
To jeden z najbardziej zuchwałych przejawów piractwa gospodarczego XXI wieku. Ikona polskiego rzemiosła, duma Dolnego Śląska i rozpoznawalny na całym świecie produkt premium – Ceramika Bolesławiec – padła ofiarą masowego, bezwzględnego kopiowania przez chińskie fabryki. Skala procederu poraża: azjat
To jeden z najbardziej zuchwałych przejawów piractwa gospodarczego XXI wieku. Ikona polskiego rzemiosła, duma Dolnego Śląska i rozpoznawalny na całym świecie produkt premium – Ceramika Bolesławiec – padła ofiarą masowego, bezwzględnego kopiowania przez chińskie fabryki. Skala procederu poraża: azjatyccy producenci nie tylko masowo podrabiają unikalne stempelkowe wzory, ale – według doniesień rynkowych – posunęli się do geopolitycznego fortelu, zmieniając nazwy własnych miejscowości, by legalnie sygnować tandetę napisem „Made in Bolesławiec”. Czas przerwać milczenie i postawić twarde pytania: jak długo będziemy tolerować gospodarczą agresję Pekinu i co wydarzyło się, gdyby role się odwróciły?
Tradycja wytwarzania ceramiki w okolicach Bolesławca sięga kilkuset lat. Charakterystyczne, nanoszone ręcznie za pomocą stempelków motywy pawich oczek, kresek i kropel to zastrzeżone wzory, chronione międzynarodowym prawem własności przemysłowej oraz prestiżowym statusem oznaczenia geograficznego. Dla chińskich machiny podróbek prawo to jednak tylko elastyczna wskazówka.
Na globalnych platformach sprzedażowych oraz na bazarach w całej Europie masowo pojawiają się naczynia, które na pierwszy rzut oka przypominają dolnośląskie arcydzieła. Diabeł tkwi jednak w szczegółach i… bezczelności. Aby obejść restrykcyjne unijne przepisy dotyczące fałszowania pochodzenia towarów, chińscy przedsiębiorcy mieli zastosować sprawdzony już wcześniej trik: nazwać jedną z tamtejszych wiosek lub dzielnic przemysłowych „Bolesławcem”. Dzięki temu z taśm produkcyjnych zlokalizowanych tysiące kilometrów od Polski legalnie schodzą produkty z oznaczeniem miejsca pochodzenia, które wprowadza w błąd konsumentów na całym świecie.
Różnica między oryginalną Ceramiką Bolesławiec a jej chińską kopią to przepaść technologiczna, kulturowa i zdrowotna:
Pekin od lat stosuje politykę podwójnych standardów – bezlitośnie ściga naruszenia własności intelektualnej na swoim terytorium, jednocześnie przymykając oko na okradanie zachodnich marek. A co stałoby się, gdyby polscy przedsiębiorcy wykazali się podobną bezczelnością?
Wyobraźmy sobie, że w halach pod Warszawą lub we Wrocławiu zaczynamy masowo produkować smartfony pod markami Huawei lub Xiaomi. Wyobraźmy sobie, że rejestrujemy markę BYD (gigant samochodów elektrycznych, na punkcie którego Chiny mają absolutnego bzika) i wypuszczamy na rynek własne, budżetowe auta elektryczne, a na pretensje Pekinu odpowiadamy: „Ależ skąd, zmieniliśmy nazwę podlaskiej wsi na Shenzhen i tam je składamy, wszystko jest legalne!”.
Chińska odpowiedź byłaby natychmiastowa i miażdżąca:
Dlaczego więc w przypadku naszej narodowej dumy, jaką jest Ceramika Bolesławiec, reakcja ma być łagodna? Nie ma zgody na to, by chiński kapitał bezkarnie niszczył markę budowaną przez pokolenia polskich rzemieślników.
Kopiowanie Ceramiki Bolesławiec to nie jest zwykła rynkowa rywalizacja. To ordynarna kradzież tożsamości kulturowej i niszczenie polskiego dziedzictwa. Chińskie fabryki nie mają kosztów związanych z utrzymaniem rzemieślników, nie płacą europejskich podatków, nie spełniają wyśrubowanych norm środowiskowych i zdrowotnych UE. Ich jedynym celem jest zalanie rynku tanią imitacją, która wykończy finansowo legalnych, polskich producentów.
Jako redakcja mówimy wprost: kupowanie tych podróbek to współudział w niszczeniu polskiego przemysłu. Instytucje państwowe oraz unijne organy celne muszą natychmiast wypracować mechanizmy bezwzględnego blokowania i niszczenia na granicy transportów z fałszywym „Bolesławcem”. Jeśli nie obronimy naszych własnych marek przed azjatyckim piractwem, niedługo obudzimy się w świecie, gdzie autentyczność będzie jedynie ekskluzywnym wspomnieniem, a nasze domy zapełnią toksyczne chińskie jednorazówki. Prawdziwy Bolesławiec jest tylko jeden – ten z Dolnego Śląska.
Foto:Ilustracyjne
Od Redakcji jelonka24.pl:
Jako redakcja z Dolnego Śląska czujemy szczególny obowiązek obrony tradycji i marek, które stanowią o sile oraz tożsamości naszego regionu. Ceramika Bolesławiec to nie tylko biznes – to wielopokoleniowe dziedzictwo, pasja rzemieślników i wizytówka Polski na całym świecie. Nie ma naszej zgody na niszczenie tej marki przez zalew tanich, azjatyckich podróbek.
A Państwa zdaniem? Czy zdarzyło Wam się natknąć na podejrzanie tanią „ceramikę bolesławiecką” na targowiskach lub w sieci? Jak Waszym zdaniem powinniśmy bronić naszych rodzimych produktów przed nieuczciwą konkurencją z Azji? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach!
Źródło: Jelonka24 (jelonka24.pl)