
Jeszcze niedawno polskie wina traktowano z pewną rezerwą. Dziś coraz częściej zdobywają nagrody na konkursach i uznanie degustatorów. Rosną również powierzchnie upraw, a liczba nowych winnic z roku na rok się zwiększa. Winiarstwo ponownie staje się trwałym elementem krajobrazu polskiej wsi - także na Śląsku.
Wiesz coś więcej na ten temat?
Napisz do nas
Według danych Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, na 30 czerwca 2026 roku w Polsce zarejestrowanych było 768 winnic, zajmujących łącznie powierzchnię przekraczającą 1000 hektarów. W samym województwie śląskim funkcjonują już 34 zarejestrowane winnice, a ich liczba z roku na rok systematycznie rośnie.
Są to jednak wyłącznie gospodarstwa wpisane do oficjalnej ewidencji i produkujące lub przygotowujące się do produkcji wina na rynek. Obok nich istnieje wiele przydomowych winnic, których właściciele uprawiają winorośl z pasji, najczęściej na własne potrzeby, dlatego nie podlegają obowiązkowi rejestracji.
Wszystko to pokazuje, jak wielkim zainteresowaniem cieszy się dziś uprawa winorośli w Polsce, również na Śląsku, gdzie dawne tradycje winiarskie ponownie odżywają i coraz wyraźniej wpisują się w krajobraz regionu.
Od pierwszej sadzonki do dwóch tysięcy krzewów
Jerzy Borek z Gołkowic, wiceprezes Stowarzyszenia Cieszyński Szlak Wina, należy do najbardziej doświadczonych śląskich winiarzy. Jego historia jest jednocześnie częścią historii odradzającego się polskiego winiarstwa. Jego doświadczenie obejmuje kilkadziesiąt lat poszukiwań, eksperymentów i nauki.
Winnica Smuga, którą prowadzę, powstała w 2002 roku, ale moje zainteresowanie winiarstwem sięga końca lat osiemdziesiątych. Wszystko zaczęło się od znajomego, który pracował przy zakładaniu winnic w okolicach Moguncji. Przywiózł mi pierwszą profesjonalną sadzonkę odmiany Regent i butelkę wina reńskiego. Wtedy zrozumiałem, że wino może smakować zupełnie inaczej niż to, które w tamtych czasach można było kupić w polskich sklepach - wspomina Jerzy Borek, wiceprezes Stowarzyszenia Cieszyński Szlak Wina. Na Śląsku od pokoleń spotkać można winorośle pnące się po ścianach domów i stodół. Z ich owoców wytwarzano - i nadal wytwarza się - domowe wino, często z dodatkiem cukru.
W środowisku winiarskim dosładzanie cukrem jest złamaniem jednej z podstawowych zasad. Tego po prostu robić nie wolno. Dzisiaj wiemy, że dobrze prowadzona winorośl sama potrafi zgromadzić odpowiednią ilość naturalnych cukrów. Trzeba nauczyć się właściwie prowadzić krzew. Przed laty nie było również dostępu do drożdży winiarskich, zatem nastaw fermentował za sprawą tzw. dzikich drożdży, które naturalnie występują na roślinach. Współcześnie winiarz opiera fermentację na drożdżach winiarskich hodowanych w wyspecjalizowanych laboratoriach. Pozwala to na dokładne kontrolowanie procesu fermentacji i pomaga wydobyć pożądane aromaty - mówi Jerzy Borek. Pierwsze profesjonalne sadzonki Jerzy Borek sprowadzał przed laty od Romana Myśliwca z Jasła, twórcy jedynego wówczas ośrodka winiarstwa w Polsce.
Szybko okazało się jednak, że nie każda odmiana dobrze rosnąca na Podkarpaciu odnajdzie się na Śląsku. Przez lata testowałem kolejne odmiany. Było ich niemal sto. Dopiero po wielu doświadczeniach można było wybrać te, które najlepiej radzą sobie na naszej glebie i w klimacie naszego regionu - mówi Jerzy Borek. Dziś jego winnica liczy niemal dwa tysiące krzewów i zajmuje około 40 arów.
Od kiedy przeszedłem na emeryturę w 2008 roku, mogłem poświęcić się winiarstwu niemal w pełnym wymiarze. Winnicą zajmuje się również mój syn Paweł wraz z żoną. Cieszę się, że udało mi się zaszczepić u nich zainteresowanie winoroślą. Dzisiaj młodzi winiarze mają znacznie łatwiej niż my przed trzydziestoma laty. Istnieją szkoły winiarskie, kierunki enologiczne na uczelniach przyrodniczych, jest bogata literatura oraz wsparcie ośrodków doradztwa rolniczego. I co chyba najważniejsze, mogą korzystać z doświadczeń naszego pokolenia - mówi Jerzy Borek. Winiarstwo jest gałęzią rolnictwa. Wymaga ciężkiej pracy, znajomości gleby, pogody, biologii roślin i ogromnej cierpliwości. Jednocześnie ma w sobie coś, czego próżno szukać w większości innych upraw.
Każdy winiarz jest nie tylko rolnikiem, ale także opiekunem swojej winnicy, obserwującym każdy pęd, każdy liść i każdy dojrzewający owoc. Jest w tym pewien pierwiastek sztuki.
Choć wino zaliczane jest do napojów alkoholowych, jego powstawanie ma niewiele wspólnego z produkcją mocnych alkoholi. Nie rodzi się w procesie destylacji, lecz dzięki fermentacji winogron. To właśnie ten proces, oparty na naturze i wiedzy winiarza, sprawia, że wielu producentów postrzega wino nie tylko jako alkohol, ale przede wszystkim jako owoc swojej wielomiesięcznej pracy.
Winiarstwo na Śląsku ma wielowiekowe korzenie
Winiarstwo na Śląsku nie jest czymś zupełnie nowym. Rozwój śląskiego winiarstwa przed wiekami zawdzięczamy w dużej mierze zakonom, zwłaszcza cystersom. Wraz z powstawaniem parafii, klasztorów i szpitali zakładano niewielkie winnice, ponieważ wino było potrzebne między innymi do sprawowania liturgii.
Z czasem winorośl zaczęła pojawiać się również przy majątkach rycerskich i gospodarstwach, stając się naturalnym elementem śląskiego krajobrazu.
Nie były to jednak wielkie plantacje. Winorośl stanowiła jedynie uzupełnienie gospodarstwa. Między rzędami krzewów uprawiano warzywa. Dawni gospodarze wykorzystywali każdy fragment ziemi, łącząc różne rodzaje upraw na jednej działce.
Rozwojowi współczesnego winiarstwa sprzyjają wyższe temperatury w okresie letnim oraz dłuższy sezon wegetacyjny. Dzięki temu winorośl może lepiej dojrzewać i osiągać odpowiednią zawartość cukrów. W przeszłości również zdarzały się okresy, w których warunki klimatyczne sprzyjały uprawie winorośli na terenach położonych dalej na północ.
Można zatem powiedzieć, że współczesne winiarstwo na Śląsku jest w pewnym sensie powrotem do tradycji, a jego dawne ślady można odnaleźć w nazwach miejscowych. W naszym regionie przypominają o tym choćby Winna Górka w rejonie Zwonowic czy Winna Kępa w Rogowie.
Winorośl znajdowała się również w herbie rodu von Fragstein - niegdysiejszych właścicieli Rogowa i Bluszczowa. To nieprzypadkowe nazwy, lecz świadectwo dawnej obecności winorośli w regionie.
Wina z Jastrzębia-Zdroju zdobywają nagrody
Jednym z ludzi, którzy od lat tworzą historię współczesnego śląskiego winiarstwa, jest Lech Sikora, właściciel Winnicy Laguna w Jastrzębiu-Zdroju.
Winnica Laguna Lecha Sikory powstała w 2006 roku i była jedną z pierwszych winnic w okolicach Jastrzębia-Zdroju. Dziś zajmuje około hektara i znajduje się w Boryni, niedaleko zabytkowego pałacu.
Nie zamierzam jednak na tym poprzestać. Planuję kolejne nasadzenia, choć, jak większość rolników na Śląsku, muszę mierzyć się z problemem rozproszonych gruntów. Nowa część winnicy powstanie w innej lokalizacji, co z pewnością utrudni prowadzenie gospodarstwa, ale nie zamierzam z tego powodu rezygnować z dalszego rozwoju - mówi Lech Sikora.
Wina Lecha Sikory od lat zdobywają uznanie nie tylko miłośników wina, ale również jurorów prestiżowych konkursów. Jego trunki zdobywają liczne nagrody i wyróżnienia.
Największym sukcesem okazało się półwytrawne białe wino, które podczas Targów Smaki Regionów w Poznaniu zostało uhonorowane nagrodą „Perła 2025” - jednym z najbardziej prestiżowych wyróżnień dla produktów regionalnych w Polsce. Nagrodę wręczył minister rolnictwa i rozwoju wsi Stefan Krajewski.
Wina z Laguny posiadają certyfikat Jastrzębskiego Produktu Lokalnego, przyznawany przez prezydenta Jastrzębia-Zdroju. Właściciel podkreśla, że dla rozwoju niewielkich rodzinnych winnic ogromne znaczenie ma również współpraca z samorządem.
Promocja lokalnych produktów sprawia, że coraz więcej osób odkrywa, iż także na Śląsku powstają wina mogące z powodzeniem konkurować z najlepszymi polskimi trunkami.
Nowe pokolenie śląskich winiarzy
Winnica Janusza Radeckiego ze Szczejkowic jest znacznie młodsza od gospodarstw Jerzego Borka czy Lecha Sikory. Jej historia zaczęła się dziesięć lat temu od zaledwie dwudziestu sadzonek.
Winnicę prowadzę od dziesięciu lat. Zaczynałem od dwudziestu sadzonek, a dziś zajmuje ona już trzydzieści arów. Na pierwsze własne wino musiałem jednak czekać kilka sezonów, ponieważ pierwsze plony pojawiają się dopiero w trzecim lub czwartym roku od posadzenia winorośli. Byłem zadowolony z efektu, jaki udało mi się osiągnąć, ale jednocześnie wiem, że w winiarstwie człowiek uczy się przez całe życie. Mam tego pełną świadomość i chcę z każdym kolejnym rokiem tworzyć coraz lepsze wino. Przede mną jeszcze długa droga, ale właśnie to jest w tym wszystkim najpiękniejsze - mówi Janusz Radecki. Nie bez znaczenia pozostaje również wykształcenie właścicieli. Janusz Radecki i jego żona są technologami żywienia, a sam Janusz wychował się na kilkunastohektarowym gospodarstwie rolnym. Od najmłodszych lat poznał więc realia ciężkiej pracy na roli, natomiast zdobyta wiedza zawodowa okazuje się niezwykle pomocna podczas procesu winifikacji.
Moja winnica nie jest wielka, została jednak przyjęta przez naszą rodzinę niemal jak kolejne dziecko. Wspólnie z żoną troszczymy się o każdy krzew i spędzamy w niej bardzo dużo czasu. Mocno angażuje się również mój ojciec. To już nie jest tylko moje hobby, ale wspólna rodzinna pasja - mówi Janusz Radecki. W swojej winnicy uprawia odmiany Hibernal, Johanniter, Saint-Pepin, Sauvignon Blanc oraz bardzo popularnego wśród polskich winiarzy Solarisa, a także czerwone Regent, Leon Millot i Swenson Red.
Dobór odmian nie jest przypadkowy. To efekt wielu rozmów z bardziej doświadczonymi winiarzami oraz poszukiwania szczepów najlepiej radzących sobie w śląskich warunkach klimatycznych.
Na razie produkuję wino wyłącznie na własny użytek. Wraz z nabywaniem doświadczenia coraz częściej myślę jednak o jego sprzedaży. Niestety, w tym miejscu kończy się przyjemność, a zaczyna biurokracja. Wino jest napojem alkoholowym, dlatego jego produkcja na rynek wiąże się z koniecznością spełnienia wielu formalnych wymagań. To właśnie utrudnienia biurokratyczne są dziś jedną z największych barier dla małych rodzinnych winnic - mówi Janusz Radecki. Podobną drogę obrał Antoni Klimek z Lubomi, który swoją winnicę prowadzi w Bełsznicy. Jego historia pokazuje, że pasja do winorośli potrafi narodzić się nawet wtedy, gdy na co dzień człowiek prowadzi zupełnie inną działalność zawodową.
Jak podkreślają sami winiarze, prowadzenie winnicy to jednak nie tylko satysfakcja, ale również codzienna walka z licznymi wyzwaniami. Choroby grzybowe winorośli, konieczność systematycznej pielęgnacji krzewów czy kapryśna pogoda są nieodłącznym elementem tej pracy.
Chyba największe obawy każdego roku budzą jednak późne przymrozki wiosenne, które w ciągu jednej nocy mogą zniszczyć młode pędy i przekreślić znaczną część przyszłych zbiorów.
Mimo że wspieram żonę w prowadzeniu bardzo czasochłonnej działalności restauratorskiej, zdecydowałem się założyć niewielką winnicę. Jak to jednak często bywa, z małej winnicy zrobiła się nieco większa. Dziś zajmuje ona około dwudziestu arów i liczy blisko sześćset krzewów. Uprawiam popularnego wśród polskich winiarzy Solarisa, a także inne odmiany białe, takie jak Muskaris, Souvignier Gris i Hibernal, oraz odmiany czerwone - Regent i Cabernet Cortis. Traktuję swoją winnicę jako poletko doświadczalne, a wino produkuję wyłącznie na własne potrzeby. Jednak, jak u większości winiarzy, myślę o produkcji wina na sprzedaż. Wiem jednak, że wino wymaga pokory i cierpliwości. Chociaż z roku na rok jakość trunków powstających z moich zbiorów jest coraz lepsza, realizacja tego planu musi jeszcze trochę poczekać - mówi Antoni Klimek. Choć śląskie winnice najczęściej nie mają wielkości znanej z południa Europy, ich prowadzenie wymaga ogromnego nakładu pracy. Nawet przy sześciuset krzewach do każdej winorośli trzeba w ciągu sezonu podejść wielokrotnie - od cięcia, przez podwiązywanie pędów, odchwaszczanie i ochronę roślin, aż po zbiory.
W praktyce oznacza to nawet około dwudziestu zabiegów wykonywanych przy każdym krzewie. Łatwo więc wyobrazić sobie, ile pracy wymaga niewielka, rodzinna winnica.
Dlatego współcześni winiarze coraz częściej sięgają po specjalistyczny sprzęt ułatwiający pielęgnację winorośli. Ponieważ zakup takich maszyn, jak pielniki międzyrzędowe czy urządzenia do odlistniania, stanowi dla niewielkich gospodarstw poważny wydatek, śląscy winiarze chętnie sobie pomagają.
Jak pokazują doświadczenia rozmówców, lokalni winiarze chętnie współpracują - pożyczają sobie sprzęt, wymieniają doświadczenia i wzajemnie doradzają. Sukces jednego z nich może w ten sposób sprzyjać rozwojowi całego śląskiego winiarstwa.
Historie Janusza Radeckiego i Antoniego Klimka pokazują, że współczesne śląskie winiarstwo rozwija się nie tylko dzięki doświadczeniu jego pionierów. Coraz częściej tworzą je ludzie, którzy z różnych zawodów i życiowych dróg trafili do świata winorośli, odnajdując w niej swoją pasję.
To właśnie oni sprawiają, że dawna tradycja zakładania winnic na Śląsku zyskuje dziś nowe życie. Patrząc na rzędy winorośli skąpanych w letnim słońcu, trudno oprzeć się wrażeniu, że historia zatoczyła koło.
Być może Winna Kępa i Winna Górka nie są już tylko pamiątką po dawnych czasach, ale zapowiedzią nowego rozdziału w dziejach regionu - pisanego przez ludzi, którzy postanowili przywrócić mu niemal zapomnianą tradycję.
Marek Dzierżęga, Stowarzyszenie Piękny Region
Źródło: JastrzebieOnline.pl