
Projekt od samego początku wzbudzał skrajne emocje. Inwestycja realizowana w ramach Oleśnickiego Budżetu Obywatelskiego, której inicjatorem był obecny burmistrz Adam Horbacz (jeszcze w okresie przedwyborczym), miała odmienić oblicze ulicy 3 Maja. Sceptycy od początku jednak alarmowali, że zamiast gł
dzisiaj o 09:18 | Red

Miał być powiew świeżości, naturalny cień i zazielenienie centrum miasta. Zamiast tego są potężne betonowe donice, zablokowane chodniki i gorąca dyskusja mieszkańców. Ujawnione niedawno koszty projektu Zielona Aleja – przekraczające 316 tysięcy złotych – wywołały w mediach społecznościowych prawdziwą burzę.
Projekt od samego początku wzbudzał skrajne emocje. Inwestycja realizowana w ramach Oleśnickiego Budżetu Obywatelskiego, której inicjatorem był obecny burmistrz Adam Horbacz (jeszcze w okresie przedwyborczym), miała odmienić oblicze ulicy 3 Maja. Sceptycy od początku jednak alarmowali, że zamiast głębokich nasadzeń w gruncie, miasto funduje sobie drogą i niefunkcjonalną „małą architekturę”.
Czarę goryczy przelały twarde dane finansowe. Jeszcze w czerwcu radny Paweł Bielański skierował do burmistrza pytania o całkowite koszty inwestycji. Z odpowiedzi przygotowanej przez Zakład Budynków Komunalnych wynika, że projekt pochłonął ogromne środki publiczne:
Informacja ta błyskawicznie stała się zarzewiem zażartej dyskusji. Wielu oleśniczan uważa, że za taką kwotę można było zrealizować projekt znacznie lepiej, taniej i z korzyścią dla prawdziwej natury.
Przeglądając komentarze w mediach społecznościowych, trudno nie odnieść wrażenia, że inwestycja mocno rozczarowała mieszkańców. Główne zarzuty skupiają się na trzech aspektach: potęgowaniu upału, blokowaniu ciągów pieszych oraz fatalnym stosunku jakości do ceny.
„A każda ta betonowa donica sama w sobie plus kamienie w jej środku to dodatkowe 'grzałki’ w upał. Nic to nie daje, ani estetycznie, ani cienia. […] Beton długo w noc oddaje ciepło. Więc dzięki takim pomysłom w centrum miasta jest jeszcze goręcej. Dla mnie wyrzucone w błoto pieniądze. Zamiast posadzić kilka drzew.” – trafnie punktuje pan Piotr Jaskólski.
Podobnego zdania jest Tomasz Góźdź, który w zwięzłym, sarkastycznym komentarzu podsumował inwestycję: „Jest brzydko, ale przynajmniej drogo”. Z kolei Tomasz Dzikus zauważa z przekąsem: „Za 300 tys. to można połowę domu wybudować”.
Sporo kontrowersji budzi również lokalizacja donic. Część mieszkańców skarży się, że potężne betonowe bloki niebezpiecznie zawęziły i tak już nie najszersze chodniki. „Niech pani idzie z bliźniaczym wózkiem od biura paszportowego do Młynarskiej – powodzenia” – pisze pani Anna. Wtóruje jej Robert Łusiak: „Na tych chodnikach nie trzeba tłumów, żeby był problem z przejściem. Wystarczy idąca jedna osoba i kolejna z naprzeciwka z zakupami […] trzeba stanąć przed tą donicą, bo nie ma możliwości minięcia się”.
Wielu komentujących zwraca też uwagę na słabą kondycję roślin, które w upalne dni wyraźnie nie radzą sobie w betonowych pojemnikach wysypanych kamieniami, a zimą zostawią po sobie jedynie pusty beton. Wojciech Brym ironizuje: „W USA jest Dolina Krzemowa. W Oleśnicy Betonowa Aleja”, dodając, że w ościennych miastach, np. w Rawiczu, z powodzeniem stosuje się estetyczne donice drewniane.
Choć w dyskusji zdecydowanie dominuje ton krytyczny, nie brakuje również głosów broniących inwestycji. Część mieszkańców apeluje o cierpliwość, wskazując, że zieleń potrzebuje czasu.
„Każdy, kto ma choć mgliste pojęcie o świeżo posadzonych roślinach wie, że efekt będzie można ocenić najszybciej w przyszłym roku. Nie ma co od razu tak bardzo krytykować. […] Dla mnie każda forma zieleni jest na plus. Od czegoś trzeba zacząć” – argumentuje Anetta Sobolewska, poddając również w wątpliwość argument o rzekomych „tłumach” blokujących się na chodnikach.
W podobnym tonie wypowiada się Ania Banaś: „Jest o wiele ładniej niż było przed. Ale Polacy z natury narzekają wszędzie i na wszystko”, a Paweł Sosnowski apeluje: „Mizerne rośliny, no dajcie im urosnąć, dajcie im rok i będzie ładnie”.
Dyskusja o donicach wywołała przy okazji szerszą debatę na temat samego funkcjonowania Oleśnickiego Budżetu Obywatelskiego. Arkadiusz Kembłowski zwrócił uwagę na istotny problem systemowy:
„Warto rozważyć zmianę regulaminu Budżetu Obywatelskiego i wyłączenie z możliwości zgłaszania projektów osób pełniących funkcje radnych oraz kandydatów na najwyższe stanowiska wykonawcze w mieście. Budżet obywatelski powinien być przede wszystkim przestrzenią dla mieszkańców, którzy na co dzień nie mają takiego wpływu na decyzje władz.” – napisał mieszkaniec, sugerując, że projekt mógł posłużyć jako element kampanii wyborczej obecnego włodarza.
Debata na temat tego, w jaki sposób Oleśnica powinna walczyć z betonozą i letnimi upałami, z pewnością szybko nie ucichnie. Otwarte pozostaje pytanie, czy miasto wyciągnie wnioski z Zielonej Alei i czy w przyszłości postawi na rozwiązania tańsze, bardziej naturalne, czyli po prostu – sadzenie drzew w gruncie. Zdecydowana większość dyskutujących w internecie zdaje się oczekiwać właśnie tego.
Udostępnij:
Źródło: olesnicainfo.pl