
To miał być zwykły przejazd, jednak dla naszej Czytelniczki i jej koleżanki zamienił się w wyjątkowo stresujące doświadczenie. FOT. POLBUS/ARCHIWUM – Wysyłam do Państwa ku przestrodze dla innych pasażerów linii 504 Wrocław-Oleśnica moją skargę, którą skierowałam do Polbus PKS Sp. z o.o. po mojej ost
dzisiaj o 08:25 | Red

To miał być zwykły przejazd, jednak dla naszej Czytelniczki i jej koleżanki zamienił się w wyjątkowo stresujące doświadczenie. FOT. POLBUS/ARCHIWUM
To miał być zwykły przejazd, jednak dla naszej Czytelniczki i jej koleżanki zamienił się w wyjątkowo stresujące doświadczenie. Z relacji, która trafiła do naszej redakcji, wyłania się obraz kierowcy, który nie tylko groził pasażerkom i wstrzymał kurs, ale ostatecznie postanowił... „zamrozić” osoby przebywające w pojeździe.
– Wysyłam do Państwa ku przestrodze dla innych pasażerów linii 504 Wrocław-Oleśnica moją skargę, którą skierowałam do Polbus PKS Sp. z o.o. po mojej ostatniej podróży linią 504 z Wrocławia do Oleśnicy – tak zaczyna się wiadomość, którą otrzymaliśmy od zbulwersowanej pasażerki.
Z przesłanej relacji wynika, że nerwowa atmosfera panowała w autobusie już od samego początku. Zwykłe pytanie o cenę biletu spotkało się z opryskliwą i niekulturalną reakcją ze strony kierowcy. Prawdziwe problemy zaczęły się jednak chwilę później, gdy Czytelniczka wraz z koleżanką zajęły miejsca w pierwszym rzędzie.
Jak relacjonuje pasażerka, pomimo spokojnego zachowania, kobiety natychmiast stały się celem ataków ze strony prowadzącego pojazd.
– Od razu dostałyśmy uwagę, że mamy ze sobą nie gadać, mamy być cicho i już! Rozmawiałyśmy cicho, nie krzyczałyśmy, nie używałyśmy wulgaryzmów, a mimo to nasze zachowanie nie podobało się kierowcy – pisze oburzona Czytelniczka.
Sytuacja eskalowała na wysokości Dworca Głównego PKP, kiedy to kierowca rzucił w stronę kobiet: „To jest moje ostatnie ostrzeżenie”. Pasażerka słusznie zauważa, że taka forma komunikacji nosiła znamiona niedopuszczalnego zastraszania.
Kulminacyjny moment konfliktu nastąpił na przystanku przy Galerii Dominikańskiej. Kierowca zatrzymał pojazd, wyłączył silnik i postawił pasażerkom ultimatum. Zapowiedział, że dopóki nie zmienią miejsc i nie przesiądą się dalej od niego, autobus nie ruszy w dalszą trasę.
Postój trwał od 10 do 12 minut. Pasażerka, czując się zaszantażowana i bezradna wobec samowoli kierowcy, postanowiła działać.
– Wykonałam połączenie na numer alarmowy 112 w celu zgłoszenia takiego zdarzenia. Dyspozytor poinformował mnie, że takie rzeczy zgłasza się do Straży Miejskiej. Niestety, nie dodzwoniłam się, gdyż numer był cały czas zajęty – relacjonuje autorka skargi.
Dopiero fakt, że kobieta wyciągnęła telefon i próbowała wezwać służby, podziałał na kierowcę trzeźwiąco. Mężczyzna odpalił silnik i wznowił kurs, jednak nie był to koniec nieprzyjemności.
Prowadzący pojazd postanowił „odegrać się” na pasażerach w dość nietypowy sposób. Jak twierdzi nasza Czytelniczka, która siedząc z przodu widziała panel sterowania, kierowca celowo i złośliwie ustawił klimatyzację na 16 stopni Celsjusza i uruchomił dmuchawy na maksymalną moc.
Dodatkowo, mężczyzna miał opóźniać kurs, jadąc poza terenem zabudowanym z prędkością zaledwie około 50 km/h, choć warunki i brak ograniczeń pozwalały na szybszą jazdę. – Było nam wszystkim po prostu zimno – dodaje pasażerka.
Zachowanie kierowcy wywołało u pasażerek uzasadniony niepokój o własne bezpieczeństwo.
– Ze względu na jego zachowanie nie dojechałam do przystanku, za który zapłaciłam bilet, to jest na ul. Wojska Polskiego w Oleśnicy. Bałam się o to, co on może zrobić i do jakich kroków się posunąć, dlatego opuściłam autobus z pozostałymi pasażerami na Placu Zwycięstwa w Oleśnicy – kończy swoją relację Czytelniczka.
Oleśniczanka skierowała do Polbusu skargę, my przesyłamy pytania dotyczące zaistniałej sytuacji.
Udostępnij:
Źródło: olesnicainfo.pl