
Przed wejściem na finał mundialu tworzą się gigantyczne kolejki. Organizatorzy nie potrafią poradzić sobie z chaosem spowodowanym przyjazdem Donalda Trumpa na stadion.
Przed finałowym starciem mistrzostw świata okolice stadionu MetLife w New Jersey pogrążyły się w totalnym chaosie organizacyjnym. Tysiące dziennikarzy utknęło w wielogodzinnych kolejkach.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Hiszpański dziennik "AS" poinformował, że ponad dwa tysiące osób reprezentujących media na całym świecie wyczekiwało przez trzy godziny na możliwość wejścia. Dziennikarz Sid Lowe opisał sytuację w serwisie X jako "absolutny chaos".
Relacje z miejsca zdarzenia ujawniły skalę problemów logistycznych tuż przed najważniejszym spotkaniem turnieju między Hiszpanią a Argentyną.
Jeden z dziennikarzy opisał swoją sytuację szczegółowo. Dotarł na miejsce o 8.55, choć dostęp do strefy prasowej miał zostać otwarty o 9.00. Mimo upływu czasu o 11.00 nadal stał w kolejce, szacując, że przed nim jeszcze 1,5 godziny oczekiwania.
Problemy nie ograniczyły się do kolejek przed wejściem. Niektóre doniesienia wskazywały na nieprawidłowości w funkcjonowaniu systemu bramek kontrolnych.
FIFA ogłosiła, że dziennikarze powinni przybyć na stadion z kilkugodzinnym wyprzedzeniem, aby przewidzieć długie kolejki i utrudnienia w ruchu, które zostaną wprowadzone trzy godziny przed meczem. Było to związane z obecnością wielu VIP-ów, w tym prezydenta USA Donalda Trumpa.
Jak pisze wysłannik hiszpańskiego dziennika "Marca", FBI i Secret Service były widoczne przy bramkach wejściowych, ale problem był znacznie poważniejszy i zaczynał się kilkaset metrów dalej, gdzie tysiące pracowników tłoczyło się, próbując dostać się na stadion. Długa kolejka, na ponad dwie godziny stania, rozpadła się. Nikt nie opanował chaosu i zamieszania, podczas gdy odliczanie do finału już trwało.
Jak relacjonuje wysłannik "Marki", problemy, dalekie od rozwiązania, nasiliły się, gdy grupa wolontariuszy pojawiła się znikąd i skierowała część oczekujących do kolejnej bramki, numer trzy, położonej prawie dziesięć minut spacerem od miejsca, w którym dziennikarze czekali — zapewnieni, że to punkt dostępu na stadion — aby przyspieszyć główną kolejkę. W rzeczywistości setki dziennikarzy, tancerzy i pracowników z różnych środowisk skierowało się tam, tylko po to, by po przybyciu dowiedzieć się, że ta bramka również blokuje dostęp. Tymczasem po powrocie do pierwszej kolejki inni zajęli miejsca i nie chcieli ich oddać, co doprowadziło do obelg i przepychanek między kilkoma grupami.
Mecz ma się zacząć o godz. 21 polskiego czasu, czyli o godz. 15 na wschodnim wybrzeżu USA.