Pies został uratowany ze skrajnych warunków i przywrócony do zdrowia po tym, jak odebrano go od właściciela. Pomimo oskarżeń o znęcanie się nad zwierzęciem, gmina nakazała, aby pies wrócił do swojego pierwotnego właściciela. Decyzja ta wywołała kontrowersje.
Pies odebrany z dramatycznych warunków w Michałowie pod Środą Śląską ma wrócić do właściciela, który odpowie przed sądem za znęcanie się nad zwierzęciem. Fundacja Bezbronne Sierściuchy nie kryje oburzenia i zapowiada walkę o to, by czworonóg nie wrócił do miejsca, gdzie – jak podkreśla – przeżył prawdziwe piekło.
Przez lata mieszkał na przydomowym śmietnisku, wśród potłuczonego szkła, błota, brodząc we własnych odchodach. Nie miał się gdzie schronić przed deszczem, zimnem czy upałem. Bez stałego dostępu do wody, a do jedzenia miał marne resztki. Tak wyglądała codzienność małego psa w Michałowie pod Środą Śląską. Jego opiekun Dominik K. nie interesował się jego losem. W końcu pies został zabrany przez fundację Bezdomne Sierściuchy, w obecności policji. Sytuacja była tak zła, że sprawą zajęła się prokuratura.
I mimo że do sądu w Środzie Śląskiej trafił akt oskarżenia przeciwko właścicielowi pieska, władze gminy nakazały fundacji zwrot psa oskarżonemu mężczyźnie, który zgotował mu piekło. - Dla nas jest to niezrozumiała sytuacja. Władze gminy nakazały oddać Furbiego, jego oprawcy - mówi Ewa Lorenc z fundacji Bezbronne Śierściuchy:
"Naprawdę, tam było bardzo źle"
Zwierzak powoli staje na łapy. Przed nim jednak dalsze diagnozowanie i leczenie. Niewykluczone, że może stracić wzrok. - Będziemy o niego walczyć, żeby nie wrócił do tych koszmarnych warunków - mówi Ewa Lorenc z fundacji:
Poprosiliśmy władze Miasta i Gminy Środa Śląska o przedstawienie powodów nakazu zwrotu psa, mężczyźnie którego czeka proces o znęcanie się nad nim. Burmistrz przekazała nam jednak, że do momentu zakończenia sprawy – nie ustosunkuje się. Jak dodała Ewa Lorenc z fundacji to nie jedyna kontrowersyjna decyzja władz gminy. Wcześniej nakazały fundacji zwrot właścicielowi innego czworonoga odebranego interwencyjnie, mimo że sam właściciel wcale się o niego nie upominał.