RAK
    Morawiecki nabrał się na chiński Bolesławiec. Apeluje o wspieranie polskich firm. To akurat dobrze

    Morawiecki nabrał się na chiński Bolesławiec. Apeluje o wspieranie polskich firm. To akurat dobrze

    979 odsłon
    Morawiecki nabrał się na chiński Bolesławiec. Apeluje o wspieranie polskich firm. To akurat dobrze

    Mateusz Morawiecki z Prawa i Sprawiedliwości opublikował w mediach społecznościowych nagranie poświęcone ceramice z Bolesławca. Polityk pokazał jeden z ceramicznych produktów i zachęcił swoich odbiorców do wspierania polskich producentów. – Zobaczcie. Wiecie, co to jest? To polska ceramika z Bolesł

    Mateusz Morawiecki zaapelował o kupowanie polskiej ceramiki i wspieranie rodzimych producentów. Problem w tym, że w swoim nagraniu wykorzystał historię o „chińskim Bolesławcu”, której dotąd nie potwierdzono żadnymi wiarygodnymi dowodami. Sam apel byłego premiera pozostaje jednak jak najbardziej słuszny.

    Mateusz Morawiecki z Prawa i Sprawiedliwości opublikował w mediach społecznościowych nagranie poświęcone ceramice z Bolesławca. Polityk pokazał jeden z ceramicznych produktów i zachęcił swoich odbiorców do wspierania polskich producentów.

    – Zobaczcie. Wiecie, co to jest? To polska ceramika z Bolesławca. Rękodzieło, które od pokoleń jest symbolem jakości, tradycji i polskiej pracy. Trafia do Europy, do Ameryki, do Azji i zachwyca naprawdę cały świat – powiedział Mateusz Morawiecki.

    Następnie były premier stwierdził, że historia bolesławieckiej ceramiki przegrywa obecnie „z zalewem tanich podróbek z Chin”.

    – Dlatego apeluję: wspierajmy nasze firmy, wybierajmy polskich producentów. Każdy polski produkt to pieniądze, które zostają w kraju i wzmacniają naszą gospodarkę. Ja zaraz znów coś zamawiam i was też do tego zachęcam – mówił polityk.

    Na nagraniu pojawił się „chiński Bolesławiec”

    W filmie Morawieckiego pokazano także zrzut ekranu z artykułu zatytułowanego „Chiny ukradły Polsce Bolesławiec”. To nawiązanie do rozpowszechnianej od pewnego czasu historii, według której w Chinach miała powstać miejscowość nosząca nazwę Bolesławiec. Dzięki temu tamtejsi producenci mieliby rzekomo móc oznaczać swoje wyroby jako pochodzące z Bolesławca.

    Problem w tym, że nie przedstawiono wiarygodnych dokumentów, zdjęć, map ani innych materiałów potwierdzających istnienie takiej miejscowości. Sinolożka Weronika Truszczyńska zwróciła uwagę, że chińskie nazwy miejscowości zapisuje się chińskimi znakami, a po wyszukaniu chińskiej transkrypcji nazwy Bolesławiec tamtejsze mapy prowadzą wyłącznie do miasta w Polsce.

    Historia o stworzeniu w Chinach drugiego Bolesławca pozostaje więc niepotwierdzoną internetową opowieścią. Nie oznacza to, że problem kopiowania wzorów, podrabiania produktów czy naruszania praw polskich firm nie istnieje. Takie przypadki są realne, ale chińscy producenci nie muszą w tym celu zakładać miejscowości o nazwie Bolesławiec.

    Polityk powtórzył niesprawdzoną historię

    Wygląda na to, że Mateusz Morawiecki dał się przekonać popularnej medialnej opowieści i nie sprawdził jej przed opublikowaniem nagrania. W materiale nie podał źródła informacji ani dowodów na istnienie miejscowości określanej jako „chiński Bolesławiec”.

    Sam apel o wspieranie polskich producentów jest jednak słuszny. Ceramika z Bolesławca jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych produktów związanych z regionem, a kupowanie wyrobów powstających w miejscowych zakładach rzeczywiście wspiera polskie firmy, pracowników i lokalną gospodarkę.

    Warto więc kupować oryginalną ceramikę od producentów z Bolesławca i okolic. Nie trzeba jednak uzasadniać tego opowieścią o chińskim mieście, którego istnienia nikt dotychczas wiarygodnie nie udokumentował.

    Tak powstają medialne fejki

    Historia „chińskiego Bolesławca” pokazuje też szerszy problem współczesnych mediów. Jeden portal publikuje sensacyjną informację, kolejne redakcje ją powtarzają, a następnie na wcześniejsze publikacje zaczynają powoływać się politycy, komentatorzy i użytkownicy mediów społecznościowych. Liczba artykułów rośnie, ale wszystkie mogą opierać się na tej samej, nigdy niezweryfikowanej opowieści.

    W ten sposób powstaje wrażenie, że informacja została potwierdzona przez wiele niezależnych źródeł. W rzeczywistości kolejne serwisy często kopiują od siebie ten sam przekaz, nie sprawdzając dokumentów, map ani źródeł pierwotnych. Po kilku latach fałszywa lub co najmniej niepotwierdzona historia zaczyna funkcjonować jak powszechnie znany fakt. Przypadek „chińskiego Bolesławca” jest dobrym przykładem tego mechanizmu.


    Źródło: istotne.pl

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?