RAK
    Kulisy samorządu: Między autorytetem a autorytaryzmem

    Kulisy samorządu: Między autorytetem a autorytaryzmem

    3562 odsłon
    Kulisy samorządu: Między autorytetem a autorytaryzmem

    Raz na pięć lat (nie licząc rzadkich przypadków referendów) mieszkańcy miast i wsi w wyborach powierzają stery wójtom, burmistrzom, prezydentom i radnym wierząc, że dokonując wyboru uczestniczą w święcie demokracji. Najlepsze nawet zasady i przepisy nie pomogą, jeśli zamiast lidera otrzymają władcę,

    Raz na pięć lat (nie licząc rzadkich przypadków referendów) mieszkańcy miast i wsi w wyborach powierzają stery wójtom, burmistrzom, prezydentom i radnym wierząc, że dokonując wyboru uczestniczą w święcie demokracji. Najlepsze nawet zasady i przepisy nie pomogą, jeśli zamiast lidera otrzymają władcę, który zawiązuje polityczne sojusze, niepokornych karze, a u reszty umiejętnie egzekwuje za pomocą kija i marchewki posłuszeństwo.

    Zdjęcie ilustracyjne, pixabay.com

    Gdzie przebiega granica między autorytetem – którego oczekują wyborczy, a autorytaryzmem, który wypacza idę samorządności i demokracji? O tym właśnie traktuje najnowszy odcinek bloga „Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy”, autorstwa byłego urzędnika i samorządowca.

    Między autorytetem a autorytaryzmem

    W często mówimy o przywództwie, zarządzaniu zespołem, odpowiedzialności za wspólnotę. Rzadziej jednak zadajemy sobie pytanie, gdzie przebiega granica między autorytetem a autorytaryzmem.

    A przecież od odpowiedzi na to pytanie zależy nie tylko atmosfera pracy w urzędzie, ale także jakość decyzji podejmowanych w imieniu mieszkańców.

    Na pierwszy rzut oka różnica wydaje się oczywista. Autorytet budzi szacunek. Autorytaryzm wymusza posłuszeństwo.

    W praktyce jednak granica między nimi bywa zaskakująco cienka. Zwłaszcza wtedy, gdy władza zaczyna utożsamiać siebie z instytucją.

    Prawdziwy autorytet nie rodzi się z aktu wyboru, nominacji czy podpisanego zakresu obowiązków. Nie daje go pieczątka ani miejsce przy stole obrad. Powstaje każdego dnia – w sposobie prowadzenia rozmowy, podejmowania decyzji, przyjmowania krytyki i ponoszenia odpowiedzialności za własne błędy. Autorytet nie musi przypominać, że jest autorytetem. Widać go w tym, że ludzie chcą współpracować, a nie tylko wykonywać polecenia.

    Autorytaryzm działa zupełnie inaczej. Nie opiera się na zaufaniu, lecz na przekonaniu, że stanowisko samo w sobie daje rację. W takim modelu pytania bywają odbierane jako podważanie władzy, odmienne zdanie jako brak lojalności, a krytyka jako osobisty atak.

    To właśnie wtedy odpowiedzi zaczynają ustępować miejsca ocenie pytającego.

    Nie dyskutuje się z argumentami. Analizuje się intencje rozmówcy. Zamiast rzeczowej odpowiedzi pojawiają się sugestie, że ktoś „szuka problemów”, „nie rozumie sytuacji” albo „działa przeciwko urzędowi”.

    Paradoks polega na tym, że takie zachowania bardzo rzadko wynikają z siły. Znacznie częściej są przejawem niepewności.

    Osoba pewna swojej wiedzy nie boi się pytań. Wie, że dobra decyzja wytrzyma próbę dyskusji. Lider świadomy swojej roli rozumie, że krytyczne uwagi nie muszą być atakiem. Mogą być sygnałem ostrzegawczym przed błędem, którego sam jeszcze nie dostrzegł.

    Autorytaryzm nie lubi takich sytuacji.

    Potrzebuje przewidywalności, jednomyślności i ciszy. Im mniej pytań, tym wygodniej. Problem w tym, że cisza w organizacji bardzo rzadko oznacza zgodę. Częściej oznacza rezygnację. Pracownicy przestają zgłaszać problemy. Nie dlatego, że ich nie widzą, lecz dlatego, że uznają, iż mówienie o nich nie ma sensu albo może przynieść nieprzyjemne konsekwencje.

    To jeden z najbardziej niebezpiecznych momentów dla każdej instytucji publicznej.

    Urząd funkcjonuje dzięki wiedzy swoich pracowników. To oni najczęściej jako pierwsi dostrzegają nieścisłości w procedurach, ryzyko prawne czy organizacyjne niedociągnięcia. Jeżeli z obawy przed reakcją przełożonych przestają mówić o problemach, kierownictwo zaczyna podejmować decyzje w coraz większej informacyjnej próżni.

    Z czasem pojawia się jeszcze jedno zjawisko. Coraz większą wartość zaczyna mieć nie profesjonalizm, lecz lojalność rozumiana jako bezwarunkowe potwierdzanie słuszności decyzji przełożonych. To bardzo niebezpieczna zamiana.

    Administracja publiczna nie została zbudowana po to, by chronić komfort osób sprawujących władzę. Jej zadaniem jest rzetelne wykonywanie prawa i działanie na rzecz dobra wspólnego. Czasami oznacza to również obowiązek powiedzenia przełożonemu: „To rozwiązanie może być ryzykowne.” Taka postawa wymaga odwagi. Ale jeszcze większej odwagi wymaga umiejętność wysłuchania tych słów.

    Dlatego warto pamiętać, że autorytet nie boi się ludzi mądrzejszych od siebie. Przeciwnie – świadomie buduje zespół złożony z kompetentnych osób i pozwala im mówić otwarcie. Autorytaryzm natomiast często otacza się tymi, którzy przede wszystkim potwierdzają jego przekonania.

    Różnicę między tymi postawami najlepiej widać nie podczas sukcesów, lecz w chwilach kryzysu. Autorytet potrafi powiedzieć: „Pomyliłem się. Poszukajmy lepszego rozwiązania.” Autorytaryzm będzie raczej szukał winnych niż przyczyn.

    A przecież samorząd nie jest prywatnym folwarkiem żadnej osoby. Jest wspólnotą mieszkańców, którzy powierzają władzę na określony czas z nadzieją, że będzie ona wykonywana odpowiedzialnie, transparentnie i z poszanowaniem prawa oraz ludzi.

    Być może właśnie dlatego najważniejszym testem każdego lidera nie jest to, ilu ma zwolenników ani jak często słyszy słowa uznania.

    Najważniejszym testem jest odpowiedź na proste pytanie:

    Czy ludzie mają odwagę powiedzieć mu, że się myli?

    Jeżeli odpowiedź brzmi „tak”, istnieje szansa, że mamy do czynienia z autorytetem.

    Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, warto zastanowić się, czy granica między autorytetem a autorytaryzmem nie została już przekroczona.

    /Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy/


    Źródło: Swidnica24.pl

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era