
Przez trzy lipcowe wieczory Lubin stał się miejscem, gdzie historia kina spotkała się z potęgą muzyki wykonywanej na żywo. IV Festiwal Kina Organowego ponownie udowodnił, że nieme filmy sprzed ponad stu lat wciąż potrafią zachwycać, wzruszać i bawić współczesną publiczność. Zwieńczeniem wydarzenia b
Przez trzy lipcowe wieczory Lubin stał się miejscem, gdzie historia kina spotkała się z potęgą muzyki wykonywanej na żywo. IV Festiwal Kina Organowego ponownie udowodnił, że nieme filmy sprzed ponad stu lat wciąż potrafią zachwycać, wzruszać i bawić współczesną publiczność. Zwieńczeniem wydarzenia był sobotni pokaz „Podróży na Marsa” z 1918 roku z mistrzowską improwizacją organową Martina Gregoriusa.

– Czwarty Festiwal Kina Organowego pokazał, że to wydarzenie na stałe wpisało się do kulturalnego kalendarza Lubina. Nasz program ewoluuje, przygotowujemy go tak, by zaskakiwał i cieszył zarówno miłośników kina, jak i melomanów. Tegoroczna edycja przyniosła wyjątkowe spotkanie z Krzesimirem Dębskim oraz trzy zupełnie różne muzyczne podróże przez historię kina. Ogromnie dziękuję naszej wspaniałej publiczności za obecność i wszystkim artystom za stworzenie niezapomnianej atmosfery. To właśnie dzięki Wam ten festiwal ma swoją wyjątkową duszę. Już dziś pracujemy nad jubileuszową, piątą edycją – mówi Urszula Kozon, dyrektor Narodowej Orkiestry Dętej w Lubinie.
Finał tegorocznej edycji należał do Martina Gregoriusa – cenionego organisty i improwizatora, który od lat specjalizuje się w tworzeniu muzyki do kina niemego. Artysta występował z podobnymi projektami w wielu krajach Europy, a także w Japonii. W Lubinie stworzył autorską oprawę muzyczną do filmu „Podróż na Marsa” w reżyserii Foresta Holgera-Madsena.
Zamiast sięgać po znane motywy filmowe, Gregorius zbudował własną muzyczną narrację, prowadząc widzów przez kolejne sceny i podkreślając charakter poszczególnych bohaterów.
– Motywy, które wykorzystywałem podczas improwizacji, były moimi własnymi kompozycjami. Próbowałem dopasować je do nastroju filmu i poszczególnych postaci. Gra na tych pięknych organach, w tym niezwykłym kościele i dla tak wspaniałej publiczności była dla mnie ogromną przyjemnością – podkreślał artysta.

Jak zauważył, mimo dynamicznego rozwoju technologii i sztucznej inteligencji, coraz więcej osób chce wracać do korzeni sztuki.
– Nawet w dobie sztucznej inteligencji nurt retro ma swoje ważne miejsce w kulturze. Ludzie chcą wracać do źródeł kina, a muzyka wykonywana na żywo sprawia, że te filmy znów stają się żywe – mówił Martin Gregorius.
Za program festiwalu odpowiadał Marek Walczak, który od początku chciał, by tegoroczna edycja była różnorodną podróżą przez świat kina niemego.
– Punktem wyjścia do budowy programu było „Metropolis”. To film wyjątkowy i właśnie wokół niego powstała koncepcja tegorocznej edycji. Chciałem pokazać różne oblicza kina niemego – monumentalne science fiction, pełną humoru komedię Harolda Lloyda „Jeszcze wyżej” oraz fantastyczną „Podróż na Marsa”. To podróż do samych źródeł kina, kiedy historię opowiadały przede wszystkim obraz i muzyka wykonywana na żywo – wyjaśnia kurator festiwalu.

Jak podkreśla, właśnie ta forma sprawia, że kino nieme przeżywa dziś swój renesans.
– Widzowie nie przychodzą tu wyłącznie z sentymentu. Odkrywają emocje, historię i niezwykły sposób opowiadania, który mimo upływu lat wciąż pozostaje aktualny. Muzyka wykonywana na żywo sprawia, że każdy seans staje się jedyny i niepowtarzalny – dodaje Marek Walczak.
Przez trzy dni publiczność miała okazję spotkać wybitnych artystów i przeżyć trzy zupełnie odmienne muzyczne opowieści. Rozmowa z Krzesimirem Dębskim, koncert z Filipem Presseisenem, improwizacje Paula Goussota, Michała Kocota i Martina Gregoriusa pokazały, jak wiele twarzy może mieć muzyka filmowa.
Każdy wieczór był inny. Monumentalne „Metropolis”, pełna humoru komedia „Jeszcze wyżej” oraz fantastyczna „Podróż na Marsa” stworzyły spójną opowieść o początkach światowej kinematografii.
Festiwal Kina Organowego po raz kolejny udowodnił, że nie jest jedynie przeglądem dawnych filmów. To wydarzenie, które z szacunkiem dla historii odkrywa ją na nowo i pozwala współczesnym widzom przeżyć kino tak, jak przeżywali je jego pierwsi odbiorcy – z muzyką rodzącą się na żywo, w tej samej chwili, co emocje na ekranie.
To właśnie dlatego IV Festiwal Kina Organowego pozostanie jednym z najciekawszych wydarzeń kulturalnych tego lata. A pewnym jest, że za rok jubileuszowa, piąta edycja ponownie zabierze publiczność w niezwykłą podróż do źródeł filmowej magii.
MG/ Fot. Tomasz Folta
Źródło: Lubin Portal Miasta (lubin.pl)