
Historia o tym, że w Chinach miała powstać miejscowość nazwana Bolesławiec, aby producenci mogli legalnie oznaczać swoje wyroby jako pochodzące z dolnośląskiego Miasta Ceramiki, pojawiła się w przestrzeni publicznej w artykule „Forbesa”. O tym problemie wspomniała jedna z producentek naszego bolesła
Historia o rzekomej chińskiej miejscowości nazwanej Bolesławiec powróciła w dyskusji o podróbkach bolesławieckiej ceramiki. Tym razem do sprawy odniosła się specjalistka od Chin, wskazując, że brakuje dowodów na istnienie takiej miejscowości, a sama teoria budzi poważne wątpliwości.
Historia o tym, że w Chinach miała powstać miejscowość nazwana Bolesławiec, aby producenci mogli legalnie oznaczać swoje wyroby jako pochodzące z dolnośląskiego Miasta Ceramiki, pojawiła się w przestrzeni publicznej w artykule „Forbesa”. O tym problemie wspomniała jedna z producentek naszego bolesławieckiego złota.
Do tej opowieści odniosła się Weronika Truszczyńska, vlogerka, sinolożka (specjalistka zajmująca się Chinami), która przedstawiła argumenty podważające wiarygodność tej tezy.
Jednym z głównych problemów z tą historią jest samo nazewnictwo miejscowości w Chinach. Jak wyjaśnia ekspertka, nazwy miejscowości muszą być zapisywane chińskimi znakami, a nie alfabetem łacińskim. Co więcej, ich brzmienie musi odpowiadać możliwościom fonetycznym języka mandaryńskiego.
Ekspertka zwraca uwagę, że nazwa polskiego miasta funkcjonuje w Chinach wyłącznie jako transkrypcja fonetyczna. W chińskich źródłach Bolesławiec posiada oficjalny zapis znakami oraz odpowiednik w systemie pinyin.
Po wpisaniu tej nazwy do chińskich map internetowych wyszukiwarka prowadzi jednak wyłącznie do polskiego miasta. Nie pojawia się żadna miejscowość w Chinach nosząca taką nazwę.
Zdaniem Weroniki Truszczyńskiej brak jest również innych dowodów potwierdzających istnienie takiej miejscowości – fotografii, dokumentów urzędowych czy wiarygodnych źródeł wskazujących na zmianę nazwy którejkolwiek z chińskich wsi lub miast.
Autorka porównuje historię o „chińskim Bolesławcu” do innych popularnych opowieści krążących od lat w internecie. Wspomina między innymi powtarzaną kiedyś historię, według której Chińczycy mieli zmienić nazwę jednej z miejscowości na Parma, aby produkować szynkę parmeńską.
Jak podkreśla, podobnie jak w tamtym przypadku, również tutaj trudno znaleźć jakiekolwiek wiarygodne materiały potwierdzające prawdziwość tej historii.
Ekspertka zaznacza jednocześnie, że problem podrabiania produktów w Chinach jest realny. Jej zdaniem nie oznacza to jednak, że producenci musieliby zmieniać nazwę miejscowości, aby kopiować zagraniczne wyroby lub wykorzystywać ich renomę.
Fałszywe produkty mogą powstawać niezależnie od miejsca produkcji, a samo podobieństwo nazwy nie jest konieczne do ich sprzedaży.
W swojej wypowiedzi Weronika Truszczyńska odniosła się również do kwestii ochrony znaków towarowych. Nawiązała do historii przedsiębiorczyni, której – jak relacjonowano – skopiowano logo, a interwencje w ambasadach i urzędach nie przyniosły efektów.
Zdaniem ekspertki skuteczniejszym rozwiązaniem jest współpraca z kancelariami specjalizującymi się w chińskim prawie własności intelektualnej. Przywołała przykład klienta, który dzięki wsparciu lokalnych prawników miał skutecznie rozpocząć procedurę odzyskania swoich praw do znaku towarowego.
Na obecnym etapie nie przedstawiono publicznie wiarygodnych materiałów potwierdzających istnienie chińskiej miejscowości nazwanej Bolesławiec. Dostępne chińskie mapy oraz argumenty dotyczące zasad tworzenia nazw miejscowości sprawiają, że historia pozostaje niepotwierdzoną opowieścią, która od lat funkcjonuje w debacie o podróbkach polskiej ceramiki.
Nie zmienia to faktu, że problem naruszeń znaków towarowych i kopiowania produktów w Chinach jest rzeczywistym wyzwaniem dla wielu przedsiębiorców. Eksperci podkreślają jednak, że w takich sprawach kluczowe znaczenie ma korzystanie z lokalnych procedur prawnych i specjalistycznego wsparcia, a nie powielanie niesprawdzonych historii.
Źródło: istotne.pl