RAK
    Chojnacki: Nie możemy przegapić tej szansy. Biogaz to przyszłość

    Chojnacki: Nie możemy przegapić tej szansy. Biogaz to przyszłość

    2341 odsłon
    Dolnośląskie

    Piotr Chojnacki , wieloletni prezes MUNDO – Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Odpadami Sp. z o.o. w Lubinie – przechodzi na zasłużoną emeryturę. Przed zakończeniem współpracy pozostawił plany jednej z najważniejszych inwestycji związanej z przetwarzaniem odpadów. Inwestycja ta zyska

    Piotr Chojnacki , wieloletni prezes MUNDO – Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Odpadami Sp. z o.o. w Lubinie – przechodzi na zasłużoną emeryturę. Przed zakończeniem współpracy pozostawił plany jednej z najważniejszych inwestycji związanej z przetwarzaniem odpadów. Inwestycja ta zyskała zielone światło do dalszej realizacji. Mowa o biogazowni, która powstanie w miejsce wygaszanego obecnie składowiska.

    Z Piotrem Chojnackim rozmawialiśmy o tym, co może regionowi i jego mieszkańcom dać biogazownia, jaka jest rola samorządów w procesie tworzenia takiej instalacji, jakie zagrożenia należy wyeliminować i czy na obecnym etapie, polskie gminy, mogą odpuścić podobne inwestycje. Panie prezesie, co Lubinowi i jego mieszkańcom może dać biogazownia? – Biogazownie mogą nam dać naprawdę bardzo wiele. Przede wszystkim musimy tu wspomnieć o niezależność energetycznej gminy. Szacujemy, że w Polsce możemy wyprodukować od 3 do 12 miliardów metrów sześciennych gazu. Nawet ostrożnie licząc to będzie od 3 do 4 miliardów metrów sześciennych gazu, czyli więcej ile sprowadzamy obecnie z Kataru. Ze względu na konflikt militarny w ostatnich tygodniach mieliśmy z tym duży problem. Biogazownie wyeliminowałyby takie ryzyko. Biogaz produkowany byłby na miejscu i wykorzystywany byłby na miejscu, a pieniądze zostałyby w Polsce. O jakich kosztach mówimy? – Cena gazu cały czas się zmienia. Jako kraj wydajemy około 180 miliardów złotych na zakup paliw kopalnych, wśród nich jest ropa i gaz. Dzięki rozwojowi biogazowni możemy te koszty znacznie zmniejszyć. Możemy sami produkować gaz, jak i prąd i wykorzystywać je na przykład do ogrzewania mieszkań. Możliwości  jest wiele, trzeba tylko podjąć decyzję i zainwestować. No właśnie – inwestycja. Jako spółka komunalna długo czekacie na pozyskanie wszelkich uzgodnień i pozwoleń. Proces administracyjny jest żmudny. Ale macie już zielone światło i planujecie dalsze kroki? – Trzy lata temu prezydent Lubina podjął decyzję o zakończeniu działalności wysypiska i właśnie wtedy pojawił się pomysł by postawić tu biogazownię. Polacy wytwarzają 14 milionów ton odpadów, za kilka lat będzie to 16 milionów ton, w tym jest to około 3 milionów ton bioodpadów w tym również osadów z oczyszczalni ścieków, które należy zagospodarować. Składowanie jest przeżytkiem i powinno się skończyć. W miejscu gdzie ma powstać biogazownia miała być utworzona trzecia kwatera wysypiska, ale odeszliśmy od tego pomysłu. Nie będzie trzeciej kwatery, a druga w ciągu najbliższych lat zostanie zamknięta. Przeszliśmy ocenę merytoryczną i finansową naszego projektu. Zostały one zaakceptowane. Mamy decyzję środowiskową. Obecnie negocjujemy z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej zabezpieczenia  finansowania. Koszt budowy instalacji oceniliśmy na 80 milionów złotych. Ta inwestycja rozwiąże problem naszych bioodpadów, to te odpady, które trafiają do brązowych pojemników, jakie każdy ma przed swoim domem. Instalacja, którą planuje wybudować MUNDO to najmniejsza instalacja tego typu, będzie miała moc 0,5 MW prądu i przetwarzać będzie 21 tysięcy ton odpadów, z czego duża część będzie pochodziła z oczyszczalni ścieków usytuowanej na sąsiadującej działce. Skąd zatem protesty i niechęć mieszkańców? – Myślę, że ta skala protestów nie jest duża, bo tak naprawdę większość osób milcząco nam sprzyja. Liczba osób przeciwnych tej inwestycji jest niewielka, ale to prawda, że takie protesty wybijają się na pierwszy plan. Tu należy jasno powiedzieć, że samorząd tego nie robi dla siebie. Samorząd buduje instalację przed wszystkim dla mieszkańców. Budując taką instalację ograniczamy koszty odbioru odpadów. Żeby to dobrze zobrazować, trzeba powiedzieć, że ceny za odbiór odpadów zielonych w Polsce to 150 – 200 €/Mg. W innych krajach, na przykład we Włoszech,  te koszty są zdecydowanie niższe, około 50 €/Mg właśnie ze względu na to, że bioodpady trafiają i są przerabiane w lokalnych biogazowaniach. Jeżeli takie instalacje powstaną w polskich gminach, to ceny za odbiór odpadów, które i tak każdy z nas produkuje, spadną nawet o około 70 – 75 proc. A czy to prawda, że w Lubinie już taka biogazownia działa i produkuje prąd? Bioodpady, które wcześniej były składowane na naszym składowisku podlegają fermentacji beztlenowej i z tego procesu powstaje biogaz. Od ponad 20 lat podmiot zewnętrzny (obecnie jest to firma NeoBioEnergy)wytwarza z tego gazu zieloną energię, która trafia do sieci energetycznej. W tym roku było to 5,5tys. MWh. Od ponad 10 lat nie można tych odpadów wywozić na składowiska. Dlatego musimy je zagospodarować w inny sposób. I właśnie dlatego budujemy biogazownię, która ostatecznie ma zastąpić wygaszane obecnie składowisko. Jednak mieszkańcy są pełni obaw. Mają dość uciążliwego smrodu. Czy inwestycja prowadzona przez MUNDO zapobiegnie temu? – Biogazownia ma zdecydowanie mniejszy wpływ na środowisko, zdecydowanie mniejsze uciążliwości dla mieszkańców, choćby te związane z odorem. Instalacja jest hermetyczna, cały proces odbywa się w zamkniętych pomieszczeniach. Dzięki takim rozwiązaniom stan środowiska naturalnego znacznie się poprawia. Panie prezesie, jaką rolę w tym procesie – mam na myśli rozmowy z mieszkańcami, wygaszanie protestów, przekonania mieszkańców – pełnią samorządy? – Zadaniem samorządów jest działanie w interesie mieszkańców, a budowa biogazowni zdecydowanie jest działaniem w interesie mieszkańców. Wiadomo, że każda inwestycja będzie miała zwolenników i przeciwników. Budowa chodnika czy budowa drogi dla jednych jest korzystna, dla innych jest niekorzystna. Tutaj trzeba ważyć interes społeczny. A interes społeczny jest taki, że te instalacje mają powstawać. Niestety w Polsce nie mamy ich jeszcze zbyt wiele. Mamy niecałe 500 biogazowni, licząc w tym również biogazownie rolnicze. Naszym zadaniem, biorąc pod uwagę obecny projekt, jest wyprodukowanie oprócz prądu, wysokiej jakości kompostu. W praktyce nie jest to wcale takie łatwe i wiele zależy od współpracy z mieszkańcami. Konkretnie chodzi o to, jakiej jakości odpady będą trafiały do brązowego pojemnika. To powinny być czyste odpady zielone. Bez szkła, bez foliowych worków i bez plastiku. To co wrzucimy do pojemnika, wyjdzie nam w końcowym etapie procesu. Niestety wyciągnięcie mikroszkła czy mikroplastiku jest bardzo trudne. Szkło może nas poranić, a skutki uboczne działania mikoplastiku cały czas są badane. A również chcemy wytworzyć kompost wysokiej jakości. Panie prezesie jakie są zagrożenia związane z taką instalacją? – Zagrożenie zawsze istnieje. Może na przykład dojść do pożaru. Obawiamy się tego, szczególnie ze względu na dzikie wysypisko odpadów, które znajduje się niemal tuż obok naszego składowiska. Liczymy jednak na to, że w końcu samorządy uporają się z nim. Jeśli chodzi o samą biogazownię nie widzę większych zagrożeń niż w przypadku samochodu. Samochód też się może zapalić. Gaz w domu też może wybuchnąć. Potrzebny jest nadzór nad tą instalacją i spółka komunalna go zapewnia. Czy odpady do biogazowni będą sprowadzane z innych miast czy tylko z najbliższego obszaru?   – Tych odpadów jest tak dużo na rynku, że moglibyśmy faktycznie wybudować cztery albo pięć razy większą biogazownię, ale to nie ma sensu. Odpady powinny być sprowadzane z Lubina, ale z samego miasta nie wystarczą. Liczymy zatem na odpady z żywienia zbiorowego – na przykład ze stołówek, restauracji, gdzie wyrzuca się dużo żywności. Ta żywność musi być jakoś zutylizowana. Planowana ilość tych odpadów jest niewielka. W szczytowym momencie to będzie 21 tysięcy ton. Nawet jeżeli będą one przyjeżdżały samochodami, będzie to niezauważalne dla mieszkańców. Warto przypomnieć, że jeszcze kilka lat temu na składowisko przyjeżdżało 180 tysięcy ton odpadów. Teraz składowisko jest wygaszane. Są plany montażu w tym miejscu fotowoltaiki, czyli zakładamy kolejny etap energetyczny. W ciągu najbliższych lat stan środowiska naturalnego w tym rejonie znacznie się poprawi. Obok mamy bardzo ładne tereny. Na terenie Gminy Lubin, między oczyszczalnią ścieków a planowaną biogazownią, jest ciekawy przyrodniczo las łęgowy. Po drugiej stronie Zimnicy jest bardzo ładny teren bagienny. Te tereny powinny być zachowane właśnie z myślą o mieszkańcach. Czy ta biogazownia jest w stanie zabezpieczyć miasto w razie konfliktu zbrojnego czy przerw w dostawie prądu? – Jesteśmy  spółką miejską podlegającą pod Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji, które zużywa bardzo dużo prądu do działania oczyszczalni ścieków. Takie instalacje powinny być energetycznie samowystarczalne i do tego chcemy dążyć. Jeżeli nadejdą dla nas niespokojne czasy, nasza biogazowania nie zapewni prądu całemu miastu, ale na pewno uda się utrzymać pracę oczyszczalni ścieków, a to w sytuacjach ekstremalnych jest kluczowe. Napowietrzanie,  pompy, które tam pracują przez całą dobę, będą mogły pracować. Jakby pan próbował przekonać mieszkańców do budowy biogazowni? – Mieszkańcy przede wszystkim powinni zobaczyć jak to działa, trochę poczytać, dowiedzieć się jak działają biogazownie. Przekonać się, że nie jest to takie straszne miejsce. Jeśli weźmiemy pod uwagę biogazownie rolnicze, to jeszcze kilka lat temu gnojowicę wylewano na pola i przedostawała się do wód gruntowych. Teraz w zamknięciu jest przerabiana na biogaz i wykorzystywana energetycznie. I to jest proces, który poprawia stan środowiska, a nie go pogarsza. I nasza biogazownia też poprawi stan środowiska. Czy samorządy mogą pozwolić sobie na zmarnowanie takiej okazji? – Nie możemy sobie na to pozwolić. Jeżeli my, jako samorządy, nie rozpoczniemy budowy takich instancji one i tak powstaną. Za rok, może za dwa lata. Problem w tym, że to będą instalacje postawione przez duże, międzynarodowe koncerny. Wtedy samorządy będą musiały płacić za przerobienie odpadów zielonych, a ostatecznie to i tak mieszkańcy odczują najmocniej wzrost kosztów za ich odbiór. Polska jest krajem o największym potencjale w Europie. Jesteśmy piątym krajem w Europie, który ma taką potencjalną ilość biogazu do wykorzystania. To są pieniądze, które zostaną u nas i samorządy powinny jak najbardziej po nie sięgnąć. Jeżeli my po nie sięgniemy, to zrobi to prywatny biznes. Jestem zwolennikiem nowoczesnych rozwiązań. Wiadomo, że odpadów wytwarzamy dużo i musimy je jakoś zagospodarować. Na Dolnym Śląsku nie ma spalarni odpadów. Nasze odpady zmieszane  wywozimy do spalarni do Niemiec i za to płacimy. Poznań, Warszawa, Rzeszów, Olsztyn, Gdańsk – wszyscy zagospodarowują swoje odpady na miejscu. Na składowisko powinno trafić tylko 10 proc. odpadów, 20 proc. powinno być spalanych, a reszta powinna być przerabiana. To jest czysta energia, którą mamy na miejscu i nie musimy jej nigdzie sprowadzać, nie musimy ponosić kosztów z tym związanych. Na tym polega gospodarka obiegu zamkniętego. Czy biogazownie, spalarnie i recykling to właściwy kierunek? – Przede wszystkim powinniśmy robić tak, by odpadów było jak najmniej. Następnym krokiem jest odzyskiwanie tego co się uda. Kolejny krok to wykorzystanie energetyczne, czyli część odpadów trafia do spalarni, a odpady zielone do biogazowni. I dopiero to, co zostanie, z czym się już nie da nic zrobić, powinno trafić na składowisko. Ten schemat postępowania w całej Unii Europejskiej jest jak najbardziej prawidłowy. Po pierwsze ograniczenie, po drugie gospodarka obiegu zamkniętego, a po trzecie – wykorzystanie energetyczne. Składowisk nie powinniśmy już budować. Uważa pan, że mieszkańców uda się przekonać do tego by racjonalnej gospodarowali dobrami i produkowali mniej odpadów? – Jesteśmy bogatym społeczeństwem i kupujemy coraz więcej. Nie jestem w stanie przekonać ludzi do tego, żeby mniej kupowali. My musimy mierzyć się z tym, co ludzie wyrzucają. Oczywiście, że będzie dobrze, jak się zreflektujemy i kiedy coś się zepsuje, na przykład pralka, to ją naprawiamy, a nie od razu wyrzucimy. Tak było kiedyś. Urządzenia służyły nam latami. Należy do tego wrócić. Żywności też kupujemy zdecydowanie za dużo. A naszym zadaniem jest zagospodarowanie tego, co zostało wyrzucone. Do tego potrzebna jest biogazowania. Jestem przekonany, że ta instalacja powstanie i będzie to z korzyścią dla wszystkich mieszkańców i dla środowiska naturalnego. Żyjemy w XXI wieku. Musimy mieć kanalizację, musimy mieć oczyszczalnię ścieków, musimy robić coś z naszymi śmieciami. Także jak już to robimy, to róbmy to w mądry sposób, jak najmniej wpływający na środowisko i dający nam możliwość niezależności energetycznej i obniżania kosztów. Dziękuję za rozmowę. Artykuł Chojnacki: Nie możemy przegapić tej szansy. Biogaz to przyszłość pochodzi z serwisu ZMIEDZI.PL .


    Źródło: zmiedzi.pl

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era