
Droga Dąbrowa-Oleśnica, rok ok. 1952. Zdjęcie pochodzi z archiwum Henryka Tuły
Kiedy w 1945 roku opadał wojenny pył, niemieckie Dammer przestało istnieć. Na jego gruzach – a raczej w pozostawionych przez dawnych mieszkańców domach – zaczęła rodzić się nowa, polska Dąbrowa.
Zjeżdżali tu z różnych stron: z utraconych Kresów Wschodnich, z kieleckiego, poznańskiego czy z Rzeszowszczyzny. Wielu z nich przybyło z terenów, które po wojnie zagarnął Związek Radziecki – w szczególności ze słynnej już lwowskiej Siemianówki. Z tego właśnie rejonu w Dąbrowie osiedliły się rodziny m.in.: Bezrąków, Dereniowskich, Dzikich, Gierusów, Hejników, Jednorogów, Kucharskich, Lisików, Pukasów, Ropuszyńskich, Szachnowskich, Szelwachów, Witkowskich i Wojciechowskich.

Rozalia i Roman Hofses podczas prac polowych, lata 60., Dąbrowa
Bardzo dużą grupę stanowili również przybysze z województwa kieleckiego (rodziny Bartosikków, Bożków, Długoszów, Dudków, Hofsesów, Modelskich, Stępniów, Ziębów), częstochowskiego (Łacnych, Majchrzaków, Grzesińskich, Przychodzień) oraz z terenów dzisiejszej Białorusi (Białowąs, Zajelskich, Zielińskich). Społeczność uzupełniali dawni pracownicy przymusowi z okolicznych majątków – tacy jak Piotr Majchrzak, Jan Łacny, Czesław Walczak czy Bronisław Kupiński – a także zdemobilizowani żołnierze II Armii Wojska Polskiego, w tym Franciszek Lisik, Szczepan Tuła, Jan Ropuszyński i Władysław Szachnowski. Nie zabrakło tu też szabrowników, którzy gromadzili poniemiecki majątek, jak na przykład pewien osadnik zbierający kolekcję starych zegarów.

Rok 1953, ślub Władysława Zięby, jednego z mieszkańców wsi
Przywozili ze sobą wojenny bagaż doświadczeń i własną kulturę, ale nierzadko musieli mierzyć się z dramatycznymi warunkami bytowymi. Mieszkanie pod jednym dachem z obcymi ludźmi często powodowało konflikty. Przykładem tych trudności są losy Szczepana Szachnowskiego. Po przymusowym opuszczeniu wyremontowanego gospodarstwa w Kresach, otrzymał on w Dąbrowie połowę zrujnowanego domu bez okien i drzwi. Kosztem ogromnego wysiłku dokonał jego kapitalnego remontu, a gdy pojawiły się spory o nieruchomość, walczył o sprawiedliwość, pisząc zażalenia, które oparły się aż o Radę Państwa.

Rok 1952 – stacja w Dąbrowie, na której pan Stanisław Choroszy zajmował kierownicze stanowisko
Stabilizację we wsi starał się zaprowadzić pierwszy sołtys, Jan Grzesiński. Jego doskonała znajomość języka niemieckiego znacznie ułatwiała załatwianie wielu lokalnych spraw oraz kontakty z pozostałą na miejscu społecznością niemiecką.
Wiara i Kościół stanowiły silne spoiwo dla nowo przybyłych. Zanim we wsi z inicjatywy ks. infułata Władysława Ozimka wzniesiono kościół pw. św. Siostry Faustyny Kowalskiej, życie religijne toczyło się wokół mniejszych, lokalnych symboli.
Historia jednego z nich jest niezwykle poruszająca. Tuż po wojnie ów krzyż znajdował się w głębi pola w Jenkowicach, jednak nowy, polski właściciel gruntu zdemontował go i porzucił w przydrożnym rowie. Zbezczeszczony krzyż uratował Bolesław Hofses. Był to weteran kampanii wrześniowej, który jako kapral w Twierdzy Modlin dowodził drużyną działa 90 mm, a po kapitulacji spędził cztery lata w obozie jenieckim koło Królewca. Bolesław podczas niewoli poznał podstawy języka niemieckiego, dzięki czemu po wojnie oprowadzał byłych niemieckich mieszkańców po zakamarkach Dąbrowy. To właśnie on, załatwiając sprawy w ówczesnym Urzędzie Gminy, z szacunkiem załadował porzucony krzyż na wóz i przywiózł do wsi. Z czasem mieszkaniec Aleksander Grzesiński zorganizował fundusze na postument, a ocalony krzyż przez wiele lat służył mieszkańcom do odprawiania majówek i święcenia pokarmów.
Dąbrowa wychowywała i przyciągała wybitne postaci. Z trudnych, powojennych warunków edukacyjnych wykuwały się silne charaktery. Przykładem niezwykłej drogi jest historia ks. prof. dra hab. Jana Franciszka Choroszego. Urodzony w 1941 roku we lwowskiej Siemianówce, osiedlił się w Dąbrowie z rodziną w 1945 roku. Jego pasja do nauki zawiodła go ze studiów we Wrocławiu aż do francuskiego Strasburga, gdzie uzyskał tytuł doktora. Choć w 1998 roku otrzymał nominację na profesora nadzwyczajnego Uniwersytetu Wrocławskiego, silne więzi rodzinne sprawiły, że w 2000 roku powrócił do Dąbrowy, by tu pracować naukowo i duszpastersko.
Obok świata ducha i nauki, Dąbrowa stała też rzemiosłem. Najsłynniejszym lokalnym kowalem był Mieczysław Gąsior, urodzony w 1925 roku pod Krakowem, który po wojennej tułaczce w 1959 roku założył we wsi własną kuźnię. Wykształcił wielu czeladników i skutecznie dostosowywał się do zmieniających się realiów – gdy traktory wyparły konie, wspomagał się m.in. elektrycznym młotem z 1900 roku. Pan Mieczysław wykraczał jednak poza ramy zwykłego rzemieślnika. Jego kuźnia przyciągała ekipy Telewizji Polskiej, a Jan Jakub Kolski kręcił tu sceny do filmu „Pograbek”. Znany aktor Franciszek Pieczka wcielał się w rolę kowala, a prawdziwy rzemieślnik asystował mu przed kamerą. Realizowano tu również niezwykłe zamówienia, m.in. wykuwanie narzędzi tortur na potrzeby filmowe.

Mieczysław Gąsior, kowal w Dąbrowy, podczas pracy w swojej kuźni
Osadnictwo to wreszcie nieustanna walka o chleb powszedni – Dąbrowa nierzadko pachniała wypiekami z lokalnej piekarni pana Szczurka. Nowa rzeczywistość polityczna wymuszała jednak głębokie zmiany w rolnictwie. Na wyraźne polecenie władz, które próbowały kolektywizować wieś na wzór radzieckich kołchozów, w 1948 roku w Dąbrowie założono Spółdzielnię Produkcyjną. Jej założycielami byli m.in. Dratwa, Fortuński, Gorczyca, Masternak i Zieliński. Na siedzibę nowej struktury wybrano okazały, poniemiecki dworek rodziny Mendrzyków, a zajmujące go dotąd polskie rodziny Grzesińskich i Wincenciaków brutalnie przesiedlono do budynków folwarcznych. Spółdzielnia korzystała z ulg i obniżonych cen na sprzęt, jednak ostatecznie nie wytrzymała rynkowej konkurencji z rolnikami indywidualnymi i w 1956 roku uległa rozwiązaniu.

Szybko zastąpiła ją nowa, bardziej praktyczna inicjatywa – w 1957 roku powołano Spółdzielnię Kółek Rolniczych, której celem było udostępnianie drogich maszyn rolnikom z Dąbrowy. W sprawnym zarządzaniu Kółkiem Rolniczym przez lata wykazali się tacy kierownicy jak Władysław Modelski, Piotr Glica, Władysław Goliński, Stanisław Bezrąk, Stanisław Woźnica oraz Wiesław Kostrzewski.
Mieszkańcy nawet w obliczu trudności nie tracili poczucia humoru. Kiedy we wsi powstawał komitet budowy nowej świetlicy wiejskiej, pan Zieliński żartował z powątpiewaniem, że „szybciej mu kaktus wyrośnie na dłoni, niż ta powstanie”. Świetlicę oczywiście oddano do użytku, a kaktusa usuwać chirurgicznie nie trzeba było.

Kolejna fotograficzna pamiątka z książki o podoleśnickiej wsi
Artykuł powstał na bazie publikacji „Dąbrowa” Henryka Tuły oraz publikacji Jacka Bartosika. Zdjęcia pochodzą z archiwum H. Tuły