RAK
    Jezus jak dziecko na podwórku

    Jezus jak dziecko na podwórku

    3423 odsłon
    Jezus jak dziecko na podwórku

    107,6 FM Kluczem do wiary jest dziecięca ufność, prostota serca, zdolność do zdziwienia się, rezygnacja z zimnej kalkulacji, wyrachowania. W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prost

    107,6 FM

    Kluczem do wiary jest dziecięca ufność, prostota serca, zdolność do zdziwienia się, rezygnacja z zimnej kalkulacji, wyrachowania.

    W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie.

    Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić.

    Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie».

    Mt 11, 25-30

    1. „Zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”. Nēpios (prostaczek) to dosłownie „niemowlę”. To chyba lepiej oddaje sens całego zdania, bo dalej Jezus mówi o tym, że Ojciec objawia wszystko Synowi. Czyli Jezus jest sam Dzieckiem Ojca – „zrodzony, a nie stworzony”, jak mówimy w Credo. My jako chrześcijanie mamy się na nowo narodzić, czyli stać się Bożymi niemowlętami. Musimy się wyzbyć naszej „dorosłości” rozumianej jako pycha, zbytnia pewność siebie, zarozumiałość. Bywamy „mądrzy i roztropni” w znaczeniu pokładania sił we własnym rozumie, zdolnościach, wykształceniu. Jezus nie potrafił się przebić z Ewangelią do faryzeuszy i uczonych w Piśmie. Ubodzy i grzesznicy przyjmowali ją o wiele chętniej. Kluczem do wiary jest dziecięca ufność, prostota serca, zdolność do zdziwienia się, rezygnacja z zimnej kalkulacji, wyrachowania. Owszem w Biblii nēpios może też mieć odcień negatywny i oznaczać niedojrzałość, brak rozwoju. Ale nie o to znaczenie tutaj chodzi. Można być superwykształconym profesorem i zachować w sobie duszę dziecka, które wie, że jest zależne w istnieniu od Ojca.

    2. „Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić”. Taka jest struktura objawienia. Syn „wie” wszystko od Ojca i tylko On zna Ojca, bo jest z Nim w jedności. Miłość jest kluczem do poznania drugiego człowieka i także Boga. A miłość to więź, zaangażowanie, bliskość, a nie teoretyzowanie. Poznać Ojca może tylko ten, kto na życiowym podwórku zaprzyjaźni się z Synem. Podobnie jak dzieci tworzą paczkę kumpli goniących za piłką czy grających w gumę (czy dzieci jeszcze tak się zachowują?). Kościół to taka „dziecięca” wspólnota, w której uznajemy autorytet jednego z nas, też Dziecka, ale jedynego prawdziwego Syna Ojca. My, sieroty, samotne i poranione, z naszymi deficytami miłości, słyszymy jego opowiadanie o Dobrym Ojcu, którego nie znamy. Możemy poznać miłość Ojca tylko wtedy, gdy uwierzymy Synowi i będziemy się z Nim bawić wedle reguł gry, której nas uczy. „Przyjdźcie do Mnie wszyscy”. No właśnie. Przyjść do Jezusa znaczy opuścić swoją wygodę, ale także zostawić swoje bóle, lęki, utrudzenia, obciążenia itd. Znajdziemy ukojenie, słodycz i brzemię. Miłość daje to wszystko „w pakiecie”. My zwykle chcemy wziąć tylko ukojenie i słodycz, odrzucamy brzemię. Dlatego przegrywamy.

    3. Rzućmy okiem na drugie czytanie, w którym mowa jest o Duchu Świętym, który jest Duchem Chrystusowym. Kto przychodzi do Syna, kto Go przyjmuje, ten otrzymuje także Ducha Świętego. Istnieje różnica między Synem a Duchem. Syn jest wcielonym Słowem Ojca, Duch jest tchnieniem, czyli głosem niosącym to Słowo. Jezus jest obrazem Ojca, doskonałą ikoną Boga. Duch Święty jest światłem, dzięki któremu widzimy obraz. Słowo ma charakter bardziej zewnętrzny – człowieczeństwo Jezusa było czymś obiektywnym, konkretnym, namacalnym. Kto Go spotykał, widział Go, słyszał. Mógł Go dotknąć, przytulić, ucałować. Ale ta obiektywność trwała tylko przez chwilę. W opowieści o Emaus jest ta chwila, gdy Jezus „zniknął im z oczu”. Czy uczniowie zostali sami? Czy nic się nie zmieniło po spotkaniu ze Zmartwychwstałym? Nie! To są już inni ludzie. Zostali napełnieni Jego Duchem. Ze smutku przeszli do radości. Złamani zostali postawieni do pionu. Martwi ożyli. Duch Chrystusowy w nich trwał. Podobnie może być z nami. Przychodzimy na Mszę św. To jest rzeczywistość obiektywna: słyszymy słowo, na ołtarzu jest łamany Chleb, przyjmujemy jego cząstkę. Wracamy do domu, nie niosąc z sobą monstrancji, ale niosąc w sobie Jego Ducha. Żyjemy nie tylko swoim, ale i Jego życiem. Z pomocą tego Ducha mamy pokonywać pożądania ciała. Przy czym u św. Pawła słowo „ciało” ma wiele znaczeń. W naszym fragmencie oznacza ono, że cielesność, materialność, fizyczność naszego człowieczeństwa nie mają nas zdominować. A tak często bywa. „Żyć według ciała” to wegetować, jeść, pić, używać, lękać się śmierci, zostać na poziomie biologii. „Żyć według Ducha” to żyć pełnią człowieczeństwa, szukać harmonii między materią a duchem, poddać swoje prymitywne instynkty wolności wyboru. Czyli nie idę bezmyślnie za odruchami, ale szukam prawdziwego, trwałego dobra, a nie krótkotrwałej przyjemności. Szukam szczęścia, a nie rozrywki. Miłości, nie miłostki. Godzę się na „jarzmo”, czyli zamianę wolności w wierną miłość. Wtedy nadejdzie słodycz i ukojenie.


    Źródło: Gość Niedzielny – edycja sandomierska

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era