Wiceministra Sikora o budżecie UE na lata 2028-34: Chcemy zdobyć dodatkowe pieniąd
Dodaj komentarz
Najbliższe pół roku będzie kluczowe dla negocjacji Wieloletnich Ram Finansowych UE na lata 2028-2034. Na szali jest 123,3 mld euro, bo tyle według propozycji Komisji Europejskiej miałoby przypaść Polsce. O szansach na kompromis, polskich „czerwonych liniach” mówi PAP podsekretarz stanu w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej Monika Sikora.
PAP: Wchodzimy w ostatnią fazę negocjacji budżetowych. Czym różni się przyszły budżet od perspektywy finansowej kończącej się w przyszłym roku?
Monika Sikora: Propozycja Wieloletnich Ram Finansowych (WRF) przedstawiona przez Komisję Europejską rok temu znacznie odbiega od tego, z czym mieliśmy do czynienia do tej pory - zarówno jeśli chodzi o wielkość budżetu, jego strukturę jak i sposób wydatkowania. Zasadnicza różnica polega na tym, że to, co było dotąd w osobnych kopertach budżetowych, a z czego finansowana była m.in. polityka spójności, wspólna polityka rolna, wspólna polityka rybołówstwa i ta dotycząca bezpieczeństwa i azylu, zostało zebrane w jednym „funduszu parasolowym”.
Ta zasada przechodzi też poziom niżej, czyli na poszczególne programy i fundusze. W nowym budżecie bardzo duży nacisk kładzie się też na transformację energetyczną, na kwestie zapewnienia Unii większej konkurencyjności i na innowacyjność. Z polskiej perspektywy kluczowa jest rola polityki spójności, umożliwiająca policentryczny rozwój kraju. Chcemy inwestować także w miejsca, którym grozi wyludnienie, w Polskę lokalną. Naszym celem pozostaje dalsze niwelowanie dysproporcji rozwojowych między wschodnią a zachodnią częścią kraju.
PAP: Polska będzie nadal największym beneficjentem budżetu UE?
M.S.: Tak wynika z propozycji budżetu unijnego, jaką przedstawiła KE. Polska ma otrzymać alokację w wysokości 123,3 mld euro, czyli ok. pół biliona złotych. Negocjacje trwają.
PAP: Cypryjczycy, którzy przewodzili Radzie UE od stycznia do końca czerwca, obcięli propozycję KE o 2 proc. Rozumiem, że ta redukcja nie dotyczy alokacji dla Polski?
M.S.: - Od początku negocjacji walczymy o to, aby cięcia nie dotknęły „funduszu parasolowego”, który obejmuje fundusze spójności gospodarczej, społecznej, terytorialnej, a także dotyczące rolnictwa i obszarów wiejskich, rybołówstwa i gospodarki morskiej, dobrobytu i bezpieczeństwa. Jeśli miałoby dojść do cięć, to naszym zdaniem powinny one dotyczyć funduszy centralnie zarządzanych przez KE, czyli Globalnej Europy czy Europejskiego Funduszu Konkurencyjności, gdzie w propozycji Komisji Europejskiej są największe wzrosty.
PAP: Na jakim etapie są negocjacje rok po przedstawieniu propozycji przez KE?
M.S.: Prezydencja cypryjska podeszła do zadania ambitnie i wykonała sporo pracy. Dzięki temu mamy już uzgodnione tzw. częściowe podejście ogólne Rady dotyczące kluczowych rozporządzeń dla polityki spójności. A to stanowi podstawę do dalszych negocjacji z Parlamentem Europejskim. Prezydencja irlandzka będzie teraz pracować nad decyzjami o charakterze finansowym, w tym nad nową propozycją kompromisową dotyczącą budżetu. Podczas jej wypracowywania Irlandia będzie musiała wziąć pod uwagę głosy płatników netto, którzy nawołują do dalszych cięć.
Zabiegamy również o ograniczenie arbitralnych decyzji KE, bo chcemy zmniejszyć poziom uznaniowości Brukseli. Natomiast pewne jest już to, że nowy fundusz parasolowy będzie zdecentralizowany. Dzięki temu regiony będą miały większy wpływ na programowanie i realizację działań, które ich dotyczą. Jako państwo członkowskie mamy wieloletnie tradycje współpracy z regionami. Teraz też staramy się je angażować w cały proces negocjowania i programowania nowej perspektywy finansowej. Kluczowe dla nas są takie kwestie jak: wielopoziomowe zarządzanie, zasada partnerstwa i zaangażowanie regionów przy projektowaniu polskiego Planu Partnerstwa Krajowego i Regionalnego. Za sukces Polski uznaję to, że rozporządzenie poświęcone PPKR uwzględnia cele polityki spójności, czyli jednej z najważniejszych polityk UE, której Polska jest ogromnym beneficjentem.
PAP: Regiony będą współdecydowały o tym na co pójdą unijne fundusze?
M.S.: Jeśli chodzi o Polskę, to tak. Wychodzimy z założenia, że regiony najlepiej wiedzą, jakie mają potrzeby, muszą więc być zaangażowane w ten proces. Trwają prace nad polskim Planem Partnerstwa Krajowego i Regionalnego (dokumentem określającym kierunki wykorzystania funduszy unijnych w Polsce, łączącym inwestycje i reformy - PAP). Uczestniczą w nim także przedstawiciele regionów, które będą też zaangażowane w proces wdrażania funduszy. Powinny one dostać 44 proc. z ok. 80 mld euro przeznaczonych na politykę spójności. To oznacza, że bezpośrednio do polskich regionów trafi ok. 35 mld euro. Zabiegamy też o to, aby przyszły budżet unijny uwzględnił szczególną rolę regionów wschodnich - nie tylko tych, które graniczą z Rosją czy Białorusią, ale również graniczących z Ukrainą. Będziemy starać się zdobyć dla nich dodatkowe pieniądze.
PAP: Jest na to szansa? Czy np. Portugalczycy zabiegający o wsparcie Madery zgodzą się na specjalne traktowanie Podlasia czy Podkarpacia?
M.S.: Będziemy o to walczyć. Regularnie postulujemy, żeby w miarę dodawania zabezpieczeń dla konkretnych rodzajów terytoriów, pamiętać też o wschodnich regionach granicznych UE.
PAP: Portugalia należy do Grupy Przyjaciół Spójności, która walczy o wysoki poziom finansowania polityki spójności…
M.S.: Jeśli chodzi o utrzymanie poziomu alokacji, mamy prawie całkowitą zgodność naszych postulatów, co zostało potwierdzone na zorganizowanym przez nas spotkaniu tej grupy w Warszawie. Musimy jednak pamiętać, że każdy z krajów spójnościowych ma własne wyzwania i priorytety. My staramy się zrealizować nasze.
PAP: Jak zaawansowane są prace na polskim Planem Partnerstwa Krajowego i Regionalnego?
M.S.: We współpracy z resortami i regionami pracujemy właśnie nad wstępnymi założeniami Planu. Na jego przygotowanie mamy jeszcze cały przyszły rok.
PAP: Jeśli chodzi o filozofię, przypomina trochę Krajowy Plan Odbudowy, prawda?
M.S.: Zgadza się. PPKR bazuje na rozwiązaniach znanych z KPO, zakładających działania oparte na rezultatach, czyli na inwestycjach uwarunkowanych reformami. Będziemy zabiegać o utrzymanie dłuższego okresu rozliczeń projektów. Obowiązująca do tej pory „zasada N plus 3”, w myśl której można było to zrobić w ciągu 3 lat, została zamieniona w propozycji KE na 10 miesięcy. Cypryjska prezydencja przedłużyła to do roku, ale my będziemy upierać się przy 3 latach. Chodzi o to, by umożliwić skuteczną realizację dużych projektów i inwestycji.
Staramy się też o łagodniejsze potraktowanie regionów, które w obecnej perspektywie finansowej były zakwalifikowane jako słabiej rozwinięte i miały dzięki temu zagwarantowane 85 proc. dofinansowanie projektów z UE. W kolejnej siedmiolatce budżetowej wskoczą okienko wyżej i staną się „regionami pośrednimi”, więc będą miały niższy, 60 proc. poziom wsparcia z Brukseli. W przypadku Polski będzie to dotyczyło województwa śląskiego i pomorskiego. Chcielibyśmy ułatwić im dalszy rozwój.
PAP: Budżet UE na lata 2028-34 będzie trudniejszy do zarządzania niż obecny? Czy będzie wymagał większych nakładów na administrację?
M.S.: Ocena oddziaływania, przedstawiona przez Komisję Europejską wraz z projektem nowego funduszu parasolowego, wskazuje na duży koszt instytucjonalny dostosowania do nowego systemu, szczególnie w początkowym okresie realizacji. W związku z tym wiele państw członkowskich wnioskowało o podniesienie poziomu tzw. pomocy technicznej. Dyskusje na ten temat nadal trwają.
PAP: Czy da się sensownie zaprogramować budżet do 2034 roku, skoro żyjemy w bardzo dynamicznych czasach i nie wiemy, co wydarzy się za tydzień czy miesiąc?
M.S.: Nowy budżet będzie zawierał mechanizmy zapewniające większą elastyczność – na przykład w ramach PPKR zarządzanych przez państwa członkowskie będziemy projektować jedynie 75 proc. całkowitej kwoty, a 25 proc. pozostanie rezerwą na kryzysy czy pojawiające się nowe priorytety. Również w ramach środków zarządzanych bezpośrednio przez Komisję Europejską powstanie dodatkowa rezerwa – tzw. Instrument UE, który będzie służył do mobilizowania m.in. w sytuacjach kryzysowych.
PAP: Propozycja KE zakłada, że na Fundusz Konkurencyjności ma pójść 400 mld euro. Istnieją obawy, że większość tych środków przejmą państwa o silniejszym potencjale badawczo-rozwojowym, te w których siedziby mają wielkie koncerny. Słusznie?
M.S.: - Środki z polityki spójności były dla naszych beneficjentów do tej pory łatwiej dostępne niż z instrumentów centralnie zarządzanych, np. z programu Horyzont Europa (największy w historii UE program dotyczący badań naukowych i innowacji, którego łączny budżet na lata 2021–2027 wynosi 95,5 mld euro - PAP). W nowej perspektywie polskie firmy będą musiały nauczyć się korzystać np. z Funduszu Konkurencyjności. Istnieje zgoda co do tego, że zapewnienie większej konkurencyjności i bezpieczeństwa Europy to kluczowe priorytety na kolejną perspektywę, a polskie firmy i uczelnie przez lata rozwijały swój potencjał i powinny w coraz większym stopniu korzystać z tych środków.
PAP: Jak duże są szanse na to, że negocjacje budżetowe zakończą się w grudniu? Taki jest plan Irlandii, która przewodniczy teraz Radzie UE.
M.S.: Przebieg negocjacji jest nieprzewidywalny i ciężko to realnie ocenić. Prezydencja irlandzka planuje przedstawienie wstępnych założeń kompromisu w październiku i do tego czasu będzie się starała zbudować akceptowalną propozycję kompromisową. Będziemy oczywiście kibicować Irlandii, bo szybkie zamknięcie negocjacji pozwoli nam szybciej zaprogramować i terminowo rozpocząć realizację nowych programów. Oczywiście zakładając, że w Europie nie wydarzy się nic nieprzewidzianego. Po pandemii i pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę wiemy, że nie ma nic pewnego. Wiele zależy także od tego, jak potoczą się negocjacje budżetowe w Parlamencie Europejskim.
PAP: A jeśli państwom członkowskim nie uda się osiągnąć porozumienia do końca roku?
M.S.: Będziemy robić wszystko, co możemy, żeby do tego czasu porozumieć się choćby w sprawie wielkości budżetu. Na szczegóły będziemy mieli czas do końca 2027 roku. Jeśli to się nie uda, mamy problem, bo wiosną 2027 roku są wybory prezydenckie we Francji. Sygnały, jakie płyną z Paryża, są niepokojące. Francuscy politycy ze skrajnej prawicy deklarują, że jeśli ich kandydat wygra, to zmniejszy o połowę francuski wkład do budżetu UE. Jeśli zaś chodzi o cele Polski, to kluczowe będzie utrzymanie poziomu alokacji dla naszego kraju i kwestia decentralizacji funduszy unijnych.
PAP: Rozumiem, że to jest polska czerwona linia?
M.S.: Wszystko zależy od przebiegu negocjacji, od tego czy cięcia będą tylko w części WRF centralnie zarządzanej przez KE, czy wszędzie. Musimy mieć świadomość, że zaproponowana przez KE wysokość budżetu opiera się na koncepcji tzw. nowych zasobów własnych, co do której nie ma jeszcze zgody państw członkowskich. Dlatego musimy przygotować się na różne scenariusze oraz elastycznie i realistycznie podchodzić do negocjacji.
Jacek Pawlicki (PAP)
jap/ par/ mro/
Co sądzisz na ten temat?
Źródło: Myszkow365.pl