RAK
    Wieloletnie poszukiwania Marynarz Piotr Piela zaginął podczas wyprawy, zostały po nim tylko rzeczy. Pokój wciąż na niego czeka

    Wieloletnie poszukiwania Marynarz Piotr Piela zaginął podczas wyprawy, zostały po nim tylko rzeczy. Pokój wciąż na niego czeka

    2453 odsłon
    Wieloletnie poszukiwania Marynarz Piotr Piela zaginął podczas wyprawy, zostały po nim tylko rzeczy. Pokój wciąż na niego czeka

    Piotr Piela miał 28 lat, kiedy zaginął w tajemniczych okolicznościach. Mężczyzna od najmłodszych lat marzył o tym, by zostać marynarzem, i w pewnym momencie to marzenie spełnił. W końcu wyruszył na swój pierwszy długi rejs po Singapurze, który trwał sześć miesięcy. Wrócił odmieniony, wypływał coraz

    Piotr Piela urodził się 12 grudnia 1980 roku w Zgorzelcu, w województwie dolnośląskim. Był pierwszym synem Joanny i Leszka, rodziców wpatrzonych w idealnego synka, jakim był w ich oczach. Rok później na świat przyszedł jeszcze drugi chłopiec – jego brat Paweł. Historia, która w tajemniczy sposób zawiesiła się w czasie i wciąż czeka na dokończenie, dotyczy jednak tego pierwszego, Piotra. Już w wieku zaledwie czterech lat zaczął on fascynować się wodą i statkami. Wyobrażał sobie, że stoi na łajbie i musi utrzymać równowagę, by nie wypaść za burtę, dlatego często uprawiał tak zwany marynarski chód. Jego mama Joanna początkowo była zaniepokojona: myślała, że syn być może ma problem z poruszaniem się. Piotr szybko jednak obwieścił rodzicom, że robi to, bo chciałby w przyszłości zostać marynarzem. Musiał coś kiedyś zobaczyć albo usłyszeć w tym temacie – i zapadło mu w pamięci. Rodzice sądzili, że to chwilowa, dziecięca fascynacja, ale mijały lata, a Piotr nadal mówił tylko o jednym. Chciał za wszelką cenę dopiąć swego.

    Spełnił marzenie i doczekał się pierwszego, długiego rejsu. Piotr Piela wrócił z niego całkowicie odmieniony

    W dorosłym życiu, po ukończeniu szkoły średniej, rozpoczął wymarzone studia w Akademii Morskiej w Szczecinie. Miał specjalizować się w nawigacji. Znajomi i bliscy opowiadają o nim w samych superlatywach: uwielbiał czytać książki, uprawiać sport, niezwykle mądry i logicznie myślący, bystry, mistrz ciętej riposty. O swoich morskich zainteresowaniach mógł opowiadać godzinami, lecz nigdy nie nużył słuchacza, bo miał w sobie wielką pasję, która sprawiała, że chciało się go słuchać. 12 października 2002 roku wreszcie doczekał się swojego pierwszego, długiego rejsu po Singapurze. Półroczna nieobecność w rodzinnym domu zdawała się trwać wieczność, a kiedy Piotr wrócił, zachowywał się inaczej niż zwykle. Na stronie grupy „Zaginieni przed laty” opisywano, że dużo wówczas palił, chodził zamyślony, prawie w ogóle się nie odzywał. Po pewnym czasie ocknął się z tego amoku, lecz nigdy nie wyjaśnił rodzicom, czym był on spowodowany. Później wypłynął w kolejny rejs, i następny, i następny. W sumie odbył siedem rejsów, spędzając na różnych statkach łącznie dwa lata swojego życia. Z nich wracał znowu inny, ale tym razem radosny i szczęśliwy. Spełniony, tak przynajmniej wszyscy myśleli.

    Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

    Ósmy rejs, którego Piotr wyczekiwał z nieskrywaną radością, miał rozpocząć się 30 lipca 2008 roku. Statek handlowy BBC Ecuador, należący do norweskiego armatora, miał pokonać trasę z Brazylii do Stanów Zjednoczonych. Kapitan pochodzący z Polski, którego Piotr dobrze znał, miał nim dowodzić. Panowie mieli już okazję pływać razem w przeszłości, między innymi po wspomnianym Singapurze. Wszystko wydawało się w porządku, przygotowania szły pełną parą, a statek wypłynął 30 lipca – zgodnie z planem. Na miejsce Piotrowi pomógł dostać się jego ojciec. Dwa dni wcześniej zawiózł go do Węglińca, a stamtąd chłopak ruszył pociągiem do Szczecina, gdzie następnie zmienił środek transportu na samolot do Amsterdamu, a z Amsterdamu do Brazylii. Nie podał rodzicom dokładnej lokalizacji, ale potwierdzono, że wsiadł na statek i ruszył w rejs.

    Przez dwa tygodnie rodzice Piotra żyli zwyczajnie, jak co dzień. Pierworodny syn po prostu popłynął w kolejny rejs, a drugi – Paweł – już wcześniej wyemigrował do Irlandii. Nagle panią Joannę, mamę chłopaków, naszły jakieś dziwne myśli. Niepokój, którego nie potrafiła wyrzucić z głowy. Gosia Szwarc, autorka bloga „Sprawy Kryminalne”, opisywała że kobieta zwróciła uwagę na kubek należący do Piotra, który stał na półce w szafce z naczyniami. - Kubek był umyty, choć "od zawsze" panuje taki niepisany zwyczaj, że Joanna tylko wypłukuje go z fusów po kawie lub herbacie, a Piotr później myje go sobie sam. Nieważne przy tym, czy minęło parę godzin, czy parę tygodni: nikt poza Piotrem z kubka nie korzysta, on po prostu czeka sobie w szafce, aż jego właściciel umyje go przed kolejnym użyciem – wskazywała autorka. Wtedy pani Joanna zdała sobie sprawę, że kubek jest czysty. Zdziwiła się, poczuła nieprzyjemne ukłucie w okolicach sercach. Jakiś znak? Przeczucie? Trudno było jej to opisać. Poczuła nieodzowną chęć zadzwonienia do syna, ale przecież stosunkowo niedawno z nim rozmawiała, bo podczas rejsów utrzymywali stały kontakt. Nie chciała zawracać mu głowy tym, że niechcący umyła jego kubek, to brzmiało absurdalnie. Aż kilka dni później, 15 sierpnia 2008 roku, w domu rodziny Pielów rozdzwonił się telefon.

    Okazało się, że pracownica agencji, która wysłała Piotra do pracy, chciała zapytać o jego ostatni kontakt z matką. Pani Joanna szczerze odpowiedziała, że miało to miejsce kilka dni temu. Wystraszyła się jednak, bo tego typu telefony w przeszłości się nie zdarzały. Wtedy wyszło na jaw, że po Piotrze niespodziewanie zaginął ślad, tak jakby 28-letni wówczas mężczyzna rozpłynął się w powietrzu. Jeszcze poprzedniego dnia pracował z całą załogą i podobno jego zachowanie nie różniło się przesadnie od tego, które prezentował na co dzień. 14 sierpnia statek stał zacumowany na redzie w jednej z zatok, na wschodnim wybrzeżu Teksasu, w pobliżu miasta Houston. O godzinie 6. rano miał zmienić swojego kolegę i objąć wachtę, lecz się na niej nie stawił. To zaalarmowało pozostałą ekipę, bo Piotr słynął z punktualności. Poszli do jego kajuty, myśląc że może tym razem zaspał, ale nigdzie go nie było. O nagłym zniknięciu 28-latka poinformowano straż przybrzeżną, która przeczesała nabrzeże, jednak niczego nie znalazła.

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era