
Czasami nie wierzymy. Zupełnie. Dobro wydaje się odległe, światło niemożliwe, prawda – nie przy nas. Nawet nie to, że dzieje się coś szczególnie złego, ot, tyle co zwykle. Po prostu tak, jakby po naszej, ludzkiej stronie, coś się urwało. Jakbyśmy nagle stracili wątek.
Jaka to ulga skądinąd! Jakie przebudzenie nagłe, trzeźwość. Że nie od nas zależy świat, jego szarość i blask, że to nie tutaj podpora, źródło.
W takich chwilach wystawiać siebie na słońce, jak tamte słoneczniki. Jadąc tutaj, widzieliśmy całe pole. Maleńkie żółtozielone główki, nieco liche, jak to tego lata. Niby obrócone tyłem do rzeczywistości. Jakby tam, po drugiej stronie, działo się coś niezmiernie ciekawego.
Więc wystawiam siebie na słońce. Oddycham. Nie wiem zupełnie, jakadziś będzie pogoda i czy woda zdąży się nagrzać. Ani czy ta lekko stłumiona, wznosząca się i opadająca kakofonia dziecięcych głosów w tle wybrzmi za moment śmiechem czy skargą.
Ulotność wrażeń, przedsmak życia zupełny. Świadomość, że to tylko chwilka (chwilunia, chwileńka), i że wystarczy.
Pamiętam jak mówili do mnie, jak patrzyli. Książki na stole, herbata, równy maszynowy ścieg. Mieszanie zupy, grubo posmarowane kromki, znajome szuranie odsłanianej firanki. Mieszkają we mnie wspomnienia i zapachy, świat jest pełen; daje więcej, niż obiecywał, kolejny raz.
Jak to możliwe, że są tu wszyscy, tak blisko? Ich poszarpane życiorysy, niejasne marzenia, przecież to nie mogło się udać, wyjść światu na dobre, przecież wiem. Byli tak nietrwali, a ciągle obecni, tak niedokończeni, a tak głęboko zrośnięci. Wyczuwam ich w zgiełku i w ciszy, na jawie i przed snem.
Świętych obcowanie okazuje się czasem bardziej ziemskie, niżby się można spodziewać. Żadnych wzniosłości – tylko widok za oknem, zapach szczypioru i ziemi.
Czasem coś się z nagła przypomina. Jacy byliśmy naiwni, albo jak bardzo się myliłam. Grzechy zapomniane albo raczej odkryte dopiero teraz, rychło w czas. W ważnych sprawach – to na pewno. Świadome, dobrowolne – w jakiej mierze?
Umieć zobaczyć dawnych siebie w świetle tego, co już wiemy. W świetle tej życzliwości, której nauczył nas czas. Tej cierpliwości, którąśmy darmo trzymali. Nawet nie wyrozumiale, a zwyczajnie, bez oskarżeń, osądu, skarg.
Własnego życia czytanie ze zrozumieniem sztuka niełatwa jest.
aktualna ocena | | głosujących | | Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |
Tydzień z Wiara.pl
Przeczytaj jeszcze
Galerie
Katarzyna Solecka
Piotr Drzyzga
ks. Leszek Smoliński
Autoreklama