
9 maja 2026 08:12
W panteonie wybitnych postaci, które ukształtowały współczesne oblicze Wałbrzycha, Józef Wiłkomirski zajmuje miejsce szczególne. Choć przez większość mieszkańców kojarzony jest niemal wyłącznie z batutą dyrygencką i gmachem Filharmonii Sudeckiej, jego życiorys to fascynująca mozaika talentu, heroizmu i głębokiego intelektualizmu. Dzisiaj, gdy instytucja ta oficjalnie przyjęła jego imię, warto przyjrzeć się bliżej człowiekowi, który mawiał, że najważniejszą wartością jest to, co można po sobie zostawić innym ludziom.
Józef Wiłkomirski urodził się w 1926 roku w Kaliszu, w rodzinie o niezwykle silnych tradycjach muzycznych. Jego ojciec, Alfred, był pedagogiem i animatorem życia kulturalnego, a rodzeństwo współtworzyło słynne w całym kraju Trio Wiłkomirskich. Wojenna zawierucha rzuciła młodego Józefa do okupowanej Warszawy, gdzie mimo skrajnej nędzy i głodu, musiał on dorosnąć w przyspieszonym tempie. Już jako piętnastolatek zaczął zarabiać na utrzymanie rodziny, grając na wiolonczeli w warszawskich kawiarniach.
::attachment{"type":"image","item_id":"837101", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"800"}
Józef Wiłkomirski (fot. wikipedia)
Wspomnienia Maestro z tamtego okresu są pełne dramatyzmu – od uczestnictwa w tajnych koncertach, przez naukę na kompletach, aż po mrożące krew w żyłach spotkania z gestapo. Jedno z takich wydarzeń miało miejsce w kawiarni „Boccaccio”, gdzie jako kilkunastoletni chłopiec był świadkiem aresztowania żydowskiego pianisty. Te doświadczenia ukształtowały w nim niezłomność, która towarzyszyła mu przez całe późniejsze życie zawodowe.
Kiedy w sierpniu 1944 roku wybuchło Powstanie Warszawskie, Józef Wiłkomirski, znany później pod pseudonimem „Józiu”, walczył w Zgrupowaniu „Gustaw-Harnaś”. Jego powstańcze losy to gotowy scenariusz na film – od pełnej euforii pierwszej godziny walk, przez zdobywanie komendy policji na Krakowskim Przedmieściu, aż po cudowne ocalenie. Maestro został ranny w szyję podczas pełnienia warty w pobliżu kościoła Świętego Krzyża. Jak sam wspominał, lekarz opatrujący ranę stwierdził, że przeżył tylko dzięki niewiarygodnemu szczęściu, gdyż pocisk przeszedł zaledwie dwa centymetry od tętnicy i tchawicy.
Po kapitulacji trafił do niewoli, przebywając w stalagach i pracując w zbombardowanym Hamburgu. Do zniszczonej Polski wrócił dopiero w grudniu 1945 roku, płynąc statkiem z Lubeki do Gdyni, by niemal natychmiast rzucić się w wir nauki i pracy.
::attachment{"type":"image","item_id":"837104", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"800"}
Prawdziwa rewolucja w życiu Józefa Wiłkomirskiego i samego Wałbrzycha nastąpiła w 1978 roku. To właśnie wtedy Maestro podjął się zadania, które wielu wydawało się niemożliwe – stworzenia od podstaw orkiestry symfonicznej w górniczym mieście. Jako dyrektor i dyrygent budował Filharmonię Sudecką z niezwykłą determinacją, łącząc pasję artystyczną z talentem organizacyjnym. Piastował funkcję dyrektora przez rekordowe czterdzieści dwa lata, z czego większość poświęcił właśnie Wałbrzychowi.
Wpływ Wiłkomirskiego na miasto wykraczał jednak daleko poza salę koncertową. Dr Maciej Żak, pomysłodawca najnowszego wydawnictwa poświęconego artyście, podkreśla, że był on „wybitnym intelektualistą o ogromnej wiedzy i pięknym słownictwie”. Nowe logo Filharmonii, zaprezentowane podczas uroczystości nadania imienia, doskonale symbolizuje tę więź – łączy ono element mostka wiolonczeli, na której grał Maestro, z wpisanym w nie liściem dębu, symbolem Wałbrzycha.
::attachment{"type":"image","item_id":"837107", "alt":"zdjęcie", "title":"", "longSide":"800"}
Dziś pamięć o Józefie Wiłkomirskim jest wciąż żywa, co potwierdza nowa książka wydana przez Bibliotekę pod Atlantami. Publikacja ta, sfinansowana z budżetu gminy, stanowi dopełnienie autobiografii artysty i zawiera wspomnienia muzyków, przyjaciół oraz bliskich współpracowników. Prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej zaznaczył podczas premiery, że postać ta była kluczowa dla tożsamości miasta.
Józef Wiłkomirski do końca pozostał wierny swojej filozofii dawania siebie innym. Jak sam podkreślał w jednej z ostatnich rozmów: „Ty jesteś od tego, żeby ludziom dawać muzykę, bo ludzie tej muzyki potrzebują”. Pozostawił po sobie nie tylko trwałą instytucję kultury, ale przede wszystkim ślad w sercach pokoleń wałbrzyszan, których uczył wrażliwości na piękno dźwięku. To właśnie ta misja czyni go jednym z największych herosów w historii naszego miasta.
Marek Szeles fot. FB Filharmonia Sudecka/wikipedia/redakcja
Co sądzisz na ten temat?
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu walbrzych24.com. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu . Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz
Źródło: walbrzych24.com