
Kiedy od dawna piszę i mówię, że funkcjonowanie spółek prawa handlowego wykorzystujących majątek publiczny prowadzi do tworzenia synekur i ograniczenia przejrzystości finansów publicznych, nazywa się mnie „komuchem” i „zomowcem”. Wszystko po to, aby odwrócić uwagę od istoty problemu. Na marginesie
Bardzo podobają mi się awantury o sprawy, o których niemal wszyscy od dawna wiedzieli, na które się godzili i o których dyskutowali jedynie półgębkiem, aby nikogo nie urazić i zachować status quo. Jak wiele trzeba zrobić, aby do społeczeństwa i władzy dotarło wreszcie to, co jest szkodliwe? Trudno bowiem uznać za dobre rozwiązania uderzające w samą ideę samorządności, przejrzystość finansów publicznych oraz jawność umów zawieranych w sferze publicznej.
Kiedy od dawna piszę i mówię, że funkcjonowanie spółek prawa handlowego wykorzystujących majątek publiczny prowadzi do tworzenia synekur i ograniczenia przejrzystości finansów publicznych, nazywa się mnie „komuchem” i „zomowcem”. Wszystko po to, aby odwrócić uwagę od istoty problemu.
Na marginesie dodam, że chciałbym, aby współczesnych policjantów uczono zawodu równie rzetelnie, jak kiedyś milicjantów. Politycy zrobili wiele, aby ograniczyć możliwości prowadzenia dochodzeń w sprawach przestępczości gospodarczej, a jednocześnie uzależnić policję od samorządów.
Nie formułuję tego zarzutu bez powodu. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem kupowania lub finansowania przez samorządy jakiegokolwiek wyposażenia dla policji. Policja jest państwowa i wyłącznie państwo powinno zapewniać jej odpowiednie finansowanie. Jej działania nie mogą być skrępowane poczuciem „wdzięczności” wobec lokalnych darczyńców. Policja powinna móc bez przeszkód ścigać wszystkich, którzy naruszają porządek prawny.
Sam byłem policjantem zajmującym się przestępczością gospodarczą i wiem, jak skomplikowana jest to dziedzina. Wszelkie ingerencje w rodzaju: „No wiesz, może jednak…” prowadzą właśnie do sytuacji, z którą mamy dziś do czynienia.
W aferach związanych ze spółkami nie ma niewinnych. Żadna ze stron politycznych nie pozostaje bez winy. Sferę finansów publicznych deformowano powoli i metodycznie, o czym już wielokrotnie pisałem.
Co właściwie oznacza określenie „zadłużony szpital”? Jakim cudem można zadłużyć placówkę podstawowej opieki zdrowotnej? Jakich argumentów użyto, aby doprowadzić do utworzenia Narodowego Funduszu Zdrowia?
NFZ przypomina smoka o tysiącu głów, pochłaniającego ogromne środki i pozbawionego odpowiedniej kontroli. Aby łatwiej było mu trawić pieniądze publiczne, podaje mu się „Alugastrin” w postaci spółek prawa handlowego. Przy takiej kuracji można przełknąć niemal każde publiczne pieniądze.
Jeżeli ktoś w ciągu jednej godziny zarabia więcej, niż emerytka otrzymuje przez cały rok, to niech spróbuje mi udowodnić, że „komuch” nie ma racji, krytykując funkcjonowanie spółek prawa handlowego w publicznej ochronie zdrowia lub w samorządach.
Czy to, co ujrzało światło dzienne, wciąż jest zbyt mało znaczące dla polskiego parlamentu? Najwyraźniej tak. Wszystkie strony sceny politycznej przerzucają się tym „gorącym kartoflem”, zamiast wspólnie przyznać, że przez lata dopuszczano do nadużyć, gospodarczej destrukcji i dzielenia społeczeństwa w celu osiągania korzyści majątkowych.
Jak można wymagać uczciwości od twórców prawa, skoro oni sami co chwila stają się bohaterami kolejnych afer finansowych, bez względu na barwy polityczne?
Nie lubię odwoływać się do opowieści religijnych, ale jedna z nich pasowałaby do tej sytuacji: konklawe. Należałoby otoczyć parlament, dostarczać posłom jedynie pieczywo i wodę oraz odciąć ich od wygód i przywilejów aż do czasu dostosowania prawa do standardów demokratycznego państwa.
Być może się zagalopowałem, ale czy nasi wybrańcy nie przekroczyli już wszelkich granic w lekceważeniu społeczeństwa?
Puk, puk, państwo posłowie! Bojówki faszystowskie są już na ulicach państwa polskiego. Co szykujecie narodowi polskiemu, aby uniknąć odpowiedzialności za działania wymierzone w Polaków?
Z mównicy sejmowej informujecie potencjalnych przeciwników o brakach naszej obronności. Mówicie, ile mamy karabinów i – mówiąc obrazowo – włóczni. Czy naprawdę robicie to wszystko z czystego patriotyzmu?
Także teraz nie widać rzeczywistej woli naprawy finansów publicznych. Sprawa spółek stała się kolejną „maczugą”, którą politycy okładają się nawzajem. Chodzi przede wszystkim o utrzymywanie podziałów społecznych, a nie o naprawienie sytuacji.
Co musi się stać z Polską, aby Polacy zrozumieli, że są wykorzystywani? Co musi się wydarzyć, aby politycy się opamiętali?
Pamiętajcie, że wojny domowe nigdy naprawdę się nie kończą, a zadane przez nie rany nigdy w pełni się nie goją.
Źródło: istotne.pl