RAK
    „Na całe życie będziemy wdzięczni”. Daria Mymka wspomina pierwsze dni pomocy uchodźcom z Ukrainy

    „Na całe życie będziemy wdzięczni”. Daria Mymka wspomina pierwsze dni pomocy uchodźcom z Ukrainy

    1051 odsłon
    „Na całe życie będziemy wdzięczni”. Daria Mymka wspomina pierwsze dni pomocy uchodźcom z Ukrainy

    Na całe życie jesteśmy wdzięczni. – mówi, wracając pamięcią do pierwszych tygodni po wybuchu pełnoskalowej wojny. Pierwszą reakcją były niedowierzanie, strach i ogromny stres. Nikt nie przypuszczał, że uchodźcy zostaną w Polsce na tak długo. W pierwszych dniach wydawało się, że ich pobyt potrwa krót

    24 lutego 2022 życie milionów ludzi zmieniło się w jednej chwili. Tysiące osób przekraczało polską granicę, uciekając przed wojną i szukając przede wszystkim bezpieczeństwa. Wśród tych, którzy od pierwszych dni organizowali pomoc we Wrocławiu, była Daria Mymka. W rozmowie z Jerzym Prokopowiczem wspomina tamte wydarzenia i podkreśla, że solidarność, jaką wtedy okazało polskie społeczeństwo, pozostanie z nią na całe życie.

    Na całe życie jesteśmy wdzięczni. – mówi, wracając pamięcią do pierwszych tygodni po wybuchu pełnoskalowej wojny.

    Pierwszą reakcją były niedowierzanie, strach i ogromny stres. Nikt nie przypuszczał, że uchodźcy zostaną w Polsce na tak długo. W pierwszych dniach wydawało się, że ich pobyt potrwa krótko. Dziś wiadomo, że od tamtych wydarzeń minęły już ponad cztery lata.

    Jak wspomina Daria Młynka, największe wrażenie zrobiła na niej spontaniczna solidarność mieszkańców i instytucji. W pomoc zaangażowały się organizacje pozarządowe, wolontariusze, samorząd oraz lokalny biznes. Ważną rolę odegrało również Wrocławskie Centrum Rozwoju Społecznego, które koordynowało działania pomocowe.

    Jednym z najważniejszych miejsc stał się punkt recepcyjny na Dworcu Głównym we Wrocławiu. To właśnie tam uchodźcy otrzymywali pierwsze wsparcie: informacje, posiłki, możliwość odpoczynku, a przede wszystkim poczucie, że nie są sami.

    Daria Mymka przywołuje także historię jednej z kobiet, która uciekła przed wojną do Wrocławia. Jak opowiada, po przyjeździe na Dworzec Główny pierwszą osobą, jaką zobaczyła uchodźczyni, była wolontariuszka, która po prostu ją przytuliła. Ten prosty gest ciepła i empatii sprawił, że już w pierwszych chwilach po przekroczeniu granicy poczuła, że nie jest sama.

    Najpilniejszą potrzebą przybywających było bezpieczeństwo. Wolontariusze i mieszkańcy oferowali miejsca w swoich domach i mieszkaniach, pomagali znaleźć pokój na pierwsze dni pobytu. Polskie społeczeństwo odpowiedziało na kryzys z ogromnym zaangażowaniem.

    Skala pomocy była bezprecedensowa. Przez kilka miesięcy wydano około 500 tysięcy posiłków, a równolegle organizowano transport, pomoc medyczną, wsparcie psychologiczne i opiekę dla rodzin z dziećmi.

    Z czasem potrzeby uchodźców zaczęły się zmieniać. Gdy udało się zapewnić bezpieczeństwo i dach nad głową, pojawiły się kolejne wyzwania, czyli legalizacja pobytu, zapisanie dzieci do szkół, znalezienie pracy i stopniowe odnajdywanie się w nowej rzeczywistości.

    W rozmowie nie brakuje również wspomnień o pierwszych nocach spędzanych na dworcu oraz o kobietach w ciąży, które przyjeżdżały do Wrocławia po wielogodzinnej, wyczerpującej podróży. Każda z tych historii przypomina, jak wielką rolę odegrali ludzie gotowi nieść pomoc zupełnie obcym osobom.

    Choć od wybuchu wojny minęły już ponad cztery lata, Daria Mymka podkreśla, że temat wsparcia osób z doświadczeniem uchodźstwa pozostaje aktualny. Jej zdaniem to właśnie pamięć o solidarności i wspólnym działaniu jest jedną z najważniejszych lekcji tamtych dni.

    Autor: Jerzy Prokopowicz
    Red.: Dominika Kubat


    Źródło: Akademickie Radio LUZ

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era

    Co o tym sądzisz?