
Wiadomości
Tomasz Smok Jurak
Dzisiaj, 18:11
Choć Szymon Surmacz, Przewodniczący Zarządu Związku Gmin Kwisa, prowadzący schronisko w Przylasku, bije się w piersi i przyznaje do błędu, obrońcy praw zwierząt nie zostawiają na nim suchej nitki, a w kuluarach mówi się o bezdusznej „karze” za internetową krytykę placówki.
Nagłe L4 czy zemsta za Facebooka?
Wszystko zaczęło się od zarządzenia nr 4/2026, którym Szymon Surmacz z dniem 8 lipca 2026 roku całkowicie zakazał osobom postronnym wstępu do Schroniska dla Małych Zwierząt w Przylasku. Oficjalny komunikat brzmiał racjonalnie: nagłe braki kadrowe. Gdy dwoje z sześciu pracowników przedłożyło zwolnienia lekarskie, kierownictwo uznało, że pomocnym rozwiązaniem będzie zawieszenie psich spacerów z wolontariuszami. Samoistnie nasuwa się pytanie, gdzie logika? Skoro pracownicy są na zwolnieniach, to wolontariusz, który wyprowadzi psa na spacer wydaje się lekarstwem na braki kadrowe, a nie obciążeniem. Sam pomysł na pozbawienie psów spacerów jest tak absurdalny, że aż ciężko w to uwierzyć.
Skomlenie zza zamkniętej bramy, to prawdziwy koszt urzędniczej decyzji
Burza wokół schroniska narasta od paru miesięcy i wygląda na to, że radykalny krok wisiał w powietrzu od dawna. Szymon Surmacz wprost przyznał, że rozważał zamknięcie placówki ze względu na narastający konflikt z osobami zaangażowanymi w pomoc, zarzucając im, że bardziej zależy im na „zasięgach i lajkach na Facebooku” niż na realnym dobru czworonogów. Obrońcy zwierząt zareagowali furią, proponując politykowi, aby w ramach solidarności sam zamknął się na miesiąc w klatce.
Kapitulacja i krok w tył
Presja społeczna okazała się zbyt silna, a wizerunkowy pożar zmusił do uderzenia się w pierś.
J uż się z tego wycofujemy. Rzeczywiście ta decyzja była pochopna, nieprzemyślana, bo można to było rozwiązać w ten sposób, żeby uzupełnić kadrę pracownikami na umowę zlecenie. Taką właśnie dzisiaj decyzję podjęliśmy i od poniedziałku ci pracownicy mają być - odpowiedział nam dzisiaj Szymon Surmacz. Schronisko ma zostać ponownie otwarte dla wyprowadzających dzięki awaryjnemu zatrudnieniu dwóch dodatkowych osób na umowy zlecenia. Jednak już dziś po południu w mediach społecznościowych schroniska ukazał się plakat zapraszający w sobotę, 11 lipca między 13 a 17 na spacery z psami.
Co do kryzysu wizerunkowego, to Przewodniczący Związku bierze pod uwagę zatrudnienie specjalisty od PR-u i social mediów.
Pytam, jak sobie w Polsce dają radę i ja już niestety widzę, co źle robię. Dwie osoby z dwóch różnych schronisk, z którymi rozmawiałem zatrudniają ludzi do PR-u po prostu. Tylko i aż tyle. Normalnie mają człowieka, który obsługują im Facebooka. Co dzień kręcą roleczki, filmy, lajki się sypią, ludzie uwielbiają i tak dalej. A my to robimy sami, po godzinach, pomiędzy sprzątaniem kupek a wydawaniem psów do adopcji, to jest mój błąd. Będą zatrudnieni ludzie do PR-u. Chyba nie mam wyjścia. - argumentował Szyman Surmacz. Wolontariat pod specjalnym nadzorem
Sprawa ma jednak drugi wymiar, bo trzeba oddzielić wyprowadzanie psów od sformalizowanego wolontariatu, który ma ruszyć dopiero we wrześniu. Do naboru zgłosiło się 14 osób, jednak ich wejście do schroniska budzi obawy urzędników i demonizuje rzekomy konflikt miedzy pracownikami a wolontariuszami.
Ja się nie zamykam na wolontariat. Ja cały czas powtarzam, że od września ruszamy pełną parą z tym wolontariatem. Tylko, to nie jest tak, że ja wpuszczę zielonych ludzi do klatek. Tam są przepisy BHP, tam są sytuacje, w których te zwierzaki trzeba poznać i trzeba je poznać budując dobre relacje z pracownikami. I tego nikt nie chce słuchać. Nie da się wpuścić wolontariuszy z ulicy pomiędzy pracowników, których ci wolontariusze rzekomo nienawidzą, bo tak to w tej chwili wygląda - żeby zwierzęta tego nie wyczuły i żeby to się nie skończyło katastrofą – tłumaczy Szymon Surmacz. Ostateczna reakcja Wójt i Burmistrz
Zarządzenie Szymona Surmacza o zamknięciu schroniska na wolontariat wywołały natychmiastową reakcję członkiń zarządu. Jeszcze wczoraj w akcie protestu przeciwko autorytarnym i pozbawionym podstaw prawnych decyzjom, z funkcji członkiń Zarządu Związku Gmin Kwisa zrezygnowały Wójt Gminy Lubań Aleksandra Chomicz oraz Burmistrz Nowogrodźca Joanna Świder. Obie liderki podkreśliły, że o zamknięciu schroniska dowiedziały się z mediów.
Sytuacja jest o tyle kontrowersyjna, że decyzja o odcięciu schroniska od wolontariatu została podjęta przez przewodniczącego całkowicie jednoosobowo. Szybko wyszło na jaw, że ten ruch stoi w jawnej sprzeczności z zapisami zawartymi w statucie Związku, które wymagają w tego typu kwestiach kolegialnego działania całego zarządu.
Zaledwie dwa dni wcześniej oficjalnie wnioskowałam o zwiększenie liczby dni i godzin spacerów z psami. Zamiast tego schronisko zostało całkowicie zamknięte - argumentuje Joanna Świder, wskazując na całkowity brak woli współpracy. Z kolei Aleksandra Chomicz publicznie opowiedziała się za pełnym dostępem do spacerów przez 7 dni w tygodniu. Surmacz nie pozostaje dłużny i nazywa te ruchy „ucieczką ze statku” i budowaniem wizerunku „zbawczyń” w mediach społecznościowych. Twierdzi, że obie panie rzadko pojawiały się na spotkaniach zarządu i zamiast rezygnować, mogły go po prostu przegłosować stosunkiem 2:1. Co oczywiste, z tym zdaniem nie zgadzają się obie Panie.
Obecnie szef związku zaczyna wycofywać się z błędnych postanowień, jednak pojawia się zasadnicze pytanie, co faktycznie wpłynęło na tę nagłą zmianę frontu? Mieszkańcy i obserwatorzy konfliktu zastanawiają się, czy powodem zwrotu akcji była refleksja nad dobrostanem zwierząt, złamaniem procedur statutowych i przekroczeniem uprawnień, czy raczej bezkompromisowa postawa wolontariuszy i ultimatum nałożone na zarządcę obiektu przez Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt.
Ultimatum DIOZ
Organizacja wprost nazywa go chamem i oskarża o systemowe znęcanie się nad zwierzętami oraz stosowanie działań odwetowych wobec wolontariuszy, którzy zgłaszali nieprawidłowości w placówce. Społecznicy przypominają, że rolą urzędnika jest służba obywatelom, a decyzja o zamknięciu schroniska przed odwiedzającymi i zakazaniu wyprowadzania psów na spacery przez cały miesiąc w letnich upałach to okrucieństwo. W opublikowanym materiale wideo Inspektorat postawił zarządcy twardy warunek.
Dajemy ci czas do najbliższego poniedziałku na wycofanie się z tej decyzji, albo rozpocznie się piekło - zapowiedział na nagraniu Konrad Kuźmiński, przedstawiciel organizacji, sugerując jednocześnie, by przewodniczący sam zamknął się w klatce i sprawdził, jak to jest siedzieć w niej bez możliwości wyjścia. PRZECZYTAJ WIĘCEJ
Napisz komentarz
Źródło: eLuban.pl