O TYM SIĘ MÓWI Koszmar nękanego przedsiębiorcy: Sąsiad grozi mi śmiercią
Dzierżawca stawów przemkowskich Krzysztof Kowalewski przeżywa dramat odkąd zamieszkał w pobliskiej wsi Ostaszów. Jeden z sąsiadów uwziął się na niego i grozi, że go zabije, jeśli się nie wyprowadzi. - Mam nagrania z monitoringu, filmy, złożyłem już cztery zgłoszenia na policję, a jest coraz gorzej – mówi.
Krzysztof Kowalewski zamieszkał w Ostaszowie jakiś czas temu, a jego problemy zaczęły się w zeszłym roku, gdy kupił drugą nieruchomość we wsi, budynek po dawnej szkole. Koło dawnej szkoły są sąsiedzi, w tym razem z matką mieszka tam mężczyzna, który emocjonalnie jest związany z tym terenem i nie chce się pogodzić, że jest tu już inny gospodarz.
Tak się zaczął mój koszmar
Wcześniej ten człowiek nie był agresywny wobec mnie. Wiem, że jego mama kiedyś stróżowała na tym terenie, który kupiłem. No ale to zamierzchłe czasy. Teraz ten człowiek jakby oszalał. Uwziął się na mnie, twierdzi, że cała wioska jest jego i że on jest tu panem, a ja mam się wyprowadzić
On mnie codziennie wyzywa i do mnie krzyczy, że mnie zabije, tylko gorszymi słowami – opowiada zaskoczony przedsiębiorca. Tak można? Pokazuje nagrania i filmy, na których słychać, jak ten człowiek do niego krzyczy: „wyper..., bo cię zaje...”. Wielokrotnie to powtarza. Wrażenie jest porażające i przerażające . Nie dziwne, że Krzysztof Kowalewski postanowił z tym walczyć.
Tak nie można – uważa.
To są chwile grozy
Po pierwszym zgłoszeniu na policję zniszczył mi ogrodzenie. Połamał ok. 200 metrów siatki. Potem zniszczył mi także ogrodzenie przy budynku, w którym mieszkam. Część zarejestrowały kamery monitoringu, mam filmy, jak chodzi po moim terenie i niszczy. Także jak chodzi po budynku dawnej szkoły i wyważa drzwi razem z futryną – przedsiębiorca mówi, że to jedyna sytuacja, która zakończyła się karą dla sąsiada: dostał 150 zł grzywny za zniszczenie cudzego mienia.
Potem jeszcze trzy razy zgłaszał ataki na siebie, słowne i fizyczne.
Raz na mnie leciał z taką wielką pałą nabitą gwoździami i groził mi śmiercią. To było w trakcie prac, gdy porządkowałem teren wokół szkoły, który on uważa za swój. Zdarzyło się to pod koniec kwietnia tego roku – opowiada. Ostatnio były kolejne groźby.
Że mi obetnie łeb. To było 17 czerwca. Też to zgłosiłem na policję – mówi. - Kilka dni temu krzyczał, że mnie powiesi i zastrzeli. Potem, że zaje... Poznaniaka. Uważam, że jeśli ten mężczyzna jest chory, to powinien się leczyć. Według mnie zagraża mi i mojej rodzinie. Mam żonę i dwoje dzieci – mówi przedsiębiorca. Twierdzi, że jego dramat pogłębia to, że nie ma żadnej ochrony ze strony policji.
Ona nic nie robi. Za każdym razem dostarczałem dowody, nagrania. Byłem przesłuchiwany i koniec, cisza. W końcu ta historia nie skończy się dobrze – obawia się najgorszego.
Co policja z tym robi?
Nie może być tak, że przez bezczynność policji szaleniec terroryzuje całą wieś. Wyzwiska i agresja z jego strony są na porządku dziennym, a policja, mimo że jest w pełni świadoma, nie robi z tym nic. Mieszkańcy myślą o złożeniu skargi do komendanta głównego policji i ministra sprawiedliwości – może to pomoże – zapewnia zdesperowany przedsiębiorca.
Zapytaliśmy Komendę Powiatową Policji w Polkowicach m.in. o liczbę zgłoszeń, etap prowadzonych postępowań oraz o to, jakie działania podjęto po zawiadomieniach przedsiębiorcy. Policja nie odpowiedziała na te pytania zasłaniając się ochroną danych osobowych, przepisami o dostępie do informacji publicznej oraz obowiązkiem zachowania poufności.
W przesłanym stanowisku ograniczyła się do ogólnego zapewnienia, że "reaguje na wszystkie zgłoszenia obywateli".
Policja reaguje na wszystkie zgłoszenia obywateli, a każda przekazana informacja jest analizowana i weryfikowana zgodnie z obowiązującymi przepisami oraz procedurami służbowymi – poinformowała oficer prasowy KPP Polkowice mł. asp. Magdalena Wiaderek. Zapewniła, że funkcjonariusze prowadzą powierzone sprawy i postępowania rzetelnie, obiektywnie oraz z należytą starannością. Każde zgłoszenie traktowane jest poważnie, a podejmowane czynności mają na celu wyjaśnienie wszystkich okoliczności sprawy.
Tę walkę prowadziła sama
To jest bardzo skomplikowana sytuacja. O gehennie, jaką przeszła, opowiedziała także matka mężczyzny, który prześladuje i grozi przedsiębiorcy. Twierdzi, że jej syn jest chory i czeka na leczenie. Wiele miesięcy trwała jej walka, aby umieszczono go w szpitalu. Te walkę prowadziła sama, bo w naszym kraju nikt nie pomaga takiej rodzinie.
To nie takie proste. Sprawa oparła się o sąd i o urząd marszalkowski we Wrocławiu
Uważa, że wreszcie się powiodło i wkrótce jej syn pójdzie na leczenie. A przedsiębiorca...
Ten pan niech nie przesadza. Mówiłam mu, już jest wszystko załatwione. Syn będzie się leczył. Załatwiłam to przez sąd, w maju dostałam wyrok o przymusowym leczeniu. Jest już miejsce w odpowiedniej placówce – powiedziała. Przed Sądem Rejonowym w Głogowie zapadł wyrok, a Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego kilka dni temu zlecił realizację transportu jej syna do szpitala. Tylko tyle, że... na razie nie ma karetki. Ale zapewniono ją, że znajdzie się wkrótce, może za kilka dni.
::addons{"type":"facebook-encouragement"}
Co sądzisz na ten temat?
Źródło: MyGlogow.pl