
— Nowy rozdział był mi potrzebny. Chcę zobaczyć, jak to będzie zagrać przy większym stadionie, dla nowych kibiców — mówi nowy pomocnik Śląska Wrocław Grzegorz Tomasiewicz, który przeniósł się do beniaminka PKO BP Ekstraklasy z Piasta Gliwice.
Grzegorz Tomasiewicz (Pomocnik Śląska Wrocław): Nigdy się nad tym specjalnie nie zastanawiałem, ale chyba tak. Myślę, że każdy lubi.
Pytam, bo jest pan wyjątkowym przykładem piłkarza, który przez lata gry w PKO BP Ekstraklasie dostaje niemal wyłącznie laurki za swoją waleczność i nieustępliwość. Jaki ma pan do tego stosunek?
Na pewno pozytywnie, chociaż ja nie jestem taką osobą, która się takimi rzeczami zachłystuje, tylko bardziej motywuje się do dalszej ciężkiej pracy. Wychodzę z założenia, że zawsze jest coś do udowodnienia i zawsze można stać się jeszcze lepszym piłkarzem.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Trafia pan do trzeciego ekstraklasowego klubu po Stali Mielec i Piaście Gliwice, ale znowu nie mówimy o kandydacie do czołowych miejsc, tylko raczej spokojnego utrzymania. Czuje się pan trochę zaszufladkowany, może nawet niedoceniany w skali PKO BP Ekstraklasy?
Myślę, że w dzisiejszej piłce najłatwiej patrzy się na liczby, a ich nie mam zbyt wiele. Zawodnicy z dobrymi statystykami są najbardziej wyróżniani, natomiast inne parametry często schodzą na dalszy plan, nawet jeśli indywidualna postawa wygląda dobrze. Nie czuję się jednak niedoceniany, bo znam swoją wartość i wiem, po co gram w piłkę.
Michal Chwieduk/Arena Akcji/NEWSPIX.PL / newspix.pl
Grzegorz Tomasiewicz w barwach Piasta
Potrzebował pan nowego rozdziału w karierze, a decyzja o odejściu z Piasta dojrzewała, czy wypadki potoczyły się szybko?
Nie ukrywam, że nowy rozdział był mi potrzebny, chcę zobaczyć, jak to będzie zagrać przy większym stadionie, dla nowych kibiców. Ale to też nie tak, że nie chciałem zostać w Piaście, bo czekałem na ofertę przedłużenia kontraktu, ale klub nie aktywował klauzuli do końca lutego i wiedziałem, że to dla mnie sygnał do rozpoczęcia poszukiwań nowego miejsca. Cieszę się, że wylądowałem we Wrocławiu, Śląsk to wielki klub, a mi pozostaje pokazywać się w jego barwach z jak najlepszej strony.
Po rozpoczęciu tych poszukiwań, o których pan mówi, temat Śląska pojawił się szybko? Dopiero z biegiem rundy wiosennej wyklarowało się, że ten zespół wróci do PKO BP Ekstraklasy.
W końcówce sezonu na jakieś rozmowy już mogłem sobie pozwolić, ale w pierwszej kolejności chciałem dokończyć robotę w Piaście i przypieczętować utrzymanie, co jak wiemy, udało się dopiero w ostatniej kolejce. Dopiero później skupiłem się na rozmowach kontraktowych.
PAWEL LIPNICKI/400MM.PL / NEWSPIX.PL / newspix.pl
Grzegorz Tomasiewicz w poprzednim meczu Śląsk - Piast (1:3) z lutego 2025 r.
Po Mielcu i Gliwicach trafia pan do klubu, w którym presja i oczekiwania będą największe?
Myślę, że tak. To będzie moje największe wyzwanie w PKO BP Ekstraklasie. Każdego dnia przygotowań pracuję, żeby wywalczyć sobie skład, ale na pewno nie będzie to łatwe. W Śląsku jest kilku bardzo dobrych zawodników, którzy przecież są świeżo po wywalczeniu awansu, więc mają zaufanie trenera. Trzeba być cierpliwym, a ciężka praca na pewno się obroni. Kiedyś też nie było mi łatwo, ale dotarłem do PKO BP Ekstraklasy, więc wiem, że to popłaca. Drużyna Śląska bardzo dobrze mnie przyjęła, bardzo się cieszę, że tutaj jestem.
PIOTR KUCZA/FOTOPYK/NEWSPIX.PL / NEWSPIX.PL / newspix.pl
Grzegorz Tomasiewicz w barwach Stali
Z jednej strony największe wyzwanie, a z drugiej też pewna niewiadoma? Wrocławianie w ostatnich latach byli gwarancją skrajnych zmian wyników i nastrojów w krótkim czasie.
Nie mam takiego poczucia. Wiemy, o co będziemy grać i każdy jest świadomy, jaki cel przed nami. Liga poszła do przodu, nawet jeśli Śląska nie było tylko przez rok, to będzie to odczuwalne. Będziemy musieli się postarać, żeby wywalczyć jak największą liczbę punktów.
Trafił pan pod skrzydła Słoweńca Ante Šimundžy, a wcześniej w Piaście długo pracował ze spolszczonym, ale jednak Serbem Aleksandarem Vukoviciem. Wychowankowie trenerskiej szkoły dawnej Jugosławii mają jakieś wspólne cechy?
Zauważyłem, że faktycznie istnieją podobieństwa. Mają swoje twarde zasady i są bardzo wymagający, ale to jest dobre, bo każdy z nas dzięki temu może się rozwijać. Tak samo jak u trenera Vukovicia, tak w Śląsku dzięki Ante Šimundžy wielu chłopaków już się rozwinęło.
Credit: Piotr Matusewicz / PressFocus/NEWSPIX.PL / newspix.pl
Aleksandar Vuković i Grzegorz Tomasiewicz w barwach Piasta
Patrząc na pańskie poprzednie kluby jest też prawidłowość pozostawania na dłużej, niezależnie od wyników, czy przeszkód po drodze. Do Wrocławia też nie trafia pan na chwilę?
Chciałabym w Śląsku być jak najdłużej. W poprzednich klubach faktycznie byłem długo, po cztery lata, ale każdy widział, jak pracuję i jak dojrzewam z każdym sezonem. Uznawano, że jestem potrzebny w szatni, bo staram się też pomagać młodym zawodnikom. To zawsze było dla mnie ważne, bo pamiętam, jak sam byłem na ich miejscu.
W pańskim przypadku te początki to była choćby akademia Legii Warszawa, z której ruszył pan w Polskę. Z perspektywy czasu jest jakaś nutka niedosytu, że kariera nie rozpędziła się aż tak bardzo, jak mogłoby się wydawać?
Za młodszego ta kariera zapowiadała się może trochę inaczej, ale po drodze miałem też różne kryzysowe sytuacje. Nie grałem w I lidze w Arce Gdynia, więc musiałem odejść na wypożyczenie do Pogoni Siedlce, sam musiałem sobie wszystko wywalczyć. Myślę zresztą, że gdybym w 2020 r. sam nie awansował ze Stalą Mielec do PKO BP Ekstraklasy, to nie trafiłbym do niej wcale. Na ten moment mogę być zadowolony ze swoich występów, mam ich 190, a to dobry wynik, który chcę dalej poprawiać. Może faktycznie brakuje tu jakiegoś medalu albo Pucharu Polski, ale z drugiej strony w Piaście były też sezony, kiedy w lidze skończyliśmy na piątym miejscu, a w PP na półfinale.
Z Piasta zabrał pan też chyba najbardziej nietypowe ekstraklasowe doświadczenie, jakim była gra w roli "plastra" Josue w meczu przeciwko Legii Warszawa (0:1) w sezonie 2022/23?
Pamiętam, że trener Vuković wziął mnie kilka dni wcześniej na rozmowę i zapowiedział, jaka będzie moja rola. Przetestowaliśmy to na treningu, wyglądało dobrze, więc potraktowałem to jak typowe zadanie boiskowe, tyle że może z trochę starej piłki, jak kiedyś grało się "na plaster". Uśmiecham się wracając do tamtego występu, ale myślę, że gdybym miał tak zagrać jeszcze raz, to nie byłoby problemu.
Lukasz Sobala / PressFocus / NEWSPIX.PL / newspix.pl
Grzegorz Tomasiewicz w walce z Josue w meczu Piast - Legia (0:1) w lutym 2023 r.
Z Grzegorzem Tomasiewiczem środek pola będzie największym atutem Śląska w nowym sezonie?
Rywalizacja faktycznie będzie na fajnym poziomie, bo Michał Mokrzycki, czy wyżej Piotrek Samiec-Talar, mają za sobą przecież bardzo dobrą rundą wiosenną. Wiem, że trzeba będzie wejść na swoje wyżyny, żeby grać w wyjściowym składzie. Jest to nasza mocna formacja, pracujemy podczas przygotowań i wierzę, że to będzie dla nas fajny sezon.