RAK
    „Nie pojedziemy, dopóki się nie przesiądziecie”. Skandaliczny kurs linii 504

    „Nie pojedziemy, dopóki się nie przesiądziecie”. Skandaliczny kurs linii 504

    3265 odsłon
    „Nie pojedziemy, dopóki się nie przesiądziecie”. Skandaliczny kurs linii 504

    To miał być zwykły przejazd, jednak dla naszej Czytelniczki i jej koleżanki zamienił się w wyjątkowo stresujące doświadczenie. FOT. POLBUS/ARCHIWUM – Wysyłam do Państwa ku przestrodze dla innych pasażerów linii 504 Wrocław-Oleśnica moją skargę, którą skierowałam do Polbus PKS Sp. z o.o. po mojej ost

    Red dzisiaj o 08:25 | Red

    ![„Nie pojedziemy, dopóki się nie przesiądziecie”. Skandaliczny kurs linii 504](https://etbqmwshkzabnrehgtcd.supabase.co/storage/v1/object/public/article-imports/wire/wire-nie-pojedziemy-dopoki-sie-nie-przesiadziecie-skandaliczny-kurs-linii-504/e079ca3b4f68be19.jpg)
    

    To miał być zwykły przejazd, jednak dla naszej Czytelniczki i jej koleżanki zamienił się w wyjątkowo stresujące doświadczenie. FOT. POLBUS/ARCHIWUM

    To miał być zwykły przejazd, jednak dla naszej Czytelniczki i jej koleżanki zamienił się w wyjątkowo stresujące doświadczenie. Z relacji, która trafiła do naszej redakcji, wyłania się obraz kierowcy, który nie tylko groził pasażerkom i wstrzymał kurs, ale ostatecznie postanowił... „zamrozić” osoby przebywające w pojeździe.

    – Wysyłam do Państwa ku przestrodze dla innych pasażerów linii 504 Wrocław-Oleśnica moją skargę, którą skierowałam do Polbus PKS Sp. z o.o. po mojej ostatniej podróży linią 504 z Wrocławia do Oleśnicy – tak zaczyna się wiadomość, którą otrzymaliśmy od zbulwersowanej pasażerki.

    Z przesłanej relacji wynika, że nerwowa atmosfera panowała w autobusie już od samego początku. Zwykłe pytanie o cenę biletu spotkało się z opryskliwą i niekulturalną reakcją ze strony kierowcy. Prawdziwe problemy zaczęły się jednak chwilę później, gdy Czytelniczka wraz z koleżanką zajęły miejsca w pierwszym rzędzie.

    „Mamy ze sobą nie gadać”

    Jak relacjonuje pasażerka, pomimo spokojnego zachowania, kobiety natychmiast stały się celem ataków ze strony prowadzącego pojazd.

    – Od razu dostałyśmy uwagę, że mamy ze sobą nie gadać, mamy być cicho i już! Rozmawiałyśmy cicho, nie krzyczałyśmy, nie używałyśmy wulgaryzmów, a mimo to nasze zachowanie nie podobało się kierowcy – pisze oburzona Czytelniczka.

    Sytuacja eskalowała na wysokości Dworca Głównego PKP, kiedy to kierowca rzucił w stronę kobiet: „To jest moje ostatnie ostrzeżenie”. Pasażerka słusznie zauważa, że taka forma komunikacji nosiła znamiona niedopuszczalnego zastraszania.

    Szantaż i telefon na 112

    Kulminacyjny moment konfliktu nastąpił na przystanku przy Galerii Dominikańskiej. Kierowca zatrzymał pojazd, wyłączył silnik i postawił pasażerkom ultimatum. Zapowiedział, że dopóki nie zmienią miejsc i nie przesiądą się dalej od niego, autobus nie ruszy w dalszą trasę.

    Postój trwał od 10 do 12 minut. Pasażerka, czując się zaszantażowana i bezradna wobec samowoli kierowcy, postanowiła działać.

    – Wykonałam połączenie na numer alarmowy 112 w celu zgłoszenia takiego zdarzenia. Dyspozytor poinformował mnie, że takie rzeczy zgłasza się do Straży Miejskiej. Niestety, nie dodzwoniłam się, gdyż numer był cały czas zajęty – relacjonuje autorka skargi.

    Dopiero fakt, że kobieta wyciągnęła telefon i próbowała wezwać służby, podziałał na kierowcę trzeźwiąco. Mężczyzna odpalił silnik i wznowił kurs, jednak nie był to koniec nieprzyjemności.

    Zemsta w 16 stopniach

    Prowadzący pojazd postanowił „odegrać się” na pasażerach w dość nietypowy sposób. Jak twierdzi nasza Czytelniczka, która siedząc z przodu widziała panel sterowania, kierowca celowo i złośliwie ustawił klimatyzację na 16 stopni Celsjusza i uruchomił dmuchawy na maksymalną moc.

    Dodatkowo, mężczyzna miał opóźniać kurs, jadąc poza terenem zabudowanym z prędkością zaledwie około 50 km/h, choć warunki i brak ograniczeń pozwalały na szybszą jazdę. – Było nam wszystkim po prostu zimno – dodaje pasażerka.

    Strach i przedwczesna ewakuacja

    Zachowanie kierowcy wywołało u pasażerek uzasadniony niepokój o własne bezpieczeństwo.

    – Ze względu na jego zachowanie nie dojechałam do przystanku, za który zapłaciłam bilet, to jest na ul. Wojska Polskiego w Oleśnicy. Bałam się o to, co on może zrobić i do jakich kroków się posunąć, dlatego opuściłam autobus z pozostałymi pasażerami na Placu Zwycięstwa w Oleśnicy – kończy swoją relację Czytelniczka.

    Oleśniczanka skierowała do Polbusu skargę, my przesyłamy pytania dotyczące zaistniałej sytuacji.

    Udostępnij:


    Źródło: olesnicainfo.pl

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?