
Abramczyk Polonia Bydgoszcz odniosła pewne, już dziesiąte zwycięstwo w tym sezonie Metalkas 2. Ekstraligi. Bydgoszczanie początkowo męczyli się w starciu z Moonfin Magnus Ostrowem Wielkopolskim, lecz druga połowa meczu należała do lidera rozgrywek.
Podopieczni Dariusza Śledzia długo się rozkręcali. Po siedmiu biegach Polonia prowadziła 23:19. Ostatecznie skończyło się wysoką wygraną aż 58:32.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Na inaugurację meczu punktów do mety nie przywiózł Szymon Woźniak, czyli drugi najskuteczniejszy żużlowiec całej Metalkas 2. Ekstraligi. Był to jednak tylko wypadek przy pracy, gdyż następne cztery wyścigi kończył na pierwszym miejscu.
— Rzeczywiście drugie pole było dzisiaj mocno zbite, a przynajmniej ta wierzchnia warstwa. Początek meczu mógł być z tego pola trudny. Ja też miałem z tym problem, bo musiałem wystartować z równego, a nie z koleiny. Przede wszystkim jednak przysnąłem na starcie i to było główną przyczyną słabszego biegu — zdradził Szymon Woźniak.
— Na początku musieliśmy dogadać się z naszym torem, zarówno na starcie, jak i na dystansie. Nocne opady mocno wpłynęły na to, jak ten tor się zachowywał. Po raz kolejny pokazaliśmy, że po niezbyt udanym początku potrafimy wyciągać dobre wnioski. Nasza analiza toru i ustawień w boksach dobrze funkcjonuje i to bardzo cieszy. Jeżeli drużyna ma problem, a kończy ostatecznie mecz z tak wysoką wygraną, to myślę, że to cieszy — dodał.
Tym razem słabszy występ zanotował Aleksandr Łoktajew, który w swoich dwóch pierwszych biegach zamykał stawkę. W swojej trzeciej gonitwie dobrze wyszedł ze startu i gdy wydawało się, że wysforuje się na prowadzenie, to wjechał w koleinę, a następnie pechowo upadł na tor. Mimo to reszta drużyny spisała się na medal i była w stanie przykryć gorszą dyspozycję dnia 32-latka.
— O to właśnie chodzi w sporcie oraz w meczach na domowym torze, żebyśmy to my lepiej odgadywali to, co z tym torem się dzieje danego dnia o konkretnej porze. Udało nam się to i byliśmy ponownie wyrównaną drużyną. Gdy ktoś ma słabszy dzień, to reszta tuszuje ten problem i robi robotę — kończy Woźniak.