
Audio Czytaj na głos Przejeżdżający kierowcy nie reagują. Auto się pali Na nagraniu z monitoringu GDDKiA (droga S7) widać dramatyczną scenę: na poboczu ruchliwej drogi stoi płonący samochód osobowy, z maski i przedniej części nadwozia buchają płomienie. Obok stoi mężczyzna, który rozpaczliwie pró
Przejeżdżający kierowcy nie reagują. Auto się pali
Na nagraniu z monitoringu GDDKiA (droga S7) widać dramatyczną scenę: na poboczu ruchliwej drogi stoi płonący samochód osobowy, z maski i przedniej części nadwozia buchają płomienie. Obok stoi mężczyzna, który rozpaczliwie próbuje zatrzymać przejeżdżające pojazdy, machając rękami w stronę jadących samochodów.
Mimo to kolejne auta – w tym pojazd z przyczepą kempingową oraz czarny van – przejeżdżają obok płonącego wraku, niewiele zwalniając i nie reagując na sygnały mężczyzny. Dopiero po kilku minutach zatrzymał się jeden z kierowców.
Ten obraz – człowiek machający rękami przy płonącym aucie, a obok niego sznur samochodów, które po prostu jadą dalej – wywołuje niepokojące pytania o to, jak reagujemy na cudzą tragedię. Psychologowie od lat opisują zjawisko tzw. rozproszenia odpowiedzialności: im więcej świadków zdarzenia, tym mniejsze poczucie, że to właśnie ja powinienem zareagować.
- Każdy kierowca zakłada, że "ktoś inny na pewno się zatrzyma" albo że "ktoś już wezwał straż pożarną" - wyjaśniają.
Do tego dochodzi codzienny pośpiech, lęk przed zaangażowaniem się w nieznaną sytuację, a czasem zwykła obawa o własne bezpieczeństwo – przecież przy płonącym aucie może dojść do wybuchu. Wszystko to sprawia, że coraz częściej jesteśmy świadkami sytuacji, w których ludzka reakcja ogranicza się do nagrania filmiku telefonem, a nie realnej pomocy.
Film: GDDKiA
Warto przypomnieć, że w Polsce nieudzielenie pomocy osobie znajdującej się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia lub zdrowia jest przestępstwem.
Kodeks karny przewiduje za to odpowiedzialność, jeśli można było pomóc bez narażania siebie lub innych na poważne niebezpieczeństwo. W przypadku płonącego pojazdu wystarczające jest często samo wezwanie straży pożarnej – to już wypełnia obowiązek reakcji, nawet jeśli ktoś nie czuje się na siłach, by podejść bliżej ognia.
- Nie wiadomo jednak ilu przejeżdżających kierowców wezwało straż pożarną - słyszymy.
Historia z nagrania to przestrzega przed obojętnością, jaka niestety towarzyszy nam coraz częściej na polskich drogach. Wystarczy zwolnić, zadzwonić pod numer 112 i upewnić się, że ktoś już zareagował. To niewiele, a może uratować czyjeś zdrowie lub życie - nigdy nie znamy szczegółów danego zdarzenia.
Źródło: Świdniczka.com