
Cztery hokeistki Polonii Bytom Barbara Mitukiewicz, Marta Gutowska, Emilia Stankiewicz i Ewa Rojek we wrześniu lecą do Kanady, gdzie przez przynajmniej najbliższy rok szlifować będą hokejowe rzemiosło w Ontario Hockey Academy. W kolebce światowego hokeja nasze zawodniczki będą nie tylko trenować, ale i uczyć się w tamtejszym liceum.
- Dla mnie to nie było nawet marzenie. To wydawało mi się zupełnie nierealne - mówi wciąż z wyczuwalnym niedowierzaniem w głosie Marta Gutowska, wychowanka hokejowej Polonii Bytom, której wraz z trzema koleżankami z zespołu, udało się otrzymać zaproszenie na roczny pobyt w kanadyjskiej akademii. A wszystko zaczęło się w bardzo niestandardowy sposób.

- Basia Mitukiewicz wysyłała maile do różnych drużyn z Kanady. Gdy miała już potwierdzony wyjazd zwróciła się do nas z zapytaniem, czy nie chcemy również spróbować. Wszystkie zaczęłyśmy wysyłać filmiki ze swoimi akcjami z meczów. Poza tym, gdy byłyśmy z kadrą U-18 na turnieju w Niemczech, to był na nim również skaut Ontario Hockey Academy. Dopiero wtedy dowiedziałyśmy się, że mamy zapewnione miejsce - opowiada nam Marta, która w barwach Polonii sięgała już po mistrzostwo Polski.
Cel dla całej rodziny Gutowskich długo wydawał się absolutnie poza zasięgiem. Upór i zaangażowanie Marty, gdy tylko tliła się nadzieja na wyjazd do Kanady, błyskawicznie jednak zaowocował i rozwiał wątpliwości jej najbliższych. - Jeszcze podczas finałowych meczów drużyny seniorek nie zakładaliśmy, że Marta podąży w takim kierunku. Nie sądziliśmy, że ma w ogóle na to szanse - tłumaczy Agnieszka Gutowska, mama naszej hokeistki.
- Na taki wyjazd składa się mnóstwo czynników. To nie jest prosta decyzja. Tym bardziej że trzeba dodatkowo pokonać sporo procedur i formalności. Zaczyna się od wysłania swojego hokejowego CV w postaci filmików z najlepszymi akcjami, potem doszła jeszcze bezpośrednia obserwacja przez skauta. A gdy kanadyjski klub wydał już “zielone światło”, ruszyła kolejna proceduralna machina, z uzyskaniem wizy na czele. - Jak przyjrzałam się ostatnio całej korespondencji, to maili było ze 30. Sami mieliśmy mnóstwo technicznych pytań - tłumaczy Agnieszka Gutowska, mama naszej zawodniczki.
- Szukaliśmy również kontaktów, by zebrać jak największą liczbę informacji. Jak okazało się, że lecą w czwórkę, to zupełnie zmieniło się nasze spojrzenie, w tym także na ich bezpieczeństwo. Pamiętajmy, że mówimy o nieletnich osobach. Sporą pomoc zaoferował również klub, który pomógł z wypełnieniem wszelkich dokumentów i następnie pokierował rodziców Marty do odpowiednich urzędów. A co istotne, by oszczędzić zbędnej biurokracji filozofia klubu z Ontario zakłada przyznanie wizy z góry na 2 lata. Warto też wspomnieć o kosztach całego przedsięwzięcia. Sporą część wziął bowiem na siebie kanadyjski klub. - Czesne płacą rodzice, ale klub pokrywa 50 proc. kosztów. Ale na nasze warunki, to i tak spory wydatek – przyznaje Krzysztof Gutowski. - A do tego trzeba doliczyć przecież przeloty, czy kieszonkowe.
- Można powiedzieć, że Kanadyjczycy prowadzili nas za rękę w każdym etapie tego procesu. W przypadku samej wizy to są bardzo skomplikowane sprawy. W Kanadzie bez wizy można przebywać do sześciu miesięcy - dodaje tata naszej zawodniczki. Wizowa specyfika jest jednak taka, że finalna decyzja o umożliwieniu wjazdu na terytorium kraju zapada na samej granicy, po wyjściu z pokładu samolotu.
- Wykonaliśmy dotąd 99% planu. Na samej granicy jest jeszcze ostateczna rozmowa z urzędnikiem - zwracają uwagę rodzice.
A przypadek Marty jest zresztą symboliczny. 16-latka jest bowiem absolwentką pierwszego stopnia Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej im. Fryderika Chopina w Bytomiu. Długo swą pasję musiała dzielić pomiędzy muzykę i sport. - Skończyła sześć klas, a od 7 klasy postawiła ostatecznie na hokej - wspomina tata naszej zawodniczki. - Cały czas bawię się hokejem, sprawia mi to ogromną frajdę. Kto wie, może niedługo będę w stanie na nim zarabiać. A rok w Kanadzie będzie pierwszym krokiem w tym kierunku - mówi Marta. W Kanadzie wszystkie nasze zawodniczki będą zakwaterowane w internacie szkoły znajdującej się w Cornwall. Rodzice już usłyszeli zapewnienie, że Bytomianki będą rzucone od początku na głęboką wodę. Wszystkie znajdą się bowiem w różnych klasach i pokojach. A do kanadyjskiej akademii ściągane są młode adeptki z niemal wszystkich stron świata. Dla naszych zawodniczek będzie to zatem znakomita okazja nie tylko do zdobywania cennych hokejowych szlifów, ale i poznawania nowej kultury i języków. Rytm dnia w Kanadzie będą im wyznaczać treningi i szkoła. Kalendarz każdego dnia zakłada m.in. dwie jednostki treningowe, w tym jedną ogólnorozwojową. Każdy dzień zaczyna się pobudką o 6:30 i wspólnym śniadaniem.
- Jest nawet ściśle wyznaczony czas na naukę, gdy nauczyciel czuwa i sprawdza, czy faktycznie się uczymy - uśmiecha się Marta. - W Kanadzie nazywają to korepetycjami – dodaje mama Agnieszka. - W szkole panuje duża dyscyplina, każdy tydzień wygląda bardzo podobnie. Od piątku zawodniczki rozgrywają już natomiast kolejne turnieje. Rozmawialiśmy też z rodzicami innych dziewczyn z Katowic, które zdecydowały się na taki wyjazd. Wszyscy są zachwyceni. Zetknięcie z innym systemem szkolenia będzie natomiast niezwykle pożyteczną lekcją dla naszych zawodniczek, która bez wątpienia zaprocentuje w przyszłości.
- Wszyscy cały czas podkreślają, że pierwszy rok w akademii służy aklimatyzacji. To szok kulturowy i żywieniowy. Nikt nie zakłada, że po roku Marta będzie tam błyszczeć. To całkiem inny system szkolenia. Duży nacisk kładzie się na ogólnorozwojówkę. Codziennie jeden trening jest poza lodem. To kolejny krok w procesie ich rozwoju - zapewnia Agnieszka Gutowska. - W Polsce jest około 5 sekund na reakcję, jak otrzyma się krążek, a w Kanadzie nie ma nawet sekundy. Dozwolona jest też tam mocniejsza gra ciałem. Trzeba się będzie dopasować - dodaje Marta Gutowska.
Nasze młode zawodniczki do Kanady ruszają we wrześniu, ale zapewniają przy tym, że jednocześnie nie chcą rezygnować z nauki w Polsce i chcą ukończyć liceum w Bytomiu.
Źródło: Bytom (miasto na prawach powiatu) - Urząd Miejski w Bytomiu