
Od świtu kibice w Oslo ustawiają się w kolejkach do stref kibica, choć do meczu ćwierćfinału Norwegia-Anglia pozostało 12 godzin. Do przedmeczowej rywalizacji dołączyły też Kościoły obu krajów.
Pierwsi kibice przed strefą przy twierdzy Akershus w centrum Oslo pojawili się przed godz. 7 rano. Część dotarła do stolicy pociągami z daleka. Przygotowani na długie oczekiwanie zabierali ze sobą jedzenie, krzesła i karty do gry.
"Nie wyobrażamy sobie, by w tym nie uczestniczyć. Liczyliśmy na to, że znajdziemy miejsce, ale uznaliśmy, że możemy przyjechać wcześniej i spędzić tu cały dzień" - powiedział dziennikowi "VG" 20-letni Jesper, który z przyjaciółmi wyruszył do Oslo z Sarpsborga tuż po godz. 5 rano.
Mecz Norwegii z Anglią będzie transmitowany m.in. na placu Ratuszowym i stadionie Frogner. Według szacunków policji w centrum Oslo może pojawić się nawet 200 tysięcy ludzi. Zamknięto część ulic oraz zjazd z tunelu E18 w dzielnicy Vika, a służby zaapelowały o korzystanie z transportu publicznego.
Gwardia Królewska wzmocniła ochronę Pałacu. Po meczu z Senegalem pod rezydencją Haralda V kilkadziesiąt tysięcy kibiców wołało "Obudzimy króla!". Zwycięstwo nad Brazylią wywołało takie emocje, że do szpitala trafiło 48 osób z poparzeniami po użyciu fajerwerków.
Do przedmeczowej rywalizacji włączył się także największy związek wyznaniowy w kraju - luterański Kościół Norwegii. Rzucił wyzwanie anglikańskiemu Church of England. Stawką jest zmiana logo po meczu. Angielscy duchowni przyjęli zakład.
W logotypach obu Kościołów znajduje się krzyż, ale w norweskim także topory św. Olafa, średniowiecznego króla Norwegii.
Wcześniej podobny zakład zaproponowały linie Norwegian i British Airways. Przegrany przewoźnik ma na jeden dzień zmienić zdjęcie profilowe w mediach społecznościowych na logo rywala.
Ćwierćfinał Norwegia-Anglia rozpocznie się w sobotę o godz. 23 czasu polskiego i norweskiego.
Z Oslo Mieszko Czarnecki (PAP)