
Zakończył się zlecony przez radę nadzorczą audyt po rządach Marcina Borysa w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym w Legnicy, ale spółka dotąd nie zdecydowała się na ujawnienie jego wyników. Tymczasem TVP Wrocław wyemitowało materiał, w którym były prezes zapowiada złożenie do sądu pozwów o zerwanie kontraktu menadżerskiego oraz zesławienie. Na razie wytoczył spółce MPK Legnica tylko proces o niewypłaconą odprawę.
W poniedziałek 6 lipca wysłaliśmy do Urzędu Miasta w Legnicy i Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Legnicy pytania o wnioski z audytu. Grzegorz Koczubaj, rzecznik prasowy ratusza, odpowiedział, że badanie zleciła rada nadzorcza MPK, więc to spółka jest dysponentem informacji. Z MPK nie dostaliśmy dotąd żadnej odpowiedzi na nasz mejl.
Za to Marcin Borys mówi chętnie. Zapytany o swą sprawę przez Andrzeja Lamparta z TVP Wrocław zapowiada, że będzie walczył w sądzie o dobre imię i odszkodowanie za zerwany kontakt menadżerski. Uważa, że padł ofiarą spisku, którego celem było zniszczenie jego reputacji.
W kwietniu br., odwołując go z funkcji prezesa, wiceprezydent Jacek Baszczyk jako ówczesny przewodniczący rady nadzorczej MPK, informował w komunikacie o nieprawidłowościach w zarządzaniu spółką przez Marcina Borysa: zatrudnianiu pracowników bez konkursów i wydatkach nie mających związku z działalnością firmy (m.in. finansowaniu prywatnych wyjazdów, hoteli, masażu, przekazanie środków spółki na klinikę leczenia odwyków w formule darowizny, finansowanie podmiotów i wydarzeń niezwiązanych z zadaniami MPK). Akcentowano również wielokrotne nieobecności Marcina Borysa w pracy oraz jego naganne zachowanie wobec współpracowników.
"Opowiadanie o mnie, że cokolwiek zrobiłem w tej firmie źle, jest po prostu kłamstwem wyssanym z palca i będę dowodził tego na drodze sądowej" - mówi Marcin Borys w rozmowie z Andrzejem Lampartem.
Wcześniej przekonywał, że został odwołany z funkcji prezesa MPK Legnica nie ze względu na kwestie merytoryczne, ale z powodów politycznych. Marcin Borys jest członkiem Koalicji Obywatelskiej, podobnie jak prezydent Legnicy Maciej Kupaj, ale przed tegorocznymi wyborami przewodniczącego partii na Dolnym Śląsku obaj znaleźli się w różnych frakcjach. Borys postawił na Michała Jarosa, Kupaj - na Monikę Włodarczyk. Po wybuchu tzw. afery kłodzkiej Marcin Borys powielał narrację Prawa i Sprawiedliwości o pedofilach z Koalicji Obywatelskiej. Wcześniej z dwoma innymi radnymi sejmiku próbował rozwalić sojusz pomiędzy Koalicją Obywatelską, Polskim Stronnictwem Ludowym i Bezpartyjnymi Samorządowcami oraz doprowadzić do zmian personalnych w zarządzie województwa.
Źródło: tuLegnica.pl