
To nie sygnalista ma być publicznie osądzany, lecz zgłoszone przez niego fakty.
Czy potrzebujemy w Polsce sygnalistów? Historia dr. Emila Jędrzejewskiego z jednej strony pokazuje, że tak, ale z drugiej uczy, że ujawniający nadużycia muszą liczyć się nie ze wsparciem, ale z atakiem instytucji państwa oraz części mediów. Nawet jeśli działalność tego konkretnego sygnalisty ostatecznie doprowadzi do ukarania winnych i usunięcia patologii, to równocześnie stanowić będzie poważne ostrzeżenie dla jego potencjalnych naśladowców. Naruszono bowiem w tej sprawie kilka podstawowych gwarancji, jakie powinny mieć osoby zgłaszające przypadki łamania prawa. Przede wszystkim to nie sygnalista ma być publicznie osądzany, lecz zgłoszone przez niego fakty. Ich znaczenia nie podważają nawet ewentualne skazy na jego życiorysie. Rozpętywanie przez media nagonki na sygnalistę utwierdza tylko jego błędny wizerunek jako „tego złego”, w dodatku donosiciela, a publiczne podważanie wiarygodności wywołuje „efekt mrożący”. Tymczasem bez łamania zmowy milczenia wokół patologii w życiu publicznym, do czego potrzeba sporej odwagi, nie jest możliwe skuteczne ich zwalczanie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
już od 14,90 zł
Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI
Piotr Legutko dziennikarz, publicysta, wykładowca, absolwent filologii polskiej UJ. Kierował redakcjami „Czasu Krakowskiego”, „Dziennika Polskiego”, „Nowego Państwa” i „Rzeczy Wspólnych”, a także krakowskim oddziałem TVP i kanałem TVP Historia. Z „Gościem Niedzielnym” związany od początku XXI wieku. Opublikował m.in. „O dorastaniu czyli kod buntu”, „Jad medialny”, „Sztuka debaty”, „Jedyne takie muzeum”, książkowe wywiady z Janem Polkowskim i prof. Andrzejem Nowakiem oraz „Mity IV władzy” i „Gra w media” (wspólnie z Dobrosławem Rodziewiczem). Wykładowca UP JP II oraz Akademii Ignatianum.