
Lekarka skazana za nieumyślne spowodowanie śmierci. Nie wyszła do pacjenta z bólem w klatce piersiowej, zleciła telefonicznie podstawowe badania, a następnie zdecydowała o jego wypisie. Chwilę później 49-letni mężczyzna zmarł przed szpitalem na rękach swojego ojca. Prawomocny wyrok w procesie odwoławczym zapadł w poniedziałek (6.07.) w Sądzie Okręgowym w Rybniku. Sąd nie podzielił stanowiska obrony, która wnosiła o złagodzenie kary argumentując, że orzeczenie sądu I instancji – rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata oraz 2-letni zakaz wykonywania zawodu - jest rażąco niewspółmierne do winy oskarżonej.
Wiesz coś więcej na ten temat?
Napisz do nas
Pacjent z bólem w klatce piersiowej odesłany do domu
– Tomasz wciąż mógłby żyć – podkreśla z bólem Walenty Chudzik, który stracił syna w tragicznych okolicznościach. 17 marca 2023 roku mieszkaniec Jastrzębia-Zdroju wezwał pogotowie z powodu silnego bólu w klatce piersiowej. Karetka przetransportowała go do szpitala. 49-latkowi towarzyszył jego ojciec.
Pobyt na izbie przyjęć Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 2 w Jastrzębiu-Zdroju trwał ponad dwie godziny. W tym czasie pełniąca dyżur lekarka Małgorzata F. ani razu nie wyszła do pacjenta i nie zbadała go. Telefonicznie zleciła wykonanie EKG, pobranie krwi i podłączenie kroplówki, a po telefonicznym uzyskaniu wyników, poleciła wypisanie pacjenta do domu. – Tomasz mówił, że ból narasta. Był zaskoczony, że mamy wracać do domu. Bał się, pytał, czy będzie żył – relacjonuje ojciec mężczyzny.
Po wyjściu ze szpitala, 49-latek zasłabł i stracił przytomność. – Trzymałem go w ramionach, wzywałem pomocy – relacjonuje mężczyzna. Pielęgniarki i sanitariusz podjęli akcję reanimacyjną. – Dopiero wtedy zjawiła się lekarka, przechodząc spojrzała tylko w naszą stronę, nawet się nie zatrzymała - nie kryje żalu Walenty Chudzik. Jego syna nie udało się uratować.
Sąd zmienił kwalifikację czynu
We wrześniu 2025 roku Sąd Rejonowy w Jastrzębiu-Zdroju uznał lekarkę winną narażenia pacjenta na bezpośredne niebezpieczeństwo utraty życia i skazał ją na rok więzienia w zawieszeniu, grzywnę oraz dwuletni zakaz wykonywania zawodu licząc ten okres od marca 2024 roku.
Apelację wniosły obie strony. Prokurator Prokuratury Okręgowej w Gliwicach domagał się m.in. przypisania oskarżonej zarzutu nieumyślnego spowodowania śmierci. Obrona wnioskowała o złagodzenie wyroku, wskazując, że "kara jest niesprawiedliwa i nie uwzględnia okoliczności łagodzących".
Prawomocny wyrok w procesie odwoławczym w Sądzie Okręgowym w Rybniku zapadł w poniedziałek, 6 lipca. Sąd wskazał, że oskarżona zobowiązana do opieki nad pacjentem, postąpiła wbrew zasadom wiedzy i praktyki medycznej, a tym samym nie tylko naraziła pacjenta na niebezpieczeństwo, ale również nieumyślnie przyczyniła się do jego śmierci.
– Stwierdzając brak podstaw do hospitalizacji i wypisując go z izby przyjęć, nieumyślnie przyczyniła się do jego śmierci, której bezpośrednią przyczyną było nierozpoznane rozwarstwienie aorty występujące z jej pęknięciem i następczym krwotokiem, czym wyczerpała znamiona czynu z art. 160 par. 2 kk i art. 155 w zw. z art. 11 par. 3 kk – przedstawiła sędzia Lucyna Pradelska-Staniczek.
Sąd podwyższył oskarżonej okres warunkowego zawieszenia wykonania wyroku z dwóch do trzech lat oraz wydłużył zakaz wykonywania zawodu lekarza z dwóch lat do pięciu. Orzekł również zadośćuczynienie w wysokości po 50 tysięcy złotych dla rodziców Tomasza oraz zapłatę kosztów i opłat sądowych.
Zaniechanie miało związek przyczynowy ze śmiercią pacjenta
Jak podkreślała sędzia Karolina Sienica, sąd pierwszej instancji prawidłowo ustalił przebieg zdarzeń, jednak błędnie ocenił ich skutki prawne.
– Korekty wymagała jednak ocena prawna tych ustaleń, a w szczególności odpowiedź na pytanie, czy zaniechanie oskarżonej stanowiło jedynie narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia pacjenta, czy też – tak jak żądał tego prokurator w akcie oskarżenia – miało związek przyczynowy z jego śmiercią - wyjaśniała sędzia Karolina Sienica.
Sąd wskazał, że pacjent zgłaszający bardzo silny, nieustępujący ból w klatce piersiowej powinien zostać zbadany i poddany diagnostyce różnicowej, pozwalającej ustalić przyczynę dolegliwości oraz wykluczyć schorzenia bezpośrednio zagrażające życiu.
– Obowiązku tego pani oskarżona nie wykonała. (...) Kluczowe w tej sprawie znaczenie miał czas. Podczas ponad dwugodzinnego pobytu w izbie przyjęć istniała realna szansa na udzielenie pacjentowi pomocy. Była realna szansa na ustalenie przyczyny jego stanu i wprowadzenie właściwego postępowania, łącznie ze zorganizowaniem transportu do ośrodka specjalistycznego – kontynuowała sędzia Sienica.
Sąd zwrócił uwagę, że pacjent był wydolny hemodynamicznie, pozostawał w logicznym kontakcie i zgłaszał wyłącznie ból w klatce piersiowej. Świadkowie zeznawali, że dyżur tego dnia należał do spokojnych. Mimo to oskarżona wypisała pacjenta do domu.
– W tym momencie bezpowrotnie została utracona jedyna szansa na to, by pacjentowi pomóc i uratować jego życie – podkreśliła sędzia.
Statystyki nie decydują o losach pacjenta
Sąd odniósł się także do argumentów dotyczących wysokiej śmiertelności rozwarstwienia aorty. Jak zaznaczono, statystyki medyczne nie odpowiadają na pytanie, jak konkretny pacjent zachowałby się w konkretnych warunkach i przy podjęciu właściwego leczenia.
– Przedmiotem postępowania nie było ustalenie, czy pokrzywdzony przeżyłby nawet przy prawidłowym leczeniu. Tego się nie da ani wykluczyć, ani wykazać. Ocenie podlegało to, czy oskarżona dochowała obowiązków i standardów medycznych. I ocena ta jest negatywna. Nie przeprowadzono żadnych działań diagnostycznych, co wynika z opisu czynu. Nie zlecono dalszej diagnostyki, a pokrzywdzony został pozbawiony jedynej realnej szansy możliwości uzyskania specjalistycznej pomocy – zaznaczyła sędzia.
Jak wskazano, lekarka nie miała obowiązku zagwarantować pacjentowi przeżycia, lecz wykorzystać dostępne możliwości diagnostyczne i terapeutyczne, aby stworzyć mu szansę na leczenie.
– Niewykonanie tego obowiązku nie nastąpiło dlatego, że było to niemożliwe. Nie nastąpiło, ponieważ oskarżona nie podjęła żadnych działań w tym kierunku. Pozostała całkowicie bierna i zlekceważyła ból w tak newralgicznym miejscu, jakim jest klatka piersiowa – dodała sędzia.
Wyrok jest prawomocny. Nie przysługują od niego zwyczajne środki zaskarżenia.
Obrona: wyrok jest wadliwy
Mecenas Olga Żurek-Siudyka, reprezentująca oskarżoną lekarkę, zapowiedziała po ogłoszeniu wyroku, że najpierw zapozna się z jego pisemnym uzasadnieniem. Podkreślała jednocześnie, że w ocenie obrony sąd odwoławczy przypisał jej klientce skutki, na które nie miała realnego wpływu.
– Zgodnie z materiałem dowodowym znajdującym się w aktach sprawy moja klientka nie miała możliwości odwrócenia skutku w postaci śmierci. Jednostka chorobowa była na tyle zagrażająca życiu, że trudno uznać, by miała jakiekolwiek realne szanse temu zapobiec. Szpital nie dysponuje oddziałem kardiochirurgii, który mógłby szybko udzielić choremu pomocy. Musimy zapoznać się z pisemnym uzasadnieniem i dopiero wtedy podejmiemy dalsze decyzje. W naszej ocenie wyrok jest wadliwy – powiedziała.
Zapytana o argumentację sądu, że istotą sprawy było nie tyle zagwarantowanie pacjentowi przeżycia, ile podjęcie działań diagnostycznych i leczniczych, odpowiedziała, że dla przypisania lekarzowi odpowiedzialności za nieumyślne spowodowanie śmierci nie wystarczy samo stwierdzenie, iż powinien był podjąć jakieś działania.
– Lekarz musi mieć obiektywną, realną możliwość odwrócenia skutku w postaci śmierci poprzez podjęcie prawidłowych działań leczniczych. Dlatego właśnie w przypadku lekarzy zasadniczym typem jest art. 160 kodeksu karnego, dotyczący narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Nie każdego pacjenta da się uratować i z takim przypadkiem mieliśmy tu do czynienia – mówiła.
Dodała, że z opinii biegłego wynika, iż rozwarstwienie aorty jest schorzeniem bardzo trudnym do rozpoznania i często stwierdzanym dopiero podczas sekcji zwłok.
– Nawet w warunkach szpitalnych lekarzom bardzo trudno jest postawić właściwe rozpoznanie, a nawet po jego ustaleniu skutecznie wdrożyć leczenie, które uratowałoby życie pacjenta. Dlatego obrona nie kwestionowała odpowiedzialności z art. 160 kodeksu karnego, ale nie zgadzała się z przypisaniem mojej klientce nieumyślnego spowodowania śmierci – podsumowała adwokat.
Pełnomocnik rodziców: opinia biegłego była jednoznaczna
Eugeniusz Krajcer, pełnomocnik rodziców zmarłego ocenił wyrok jako sprawiedliwy i zgodny z kwalifikacją przyjętą przez prokuraturę.
– Biegły konsekwentnie wskazywał, że istnieje związek przyczynowy między zaniedbaniami lekarki a śmiercią pokrzywdzonego. Obrona twierdziła, że biegły radykalizuje swoją opinię, ale w rzeczywistości jedynie odpowiadał szczegółowo na zadawane pytania i jeszcze precyzyjniej uzasadniał swoje stanowisko – powiedział pełnomocnik.
Nie wykluczył także skierowania sprawy na drogę cywilną.
Ojciec: „Satysfakcję miałbym wtedy, gdyby syn żył”
Po prawomocnym wyroku Walenty Chudzik mówił, że nie odczuwa satysfakcji.
– Syn nie został nawet zbadany, choć pielęgniarka informowała lekarkę, że jego stan się pogarsza. Była kardiologia, był OIOM, byli inni lekarze. Można było skonsultować przypadek i wykorzystać czas, który jeszcze był – mówił ojciec zmarłego.
Podkreślał, że biegły w sprawie wskazywał, iż przy odpowiednim postępowaniu w pierwszej fazie choroby można było zapobiec jej dalszemu, śmiertelnemu przebiegowi.
– Nie mogę powiedzieć, że czuję satysfakcję. Satysfakcję miałbym wtedy, gdyby mój syn żył – powtórzył na zakończenie.
Źródło: nowiny.pl