
Tłumy ludzi wypełniły ulice i place argentyńskich miast, świętując zwycięstwo "Albicelestes" nad odwiecznym rywalem, Anglią, i awans do finału mistrzostw świata w piłce nożnej. Kibice wiwatowali, śpiewali, tańczyli i bili w bębny do późnych godzin nocnych.
Spotkanie, które dziennik "La Nacion" określił jako "mecz stulecia", zakończyło się wynikiem 2:1 dla Argentyny, choć do 84. minuty podopieczni Lionela Scaloniego przegrywali 0:1. W niedzielę broniąca tytułu Argentyna zmierzy się z Hiszpanią w finale.
W stołecznej dzielnicy Palermo w strefie kibica zgromadziło się prawie 30 tys. osób. Początkowy entuzjazm przygasł w 55. minucie meczu, po bramce Anthony'ego Gordona. Nastroje zmieniły się ponownie, gdy wyrównał Enzo Fernandez. Kiedy w doliczonym czasie gry wynik spotkania ustalił Lautaro Martinez, ludzie na placu zaczęli skakać i się obejmować.
Już było źle, ale tak robi Argentyna. Najpierw cierpimy, a potem przychodzi radość - powiedział 24-letni Nahir Otero, cytowany "La Nacion".
Było wszystko razem. Oczekiwania, nerwy, rozpacz, smutek i szczęście. Wspaniale przeżycie - oceniła 39-letnia Noelia Gomez.
Większość Argentyńczyków ogląda zmagania reprezentacji w domach, całymi rodzinami. W meczu z Anglią po każdym z goli "Albicelestes" wiwaty dobiegające z poszczególnych mieszkań łączyły się w głośną wrzawę. Wiele osób wychodziło na balkony, skacząc i machając flagami.
Uliczne święto zaczęło się po ostatnim gwizdku. W Buenos Aires w tradycyjnym miejscu, pod Obeliskiem, w ciągu kilku minut zaczęły się gromadzić tłumy. Podobnie było w Rosario, Cordobie, Mendozie, Tucumanie i Mar del Plata.
W La Placie, stolicy prowincji Buenos Aires, tysiące mieszkańców, od małych dzieci po seniorów, zebrały się na głównym Placu Moreno oraz przy Placu San Martina. Ludzie w biało-błękitnych barwach tańczyli, śpiewali i bili w bębny. Nocne niebo rozświetlały sztuczne ognie.
Jedną z najczęstszych przyśpiewek było "kto nie skacze, jest Anglikiem", śpiewane przez argentyńskich kibiców od lat 80. XX wieku i świadczące o głębokich animozjach pomiędzy Argentyną a Anglią, związanych między innymi z wojną o Falklandy (Malwiny), stoczoną przez oba kraje w 1982 r. i przegraną przez Argentynę.
Eksperci oceniali pojedynek Argentyna - Anglia jako jeden z największych międzynarodowych klasyków i powtórkę najbardziej mitologizowanego meczu w historii argentyńskiego futbolu - zakończonego takim samym wynikiem ćwierćfinału mistrzostw świata z 1986 roku.
Z Buenos Aires - Andrzej Borowiak (PAP)
wia/ wkp/