
Dziś 18:10 GOSC.PL
Bractwo Kapłańskie św. Piusa X odwołało się od dekretu stwierdzającego schizmę i ekskomunikę po nielegalnych święceniach biskupich. Jest w tym pewien paradoks. Lefebryści proszą Kościół o zastosowanie prawa, którego interpretację uznają tylko wtedy, gdy prowadzi do oczekiwanego przez nich rozstrzygnięcia.
Jest coś przewrotnego w najnowszej decyzji Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. Jeszcze kilka dni temu jego przedstawiciele przekonywali, że nie ma żadnej schizmy, ekskomunika nie została zaciągnięta, a watykański dekret opiera się na błędnej interpretacji prawa. Teraz Bractwo składa od tego samego dekretu rekurs. Do tej samej władzy kościelnej. Na podstawie tego samego prawa kanonicznego.
Skoro wyrok jest nieważny, po co się od niego odwoływać? To pytanie dotyka sedna problemu Bractwa św. Piusa X. Lefebryści od lat przekonują, że pozostają w Kościele, uznają papieża i szanują jego władzę. Jest tylko jeden problem: sami zastrzegają sobie prawo do rozstrzygania, kiedy tej władzy należy być posłusznym.
Papież – tak. Posłuszeństwo – niekoniecznie
„Nie odrzucamy władzy papieża, lecz to, co robi” – tłumaczyli lefebryści w jednym ze swoich tekstów poświęconych „stanowi konieczności”. Ich zdaniem władza kościelna może działać w sposób sprzeczny z dobrem Kościoła. Wówczas opór staje się konieczny. Problem zaczyna się przy pytaniu: kto ostatecznie rozstrzyga, że władza Kościoła przekroczyła swoje kompetencje? W przypadku Bractwa odpowiedź od lat brzmi: Bractwo.
Papież jest papieżem, ale lefebryści ocenią, czy należy go posłuchać. Prawo kanoniczne obowiązuje, ale Bractwo rozstrzygnie, jak je interpretować. Dykasteria Nauki Wiary jest „kompetentną władzą” – tak określa ją komunikat o rekursie – ale gdy wydaje dekret niezgodny ze stanowiskiem FSSPX, okazuje się, że źle rozumie własne prawo. Trudno nie dostrzec tu rozdwojenia.
Prawo działa, kiedy nam służy
Bractwo od początku przekonywało, że biskupi uczestniczący w nielegalnych święceniach nie zaciągnęli ekskomuniki, ponieważ działali w stanie konieczności. Lefebryści powoływali się przy tym na przepisy Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1983 roku. Tego samego, który od lat ostro krytykują jako owoc posoborowej eklezjologii. Nie oznacza to, że FSSPX w ogóle nie uznaje prawa kanonicznego. Problem jest subtelniejszy. Bractwo przyjmuje takie interpretacje prawa, które potwierdzają jego własną diagnozę kryzysu Kościoła.
Teraz mechanizm powtarza się po raz kolejny. Watykan stwierdza schizmę i ekskomunikę. Bractwo odpowiada: żadnej schizmy nie ma. Następnie składa rekurs na podstawie kanonów 1734 i następnych oraz natychmiast powołuje się na kanon 1353, by stwierdzić, że wykonanie dekretu zostało zawieszone. Nagle precyzja prawa kanonicznego okazuje się niezwykle ważna.
I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby Bractwo powiedziało: uznajemy władzę Kościoła, korzystamy z drogi odwoławczej i podporządkujemy się ostatecznemu rozstrzygnięciu. Tylko czy ktokolwiek wierzy, że jeśli rekurs zostanie odrzucony, lefebryści uznają schizmę i ekskomunikę? Niestety usłyszymy raczej, że Rzym się myli, kryzys trwa, a stan konieczności nadal usprawiedliwia dalsze działanie.
Kto jest najwyższą instancją?
W tym tkwi zasadniczy problem Bractwa. Nie w łacinie. Nie w starej liturgii. Nawet nie w krytyce Soboru Watykańskiego II. Problemem jest władza. Katolicyzm nie polega na uznawaniu papieża tylko wtedy, gdy potwierdza nasze przekonania. Posłuszeństwo obowiązujące wyłącznie w przypadku zgodności poglądów nie jest posłuszeństwem. Jest współpracą między równorzędnymi partnerami.
A Bractwo nie jest równorzędnym partnerem Stolicy Apostolskiej. Lefebryści znaleźli się w pułapce własnej argumentacji. Im mocniej zapewniają, że są częścią Kościoła, tym trudniej wyjaśnić, dlaczego odrzucają rozstrzygnięcia jego najwyższej władzy. Im częściej powołują się na prawo kanoniczne, tym bardziej zasadne staje się pytanie, dlaczego jego przepisy są wiążące tylko wtedy, gdy wspierają stanowisko Bractwa.
FSSPX złożyło rekurs. Ma do tego prawo. Paradoksalnie sam ten gest pokazuje jednak, że watykański dekret nie jest tak bezprawny i nieistotny, jak próbują przekonywać lefebryści. Gdyby nie miał żadnego znaczenia, nie byłoby od czego się odwoływać.
Teraz pozostaje jedno pytanie: co zrobi Bractwo, jeśli Rzym ponownie powie „nie”? Bo prawdziwy test jedności z Kościołem zaczyna się nie wtedy, gdy Rzym przyznaje nam rację. Zaczyna się właśnie wtedy, gdy jej nie przyznaje.
KAI DODANE Dziś 15:11
Karol Białkowski Dziennikarz, redaktor portalu „Gościa Niedzielnego”. Z wykształcenia teolog o specjalności Katolicka Nauka Społeczna, absolwent Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Wieloletni prezenter i redaktor wrocławskiego Katolickiego Radia Rodzina, korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej, a od 2011 roku dziennikarz „Gościa”. Przez prawie 10 lat kierował wrocławską redakcją GN.