesury, ale z uwagi na brak czasu bardzo ją zaniedbałem, dlatego teraz zajmę się jej rozwojem. Na pewno usłyszycie o mnie jeszcze nie raz, bo wkrótce zaczną się pojawiać projekty sportowo-biznesowe, które trzymam w zanadrzu — ujawnia.

    Adam Małysz

    Piotr Kucza / newspix.pl

    Adam Małysz

    Telewizja? Być może to jedna z opcji — odpowiada. Powrót na Rajd Dakar? — Na pewno bym chciał, ale będzie o to ciężko, bo wymaga zebrania potężnych pieniędzy. To mniej więcej tyle, ile Orlen wydaje na PZN. Myślę więc, że akurat w tę stronę to nie pójdzie — tłumaczy.

    Sugerujemy, że może warto byłoby zjednoczyć siły z kierowcą rajdowym Krzysztofem Hołowczycem, partnerem byłego skoczka w jednej z kampanii reklamowych, który w 2024 r. zdołał powrócić na trasę Dakaru po wielu latach przerwy.

    — Z tego, co wiem, Krzysiek też miał duży problem z zebraniem budżetu. On jest jednak strasznie nakręcony na starty. Podziwiam go, bo przecież to facet po różnych przejściach, trochę starszy ode mnie, a jednak dalej ma ogromną chęć i energię. Czasem wręcz mu zazdroszczę tej energii oraz tego, jak potrafi funkcjonować i z jaką pasją o tym opowiadać. Ja przez ostatnie lata zaniedbałem uprawianie sportu, więc teraz będę chciał być bardziej aktywny i po prostu cieszyć się życiem — mówi Małysz.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Stanowski

    Co dzisiaj majstrujemy do sekcji RAK LIVE?

    Stanowski