
» Aktualności » Kościół » Parafia w Witoszowie Dolnym zaprosiła do Polski grupę dzieci z Palestyny Fot. Media Watykańskie Najpiękniejszy moment? Chyba wtedy, gdy wsiedliśmy do autobusu w Ammanie. Dzieci zaczęły się uśmiechać. Wiedziały, że najtrudniejsze już za nami – mówi s. Szczepana Hrehorowicz
Fot. Media Watykańskie
Najpiękniejszy moment? Chyba wtedy, gdy wsiedliśmy do autobusu w Ammanie. Dzieci zaczęły się uśmiechać. Wiedziały, że najtrudniejsze już za nami – mówi s. Szczepana Hrehorowicz, dyrektorka Domu Pokoju w Betlejem. Kilka godzin wcześniej stali na przejściu granicznym między Palestyną a Izraelem. Zmęczeni, wielokrotnie kontrolowani, niepewni, czy uda się zdążyć na samolot. Kilka dni później biegali już po plaży nad Bałtykiem, i śmiali się jak dzieci, które choć na chwilę mogły zapomnieć o wojnie.
To już czwarty raz, gdy parafia pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Witoszowie Dolnym (Diecezja Świdnicka) zaprosiła do Polski dzieci z Domu Pokoju prowadzonego przez siostry elżbietanki w Betlejem. Dla ks. Jarosława Lipniaka nie są to zwykłe wakacje.
„Dzieci potrzebują chwili wytchnienia. Potrzebują radości, poczucia bezpieczeństwa i ludzi, którzy pokażą im, że świat nie kończy się na wojnie” – mówi proboszcz.
Najpierw była droga
Dla większości uczestników był to pierwszy wyjazd poza Palestynę. Sama podróż była prawdziwym wyzwaniem. Z powodu wojny niemożliwy był wylot z Tel Awiwu. Trzeba było pokonać most graniczny prowadzący do Jordanii. Wyjazd rozpoczął się jeszcze przed świtem. Długie kolejki, zmiany autobusów, kolejne kontrole, godziny oczekiwania i ciągła niepewność czy granica nie zostanie zamknięta.
„Nigdy nie wiemy, na jakie tłumy trafimy. Jeżeli most zostanie zamknięty, przepadają bilety lotnicze. Dlatego zawsze wyjeżdżamy wcześniej i czekamy” – opowiada Vatican News s. Szczepana.
Dopiero w Ammanie można było odetchnąć. Stamtąd dzieci poleciały do Berlina, gdzie czekał już ks. Lipniak.
Smak zwyczajnego życia
Program był bogaty. Kołobrzeg, Gdańsk, Warszawa, Jasna Góra, Podhale, Kraków, Wrocław, Wałbrzych, Kotlina Kłodzka. Ale gdy pyta się opiekunów, co najbardziej zapamiętały dzieci, odpowiedź zaskakuje. Nie chodzi o zabytki. Nie o piękne widoki. Nie o restauracje. Największą radość sprawiały rzeczy, które dla większości polskich dzieci są zwyczajne. Spacer bez lęku. Jazda na rowerze. Lody. Rejs statkiem. Możliwość wejścia do zimnego Bałtyku.
„W Palestynie woda jest czymś bardzo cennym. Dzieci nie mogły uwierzyć, że morza jest tak dużo. Mogły bawić się na plaży, śmiać się i po prostu cieszyć chwilą” – opowiada s. Szczepana.
Jeszcze większym odkryciem była dla nich wolność. Mogły spacerować ulicami, chodzić po lesie, zdobywać góry i nie myśleć o punktach kontrolnych ani o tym, czy za chwilę usłyszą syreny alarmowe.

Pokój buduje się razem
Za tymi szesnastoma dniami stoi ogromna praca wielu ludzi. Ks. Jarosław Lipniak podkreśla, że bez wsparcia wrocławskiej prowincji Zakonu Rycerskiego Świętego Grobu w Jerozolimie tegoroczny wyjazd nie doszedłby do skutku. Bożogrobcy nie tylko sfinansowali pobyt dziesięciorga dzieci, ale pomogli także pokryć znacznie wyższe koszty podróży, kiedy konieczna była zmiana lotów.
Świadectwem jedności chrześcijan stała się również parafia Ewangelicko-Augsburska w Świdnicy, skupiona wokół Kościoła Pokoju, która ufundowała pobyt jednego dziecka. „To przepiękny przejaw ekumenicznej współpracy – mówi Vatican News ks. Lipniak. – Wobec cierpienia dzieci nie pytamy, kto jest katolikiem, kto luteraninem. Po prostu chcemy pomagać”.
W organizację włączyli się także wierni z Dolnego Śląska, liczni darczyńcy, siostry zakonne, rodziny i wspólnoty, które otwierały swoje domy na kolejnych etapach podróży.


Dom Pokoju
Kiedy mówi się o tym wyjeździe, s. Szczepana zawsze wraca myślami do Betlejem. To tam czekają dzieci, których codzienność naznaczona jest lękiem i niepewnością. Dom Pokoju prowadzony przez siostry elżbietanki nie jest jedynie miejscem opieki. Jest przestrzenią, w której najmłodsi uczą się na nowo ufać, śmiać i wierzyć, że przyszłość może wyglądać inaczej.
Ks. Jarosław Lipniak nie ma wątpliwości, że bez s. Szczepany i jej współsióstr żadna z czterech wizyt nie doszłaby do skutku. „Ich codzienna posługa pokazuje, że miłość jest silniejsza od wojny i wszystkich podziałów. A my przez te szesnaście dni mogliśmy choć trochę stać się częścią tej misji” – mówi Vatican News.
Bo właśnie o to chodziło w tej podróży. Nie o zwiedzenie Polski. Nie o wakacje. Ale o to, by trzydzieścioro dzieci z Betlejem mogło choć przez szesnaście dni przypomnieć sobie, jak wygląda dzieciństwo.
Źródło: Vaticannews, Ks. Łukasz Bankowski – Watykan